O tym, że na depresję chorują też dziewięciolatki, o sygnałach ostrzegawczych, szukaniu pomocy i nieobwinianiu się mówi dr Justyna Kurtyka-Chałas, psycholożka i psychoterapeutka, konsultantka artykułu o depresji u dzieci, który znalazł się w 27. numerze „Kosmosu dla dziewczynek”.
„Kosmos dla dziewczynek” rozpoczyna nowy cykl zatytułowany „Nazwij TO”. W kolejnych numerach będziemy poruszać tematy związane z trudnymi doświadczeniami, z którymi – tak bywa – muszą mierzyć się dzieci. Doświadczeniami, które albo są ich bezpośrednim udziałem, bo same akurat coś bardzo trudnego przeżywają, albo dotyczą ich, bo coś trudnego przeżywa koleżanka, brat, przyjaciółka, rodzice. Pierwszy tekst z cyklu, „Ciemnoszara chmura”, opublikowany w numerze „Serio?”, opowiada historię dziesięcioletniej Poli, która choruje na depresję. Tekst konsultowała dr Justyna Kurtyka-Chałas, psycholożka i psychoterapeutka, z którą rozmawiamy na temat depresji u dzieci.
Pola, bohaterka mojego tekstu o depresji u dzieci, napisała „HELP” na karteczce, zrobiła z niej stateczek i puściła na staw. Mama, spacerując z nią po parku, widziała tylko uroczy stateczek, nie miała jak się domyślić, że niesie on dramatyczną wiadomość. Jak nie przegapić takiego sygnału?
Czasem dziecku może być trudno nazwać to, co się z nim dzieje. Czasem woli się tylko wypłakać mamie czy tacie, woli nie mówić wprost, jak się czuje. Dlatego tak ważna jest świadomość rodziców, że również całkiem małe dzieci, w wieku dziewięciu, dziesięciu lat, mogą chorować na depresję. Wydaje mi się wręcz, że im młodsze dziecko, tym ważniejsze, żeby rodzic miał świadomość problemów w obszarze zdrowia psychicznego. To opiekun jest osobą, która jako pierwsza może zaobserwować nagłą, utrzymującą się przez dłuższy czas, niepokojącą zmianę w zachowaniu dziecka. Mam wrażenie, że rodzice nie zawsze to wiedzą, przez co bywa, że po prostu nie zauważają pierwszych objawów. Nie dlatego, że je lekceważą, tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, które zachowania dziecka to już sygnały, że czuje się ono źle, że potrzebuje specjalistycznego wsparcia.
Druga rzecz to rozmawianie z dziećmi na temat depresji w sposób, który jest odpowiedni do ich wieku. Nie po to, żeby wzbudzać lęk, tylko żeby świadomie przekazywać wiedzę na temat trudności, które mogą się przydarzyć im samym, ale też ich rówieśnikom. Chodzi też o to, żeby dzieci nie czuły się zdezorientowane, kiedy widzą zmianę w zachowaniu przyjaciółki czy kolegi z klasy.
Nie trzeba się obawiać, że rozmawiając o trudnościach, wywołamy problem u dziecka. Rozmawianie o depresji nie wywołuje jej, to tak nie działa.
Część dziewięciolatek jest jeszcze mocno osadzona w świecie dziecięcym, ale część już zaczyna wchodzić w okres dojrzewania. Kiedy pisałam tekst o Poli, zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób, będąc rodzicem, mogę rozpoznać, które zachowania to zwyczajne przejawy początków dojrzewania, a które dają powód do niepokoju. Wiele takich zachowań, które mogą ostatecznie świadczyć o depresji, to też sposób bycia nastolatków: dziecko się zamyka w pokoju, nie chce wstać z łóżka, bardzo mocno się złości, ma wahania nastrojów. Jak się w tym połapać?
Jeśli chodzi o nastolatki, to temat jest rzeczywiście dość złożony. Bo, tak jak mówisz: kiedy dziecko wchodzi w okres dorastania, to buntuje się, zamyka, nie chce rozmawiać, zaznacza swoją odrębność. Myślę, że pierwszy sygnał ostrzegawczy pojawia się, gdy wyraźnie zmienia swoje zachowania. Na przykład uskarża się na zmęczenie, nie jest w stanie podnieść się z łóżka – nie dlatego, że późno poszło spać, tylko mówi, że nie ma siły – i nie jest to brak motywacji, tylko rzeczywisty brak siły fizycznej, również do realizowania codziennych obowiązków. Mogą też pojawić się problemy z apetytem – dziecko przestaje jeść albo je nadmiernie – oraz gwałtowne zmiany w nastroju, które wcześniej nie były widoczne.
Inne zachowania, którymi warto się zaniepokoić, to kłopoty ze snem trwające powyżej dwóch tygodni. Dziecko mówi, że spało niespokojnie, że budziło się w nocy – szczególnie alarmujące może być, jeśli zaczyna regularnie się budzić o konkretnej godzinie. Albo kiedy nie może zasnąć, a jak w końcu zaśnie, to tylko na kilka godzin. Zaniepokoić powinna też rodziców izolacja społeczna dziecka i utrata dotychczasowych zainteresowań. Dziecko do tej pory miało grupę znajomych, chętnie się spotykało, kontaktowało z innymi, a teraz coraz częściej mówi: nie chce mi się, nie mam siły, nie mam ochoty. Jeszcze innym objawem u dzieci mogą być stany rozdrażnienia: takie, które się stale powtarzają, dotyczą wielu różnych sytuacji; gdy zaczyna być tak, że dziecko coraz rzadziej bywa w dobrym nastroju. Wtedy warto, żeby rodzic zadał sobie pytanie, czy to jeszcze proces dojrzewania, czy może początek głębszych trudności. Zdarza się też, że dziecko czuje ból fizyczny – powtarzające się, utrzymujące się bóle brzucha czy głowy, niezwiązane z żadnymi innymi problemami zdrowotnymi. Trzeba pamiętać, że depresja może się również objawiać psychosomatycznie.
I co jest takim kolejnym krokiem dla rodzica, który stwierdza: to, co się dzieje z moim dzieckiem, jest niepokojące? Czy warto wtedy pójść do psychologa, psycholożki? Jak w ogóle przekonać do tego dziecko?
Myślę, że tak, najlepiej najpierw skontaktować się z psychologiem czy psycholożką szkolną. Taka osoba może przeprowadzić wstępną konsultację i pokierować rodzica dalej, do poradni psychologiczno-pedagogicznej przypisanej do danej szkoły. Każda szkoła jest objęta opieką rejonowej poradni. W poradni psychologiczno-pedagogicznej dziecko otrzyma pomoc diagnostyczną i terapeutyczną. Jeśli po diagnozie psychologicznej okaże się, że potrzebna jest dalsza diagnoza medyczna, dziecko zostanie skierowane również na konsultację z lekarzem psychiatrą. Poza ofertą publiczną istnieje coraz szersza sieć placówek prywatnych, w których prowadzona jest pomoc terapeutyczna dla dzieci i młodzieży. Wybierając terapeutę dla dziecka, dobrze jest zwrócić uwagę, w jakim nurcie terapeutycznym pracuje dana osoba, czy swoją pracę poddaje superwizji i czy ma doświadczenie w pracy z młodzieżą.
Co do przekonywania dzieci, zdarza się, że dziecko zgłasza problemy, a rodzic nie zawsze jest gotowy, aby im się przyjrzeć. Czasem dużo czasu upływa, zanim mama czy tata zdecydują się pójść do specjalisty albo specjalistki.
Tymczasem, jeśli dziecko mówi, że źle się czuje, warto nadać temu tryb „tu i teraz”.
Naprawdę lepiej zdiagnozować problem wcześniej i otoczyć dziecko odpowiednią pomocą niż czekać za długo.
A kiedy już mama czy tata zabierze dziecko na tę wizytę psychologiczną – to pewnie dla niej/niego nie jest koniec wyzwań?
Często bardzo trudny moment dla rodziców przychodzi, kiedy okazuje się, że praca terapeutyczna będzie czasochłonna. Kiedy okazuje się, że to nie jest kwestia dwóch, trzech spotkań z psychologiem i dziecko zacznie się czuć lepiej, tylko kwestia kilku miesięcy, czasem nawet kilkunastu, roku albo i dłużej.
Zdarza się, że rodzice oczekują, że dojdzie do spotkania z psychologiem – i już będzie lepiej. Nie zawsze od razu jest lepiej. Duże wyzwanie dla rodziców często stanowi też sytuacja, gdy po wizycie psychologicznej okazuje się, że trzeba włączyć diagnostykę psychiatryczną i w jej rezultacie – farmakoterapię.
Myślę, że ważną rolę odgrywa tu edukacja rodzica i dziecka w zakresie wszystkich skutków podejmowania leczenia farmakologicznego. Dla wielu młodych ludzi cierpiących z powodu depresji stan, w którym się znajdują, jest już tak trudny do wytrzymania, że przyjmują leczenie z ulgą. Z nadzieją, że dzięki lekom poczują się lepiej. Bo jeżeli dziecko się nigdy tak źle nie czuło, to po prostu chce się czuć jak wcześniej.
Depresja dziecka wydaje mi się ogromnym wyzwaniem dla rodziców: chyba najczęściej jest tak, że chcą wspierać – ale mają ograniczony zasób narzędzi i nie zawsze przychodzą im do głowy najlepsze pomysły. W jaki sposób w ogóle rodzice mogą wspierać dzieci będące w depresji? Jakie są dobre praktyki, a czego należy unikać?
Przede wszystkim ważne jest, aby nie lekceważyć objawów, które są widoczne w zachowaniu dziecka. Aby traktować dziecko i jego trudności poważnie. Czasem dorosłym może wydawać się nieprawdopodobne: jak to możliwe, przecież dwa miesiące temu moje dziecko całymi dniami jeździło na rowerze, rano wyskakiwało z łóżka pierwsze w całym domu, a teraz nie może wstać? Warto z uwagą spojrzeć na dziecko i wspólnie z nim się zastanowić, co takiego się dzieje, że nie ma siły zjeść śniadania czy pójść do szkoły. Bywa, że rodzice kierują się dość powszechnym przekonaniem, że leżenie w łóżku całymi dniami to zwykłe lenistwo.
Ale w depresji jest tak, że brak siły, brak energii są związane z rzeczywistą, fizyczną trudnością. To nie przenośnia, nie metafora: to fizyczne poczucie bezsilności, braku mocy.
Poza tym bardzo ważna jest obecność rodzica i jego uważność na problemy dziecka. Dziecko w depresji potrzebuje, żeby rodzic widział jego perspektywę, rozumiał jego problemy, żeby zdawał sobie sprawę, że ono jest chore, bo depresja jest chorobą. Istotna jest też otwarta rozmowa z dzieckiem na temat trudności, których doświadcza, wysłuchanie dziecka. Ważne, żeby nie krytykować go i nie dawać niechcianych rad, a raczej wzmacniać, chwalić, zauważać drobne zmiany w zachowaniu dziecka. I zawsze mówić o swoim dziecku dobrze.
Skoro to nie lenistwo, to skąd właściwie się bierze depresja u dzieci? Czy rodzic może pomyśleć: to przeze mnie, zaniedbałam/zaniedbałem dziecko, za mało zwracałam/zwracałem uwagi na jego problemy, ta depresja to moja wina?
Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Dziecko może przechodzić rozmaite kryzysy: może się zdarzyć w jego życiu przemoc rówieśnicza, trudności w nauce, w relacjach z bliskimi, z przyjaciółmi, nauczycielami, również z rodzicami. Rodzice oczywiście też mają wpływ na to, jak czuje się dziecko, bo są przecież jednymi z osób, często najważniejszymi, z którymi dziecko jest w kontakcie. Zdarza się niedostosowanie oczekiwań rodziców wobec dzieci: bywa, że rodzice po prostu oczekują za dużo. Dlatego tak ważne jest, żeby widzieć realnie możliwości dziecka. Bywa też, że takim kryzysem okazują się konflikty w rodzinie, rozwód rodziców czy nawet przemoc w domu. To doświadczenia bardzo trudne dla dziecka. Przy odpowiadaniu na pytanie „skąd się bierze depresja u dzieci?” proponowałabym brać pod uwagę czynniki i środowiskowe, i biologiczne. W psychologii mówi się nawet o wspólnym oddziaływaniu czynników biologicznych i środowiskowych, o pewnej konstelacji czynników, która może wyzwalać depresję: to, co się dzieje w otoczeniu dziecka, może uaktywniać uwarunkowania biologiczne.
Rodzice często pytają: co takiego źle zrobiłam/zrobiłem? Jeśli skupimy się na własnym poczuciu winy, to nie będziemy skupiać się na dziecku. A przecież to, na czym nam najbardziej zależy w takiej sytuacji, to żeby dziecku pomóc. Z drugiej strony, poczucie winy świadczy też o wrażliwości rodzica; o tym, że jest otwarty na zmianę.
Dobry rodzic to nie taki, który nie popełnia błędów, bo tacy nie istnieją, tylko właśnie dopuszczający możliwość zmiany swojego postępowania.
I najczęściej jest tak, że gdy się zmieni swoje postępowanie, to zmianie ulegnie kształt relacji z dzieckiem i w wyniku tego też sposób, w jaki dziecko funkcjonuje. Jeśli mama czy tata nie widzą tych zależności, to trudno jest pomóc.
Na szczęście rodzice coraz więcej wiedzą na temat zdrowia psychicznego dzieci, coraz częściej starają się być wrażliwi na potrzeby dzieci. Warto słuchać dziecka, obserwować, mieć dla niego czas: na spotkanie, na rozmowę, nie na temat obowiązków czy szkoły, tylko taką codzienną rozmowę: „Co u ciebie? Jak się dzisiaj czujesz? Jak ci minął dzień?”.
A jeśli dziecko nie chce rozmawiać? Co wtedy robić? Prosić? Dzwonić do niego? Pisać na Messengerze? Wsuwać karteczki pod drzwi jego pokoju? Czy w którymś momencie odpuścić, dać mu przestrzeń?
Trzeba znaleźć równowagę pomiędzy zachęcaniem, pokazywaniem, że jestem dostępna, dostępny, a naciskaniem. Taką zdrową równowagę wynikającą z tego, że znam swoje dziecko i czuję, gdzie jest ten moment, w którym warto powiedzieć: dobrze, to słuchaj, widzę, że nie chcesz rozmawiać, ale jak będziesz potrzebowała, potrzebował, to ja jestem. Po prostu przyjdź albo napisz.
Natomiast jeśli chodzi o dawanie przestrzeni, to można o tym myśleć, gdy pojawiają się pierwsze niepokojące sygnały, jakie opisałam na początku naszej rozmowy. Ale jeżeli mamy już sytuację, w której młoda osoba sygnalizuje, że ma myśli autodestrukcyjne, to wtedy tej przestrzeni na pewno nie ma: musimy zgłosić się do specjalisty natychmiast, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy.
Jak pokazuje raport serwisu „Życie warte jest rozmowy” autorstwa Lucyny Kicińskiej i Jolanty Palmy oparty na statystykach Komendy Głównej Policji, w 2020 roku prób samobójczych podjęło 538 dziewczynek i 305 chłopców, natomiast w 2021 roku – 1086 dziewczynek i 410 chłopców. Czyli, po pierwsze, liczba prób samobójczych wzrosła niemal dwukrotnie, a po drugie, cały czas utrzymuje się duża dysproporcja, jeśli chodzi o płeć kulturową: grupa dziewczynek chcących odebrać sobie życie jest większa niż grupa chłopców. W dodatku w ciągu roku liczebność grupy dziewczynek wzrosła prawie o drugie tyle i znacznie przerasta obecnie liczebność grupy chłopców. Z czego to może wynikać?
Biorąc pod uwagę przedział czasowy, w którym były realizowane te badania, myślę, że istotny wpływ miała izolacja społeczna związana z pandemią. Od jakiegoś czasu coraz więcej rodzin zmienia kształt, rodzice się rozstają, dzieci zaczynają funkcjonować w rodzinach patchworkowych. Izolacja społeczna ograniczyła dzieciom i nastolatkom możliwość kontaktowania się z osobami „z zewnątrz”, spoza domowników. To mogło też oznaczać brak wsparcia lub mniejsze wsparcie w instytucjach. Musimy również pamiętać, że w okresie nastoletnim grupa rówieśnicza jest bardzo istotnym elementem prawidłowego rozwoju dziecka.
Zwłaszcza dziewczęta jeszcze częściej niż chłopcy sięgają po rozmowę jako źródło wsparcia – dlatego duże znaczenie mają dla nich relacje z koleżankami, bliską przyjaciółką. W pandemii te strategie radzenia sobie zostały mocno utrudnione, często wręcz uniemożliwione.
Na pewno dzieci, nastolatki tym bardziej, potrzebują obecnie wsparcia w zakresie umiejętności emocjonalnych, takich jak radzenie sobie z trudnymi sytuacjami, ze stresem. Dość często zdarza się, że dzieci nie mają pod tym względem wsparcia od dorosłych.
W przypadku dziewczynek szczególnie ważne jest, aby pozwalać im na asertywność – również w domu. Zdarza się, że rodzice wspierają asertywność dziewczynek, ale wyłącznie tę w szkole czy wśród rówieśników. Bo w domu, tam, gdzie to dotyczy bezpośrednio ich relacji z córką, bywa, że rodzice hołdują przekonaniu, nawet niekoniecznie sobie to uświadamiając, że „dziewczynki mają być grzeczne”.
Tymczasem nie da się zrobić tak, że dziewczynka w domu będzie podporządkowana, a poza domem nagle zacznie wyrażać swoje zdanie, stawać po swojej stronie.
Czy dziewczynki i chłopcy na różne sposoby chorują na depresję? Czy na różne sposoby się w jej przypadku komunikują z otoczeniem?
Każda depresja jest inna… Niespójności wynikają z różnic kształtującej się osobowości, różnic doświadczeń. Jeśli mielibyśmy się kierować wzorcami dotyczącymi płci dzieci chorujących na depresję, moglibyśmy nabrać przekonań, które niepotrzebnie doprowadziłyby nas do oczekiwania, że dziecko będzie się zachowywać tak albo inaczej. Z tego rodzaju przekonaniami trudniej zobaczyć samo dziecko. Warto raczej przyglądać się jego indywidualności: bo każde dziecko naprawdę jest inne. I nawet jeśli wcześniej wychowaliśmy ich dwoje czy troje, to mogą nas zaskoczyć reakcje kolejnego. To, w jaki sposób, specyficznie, akurat ono dorasta.
Ważne jest, żeby widzieć dziecko, z jego trudnościami, problemami. Traktować je podmiotowo. Nie odnosić tego, co ono przeżywa, do samych siebie, tylko dostrzegać jego indywidualne doświadczenie: może ja tak nigdy nie miałam, ale moje dziecko tak ma.
Warto rozwijać swoje rodzicielskie kompetencje: emocjonalne i komunikacyjne.
Między innymi stąd też pomysł na cykl „Nazwij TO” w „Kosmosie dla dziewczynek”. Tekst o Poli chorującej na depresję można przeczytać razem z córką, pomówić o nim. Cykl wziął się z naszego redakcyjnego przekonania, że warto rozmawiać z dziećmi o sprawach trudnych. Że to jest potrzebne. Że już samo nazywanie problemu może być formą pomocy.
Nazywanie na pewno wyjaśnia rzeczywistość, pomaga dziecku rozumieć, co się wokół niego dzieje. Poza tym zwiększa empatię: dzięki świadomości istnienia różnych problemów i tego, jakie są ich mechanizmy, u dzieci będzie się rozwijać wrażliwość na potrzeby drugiej osoby. To ważne, żeby poruszać trudne tematy, ale dostosowując treści do wieku i możliwości poznawczych dziecka.
Dlatego podoba mi się formuła tego cyklu: pierwsza część tekstu to historia fikcyjnej dziewczynki, opowiedziana w taki sposób, że dziecko może się z bohaterką zidentyfikować. Jeżeli czytelniczka poczuje się zrozumiana, poczuje, że ta historia jest podobna do jej historii, to prawdopodobnie pomyśli też, że skoro ktoś z tych rad skorzystał, to i ona może.
I jeśli taka czytelniczka skorzysta chociaż z jednego rozwiązania, z jednej podpowiedzi, to myślę, że to już będzie ważny krok.
Justyna Kurtyka-Chałas jest dr. nauk humanistycznych w zakresie psychologii, psycholożką i psychoterapeutką, autorką artykułów i książek z obszaru pomocy i wsparcia psychologicznego. Prowadzi terapię dorosłych oraz pracuje terapeutycznie z nastolatkami i ich rodzicami.