Tego uczucia nie da się z niczym pomylić. „To JA to wszystko zrobiłam?!”. Klikasz strzałkę, obrazek przesuwa się po ekranie. Na jego miejsce wskakuje następny.

Na warsztatach z programowania, które prowadzę dla dzieci, moim największym wyzwaniem jest zawsze to, żeby zrealizować plan. Tyle pomysłów przychodzi wszystkim do głowy! Kiedy dzieciaki dostają zadanie, np. by zakodować grę w kotka i myszkę, mogę być pewna, że ktoś doda tam jednorożca latającego na tęczy, ktoś czołg strzelający laserami, a jeszcze inny tło mrugające na ekranie sto razy na minutę.

Tylko że ani jednorożców, ani czołgów, ani rozbłyskującego w szalonym tempie ekranu nie było w instrukcji. Nie wspominałam też, że mają takie opcje. Dzieci bez zastanowienia próbują, testują i wprowadzają w życie nawet najbardziej szalone pomysły. Badają granice języka programowania. „A jeśli zrobię tak, to co się wtedy stanie?”– kombinują. Moją rolą jest zaproponować im problem na tyle ciekawy, żeby chciały go rozwiązać, a jednocześnie na tyle trudny, by musiały przy tym odkryć coś nowego. Ale przede wszystkim chodzi o to, żeby za bardzo im nie przeszkadzać.

Dorosłym czasem umyka ta frajda z programowania

Prowadzę też zajęcia dla dorosłych. Zwykle zaczynają raczej nieśmiało, przepisują wszystko kropka w kropkę z instrukcji. Jeżeli nie wiedzą czegoś na sto procent, wolą zapytać niż popełnić błąd – nawet jeśli mogą cofnąć wszystkie zmiany jednym kliknięciem. Może to efekt lat spędzonych w szkole, w której za złą odpowiedź groziła nam gorsza ocena? Albo pragmatyzmu, który każe zrobić, co trzeba, i zająć się kolejnym zadaniem?

Ale przychodzi wreszcie taki moment, kiedy nagle… zauważają, jak to wszystko działa. Tutaj łapią obrazek z numerem cztery, tu dodają mu klasę, która zaraz wyśle go na drugi koniec ekranu. W tej klasie wpisują nowe współrzędne, ale równie dobrze mogłaby tam być wściekle pomarańczoworóżowa ramka, powiększenie cztery razy albo trzy obroty w prawo. Albo…

No właśnie. Albo co jeszcze?

Ogranicza cię tylko twoja wyobraźnia

Kiedy patrzysz na trzy pierwsze linijki napisanego przez siebie kodu i widzisz dokładnie wpływ, jaki każda z nich miała na to, co się stało na ekranie, nagle dociera do ciebie, że masz magiczne moce. I że każda strona internetowa – włącznie z tą, na której teraz to czytasz – składa się z tysięcy podobnych linijek napisanych przez ludzi takich jak ty. Tak samo jak aplikacja, przez którą zamawiasz jedzenie, kupujesz nowe buty czy dzwonisz do cioci na drugim końcu świata. Wpisujesz jakieś SŁOWA i dzieją się RZECZY.

Oczywiście oprócz słów większość języków programowania składa się jeszcze z symboli. Na pierwszy rzut oka trudno się połapać, czym się różni nawias okrągły () od kwadratowego [] i klamrowego {}. Przez dłuższą chwilę nie będziesz wiedzieć, kiedy postawić jeden znak równości, kiedy dwa, a kiedy trzy. Gdy się pomylisz, zamiast obrazka sunącego w dal po ekranie dostaniesz komunikat, cały na czerwono, o tym, że undefined is not an object – i powodzenia. Domyśl się, o co tu chodzi.

Gra w programowanie nie ma końca

Na każde pytanie istnieje logiczna odpowiedź. I prawie nigdy nie sprowadza się ona do „bo ja tak mówię” albo „bo ktoś inny tak mówi”. Każdy kod błędu możesz wyszukać w internecie i sprawdzić, czy ktoś już kiedyś zmagał się z podobnym problemem i czy znalazł jakieś rozwiązanie. Każdą regułę, każdy przepis możesz wypróbować na własną rękę, dodać coś od siebie, zobaczyć, co się stanie. Możesz napisać bota, który ściągnie ci historię konta bankowego i zrobi zestawienie miesięcznych wydatków, aplikację pomagającą artystom i organizacjom pozarządowym finansować swoje projekty albo zrobić sobie tęczę jeżdżącą po suficie.

Nie wierzysz? Zapraszam do mnie do domu. Wystarczy, że powiem: „Hey Google, turn on the rainbow!”, a kolory zaczynają tańczyć po meblach, obrazach i wszystkim dookoła. Gdyby moja prababcia miała szansę to zobaczyć, nie uwierzyłaby własnym oczom. Każda bardziej zaawansowana technologia wygląda jak magia, dopóki nie zajrzysz do jej środka.

Nie łudzę się, że nauczę kogoś programować w kilka godzin

Nie o to też w tym wszystkim chodzi. Wiele osób po warsztatach mówi mi, że bardzo się cieszy, bo miało okazję spróbować, na czym to w ogóle polega. Ale mówią też, że wyszukiwanie w przeglądarce kolejnego kodu błędu, żeby zrozumieć, co konkretnie zepsuły tym razem, wcale, ale to wcale ich nie kręci.

I ja to rozumiem. Sama, po pięciu latach studiowania informatyki i kilku miesiącach pracy jako programistka, doszłam do wniosku, że dużo bardziej niż z komputerami wolę jednak spędzać czas z ludźmi. Uczę ich teraz, jak postawić od zera własny sklep w internecie, a po cichu przemycam czasem mini lekcje programowania. No i prowadzę warsztaty.

Mam też coś specjalnie dla ciebie. Zaproś dziecko do zabawy i wspólnie dowiedzcie się, jak to działa. Jeśli coś pójdzie nie tak, pamiętajcie, że w prawym dolnym rogu jest przycisk Rerun, który pozwoli wam cofnąć wszystkie zmiany.

See the Pen Kosmos dla Dziewczynek nr 14: CSS by Maria Górska-Piszek (@madeincosmos) on CodePen.

Jeśli potrzebujesz ściągawki, to mam nawet trzy. Resztę znajdziecie w internecie.

red
orange
yellow
green
cyan
blue
purple
violet
black
white
beige
grey

serif
sans-serif
monospace
Arial
Times New Roman
Verdana
Courier New
Copperplate
Impact
Georgia
Bodoni
Comic Sans

font-weight: bold;
text-decoration: underline;
font-style: italic;
text-align: right;
font-size: small;
font-size: 2em;

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!