Znalezienie filmu, który moglibyśmy wspólnie obejrzeć, to dla nas nie lada wyzwanie. Główna przyczyna dyskwalifikacji – „to będzie zbyt straszne!”.
Jako dzieci wychowane w latach 80., przerzucamy się ze znajomymi opowieściami, komu zdarzyło się uciec z kina w popłochu. W ścisłej czołówce najstraszniejszych produkcji plasuje się Akademia Pana Kleksa ze słynnym przemarszem wilków oraz Gremliny (kto widział, ten wie, że nie są to wyłącznie słodkie puchate stworki).
Nie chcemy podobnych wspomnień fundować naszej sześciolatce. Ale gdybyśmy zdali się tylko na jej upodobania, na okrągło oglądalibyśmy Psi Patrol. Dlatego nieustannie szukamy nie tylko filmów dla całej rodziny, ale i kryteriów wyboru pozycji do repertuaru naszego domowego kina. My, czyli: Mania (6 lat), Jędrek (9 lat), Łucja (12 lat) oraz mama i tata (troszkę starsi).
Pierwsza zasada – każdy ma głos!
Wybór nigdy nie jest prosty. Bywało, że kłótnie zabierały nam tyle czasu, że seans kończył się bardzo późno. Dlatego od kilku miesięcy mamy listę – w każdym tygodniu ktoś inny wskazuje film, który będziemy oglądać, a reszta ma się temu podporządkować. Votum separatum obowiązuje tylko w kwestii „zbyt straszne”.
Dzieci lubią często oglądać to, co już widziały. Kinowe hity typu Kraina Lodu czy Vaiana są wpisane na wiele tygodni do przodu. My, rodzice, marzymy o pokazywaniu filmów, które były dla nas ważne w dzieciństwie lub później albo po prostu należą do klasyki kina.
Filmy muzyczne – to się sprawdza!
Celowo piszę o filmach muzycznych, a nie o musicalach. Bywa, że te drugie wywołują u mojego męża senność. A też, powiedzmy szczerze, barierą są w nich napisy. Musical z lektorem to męka, a dubbing w Polsce zarezerwowany jest dla wysokobudżetowych produkcji. Dlatego gdy bohaterowie porozumiewają się za pomocą śpiewu, mówimy pas.
Co innego filmy, w których piosenek jest dużo, ale są one przerywnikami i tłem opowiadanych historii – tak jak w ukochanym przez nas Singu. To kreskówka sprzed dobrych paru lat, ale wracamy do niej regularnie. W Singu wchodzimy do świata zantropomorfizowanych zwierząt. Głównym bohaterem jest Buster Moon – Miś Koala, który zarządza nieco podupadłym teatrem. Aby spłacić długi, wpada na pomysł zorganizowania konkursu wokalnego dla amatorów. Jego asystentka, Pani Crawly, myli się o kilka zer w ogłoszeniu, w którym podaje wysokość nagrody, co powoduje, że na casting zgłaszają się tłumy…
Za co lubią ten film dzieci? Za wartką i zrozumiałą akcję oraz (prawie) wyłącznie pozytywnych bohaterów. A rodzice? Oni będą mieć przyjemność z oglądania wspaniale wymyślonych bohaterów drugoplanowych – jest więc znużona Matka Świnka, która aby spełnić swoje marzenie o śpiewaniu, wykaże się nie lada inwencją, jest pełen liryzmu Goryl, który nie wie, jak powiedzieć Ojcu, że woli być wokalistą niż gangsterem, czy wreszcie nieśmiała Słonica o niebiańskim głosie. Każdy odnajdzie kogoś, z kim może się utożsamiać. Cała nasza rodzina uwielbia głównego bohatera za jego niezłomną wiarę w sukces, a sam film za pełną przebojów ścieżkę dźwiękową – pewniak każdej naszej podróży samochodem.
Filmy o miłości… do zwierząt
Być może fakt, że z powodu alergii nie możemy w domu trzymać żadnego futrzastego zwierzaka, powoduje, że filmy o nich są u nas tak niezwykle popularne. Tak naprawdę wszystkie one opowiadają o wielkiej miłości. Jak Benji, historia bezpańskiego kundelka, który upodobał sobie pewne rodzeństwo. Carter i Frankie mają ciężkie życie – ich tata zmarł, a mama całe dnie pracuje jako kierowca karetki. I oczywiście w ogóle nie zgadza się na nowego psiego lokatora. Gdy jednak dzieci zostają porwane, Benji pokaże, czym jest psia lojalność.
Ten film to par excelance kino familijne – łobuzy nie są zbyt groźne, rodzina, choć się kłóci, to przecież kocha nad życie, pies jest tak cudowny, że ma się odruch, żeby od razu jechać do schroniska po podobnego. I chociaż scenariusz ma swoje mielizny, a wiele zwrotów akcji wydaje się nieprawdopodobnych, to każde z moich dzieci oglądało tę produkcję z rozdziawioną buzią. A i my, rodzice, nie usnęliśmy z nudów. Bo jak tu spać przy takich emocjach?! Jest to też film o tym, że nie tak łatwo zrozumieć się nawzajem w rodzinie, ale przy odrobinie chęci można zobaczyć, że nawet za szorstkością kryje się wielka miłość.
Powrót do klasyki
I jeszcze sytuacja nie dalej jak z ostatniego tygodnia. Mam do przejechania 400 kilometrów z czwórką dzieci na pokładzie (troje własnych i jedno podrzucone). Wiadomo, że bez filmu się nie obejdzie, a i czasu na decyzję nie ma zbyt dużo. Co będą oglądać? Dwanaście prac Asteriksa, pewnie z… dwunasty raz.
Dla tych, którzy (nie wiem, jakim cudem) nie znają tej serii – Asteriks to postać komiksowa, stworzona przez dwóch Francuzów – René Goscinnego i Alberta Uderza. To niski, ale dzielny i sprytny galijski wojownik, który razem ze swoim silnym przyjacielem Obeliksem zawsze potrafi wyprowadzić w pole rzymskie wojska.
Akurat Dwanaście prac jest świetnym filmem, aby tłumaczyć dzieciom nawiązania do mitologii greckiej. Oto Juliusz Cezar chce udowodnić, że Galowie nie są bogami, choć niektórzy ich za takich uważają. Dlatego stawia przed nimi wyzwanie godne Heraklesa – muszą wziąć udział w dwunastu niesamowicie trudnych konkurencjach. Film pełen jest też nawiązań do współczesności, które – mimo upływu 40 lat od premiery – nie straciły na aktualności. Wystarczy wspomnieć, że jednym z najniebezpieczniejszych zadań okazuje się wizyta w „Domu, który czyni szalonym” i załatwienie tam prostej sprawy administracyjnej.
Zaletą filmów klasycznych jest to, dzieci poznają kod kulturowy, którym, czasem nawet nieświadomie, posługują się dorośli. Cała seria o Asteriksie to też korepetycje z poczucia humoru. Nawet prowadząc samochód i tylko słuchając dialogów, miałam jak zwykle wielką frajdę.
***
Mamy z mężem już długą listę filmów, z którymi czekamy, aż dzieci trochę podrosną. Czasem to kwestia przekleństw, czasem zbyt śmiałych scen erotycznych czy przemocy. Teraz za to jest czas, żeby cieszyć się z historii nieco naiwnych, ale niosących krzepiące przekonanie, że po smutku zawsze jest radość, a ulubiony bohater w końcu wszystkim pokaże, na co go stać.
Filmografia:
- Sing (2016), reżyseria: Garth Jennings
- Benji (2018), reżyseria: Brandon Camp
- Dwanaście prac Asteriksa (1976), reżyseria: Albert Uderzo, René Goscinny, Pierre Watrin