Muki w podróży dookoła świata, Mapy, Ludzie, a może Atlas mitów? Zajrzyjcie do książek, dzięki którym wyruszycie w wędrówkę. W przestrzeni, w czasie, w wyobraźni.

Razem z synkiem kochamy mapy. Dla mnie są – wymiennie – substytutem i obietnicą podróży. Dla niego – narzędziem oswajania świata. Dla nas obojga – ekscytującym polem, które pozwala wyobrażać sobie nieznane i daje ramy do wypełniania go już poznanym.

Pieszczę w pamięci tę chwilę, gdy Leoś pierwszy raz powiązał w głowie przestrzeń mapy z rzeczywistymi krajobrazami i obiektami. Mapa ta była mało ekscytująca dla mnie (szlak historii militarnej Kaszub Północnych), ale widziałam ten błysk, gdy zmaterializowała się synkowi w postaci fascynujących go bunkrów, dział, wież obserwacyjnych, torpedowni. I tylko dlatego ze wzruszeniem zwiedzałam muzeum obrony Helu – oto na moich oczach w głowie dziecka sztywna płachta mapy zapełniała się żywymi doświadczeniami. Zachwytem nad makietą okrętu. Zadziwieniem karabinami w gablotkach. Radością z plastikowych żołnierzy w sklepiku z pamiątkami.

Porwało go to tak samo jak mnie. Dał się uwieść obietnicy mapy – on, sześciolatek, ostrożny, nielubiący zmian, przywiązany do tego, co przewidywalne i znane.

Chłopiec stojący tyłem przed tablicą - mapą Kaszub Fotografia: archiwum prywatne autorki tekstu

Po powrocie z Kaszub eksplorowaliśmy Warszawę. Kupiłam mu mapę miasta, a on, wodząc po niej paluszkiem, z zapałem planował nowe trasy.

– Pojedźmy, mamo, na Żerań – prosił na przykład, i gdy jechaliśmy godzinę tramwajem, zafascynowany śledził mijane blokowiska, place budowy, cmentarze.

– Mamo, jak pięknie, chciałbym tu mieszkać – zachwycał się, gdy wysiadaliśmy nad Trasą Toruńską. Wysiadaliśmy tylko po to, by przyjąć z wdzięcznością spełnioną obietnicę mapy, wsiąść w tramwaj w drugą stronę i planować kolejną podróż. Ratusz Bemowo, Targówek Mieszkaniowy. Potem odważniej, poza Warszawą: Legionowo, Raszyn, Sulejówek. Czy nie tak zaczyna się wyprawa w daleki świat, od ostrożnego badania stopą terenu w zasięgu kroku? I gdy pierwsza obietnica mapy się spełni – czyż nie nabiera się do niej zaufania, nadziei na dalej i więcej?

Tak zastała nas pandemia, a mapy już nie mogły być przewodniczkami. Dały nam wówczas coś innego. Niewzruszone, stoickie, ze swoimi „nizinami zawsze zielonymi”, oceanami „w przyjaznym błękicie”, zapewniały: świat wciąż tam jest, nie zniknął. On czeka.

Wyciągnęliśmy wówczas książki – albumy, w których Leoś znikał na całe godziny. Książki, które otwierają na świat. I nawet jeśli nie odpowiemy na ich wezwanie od razu, jeżeli nie możemy się ruszyć nigdzie dalej – dają apetyt na resztę życia. Oto one.

Muki w podróży dookoła świata, Mark Boutavant, Wytwórnia 2016

Francuska publikacja dla tych młodszych. Ujmuje w niej backpackerska frywolność i otwartość. Muki na kolejnych barwnych kartach albumu brata się z miejscową ludnością, poznaje jej zwyczaje, zajada potrawy, gości na lokalnych imprezach, przyłącza się do sportowych rozgrywek – wyczuwamy doświadczenie autora w beztrosce zanurzania się w świat. Miś-bohater zaczyna swą podróż od zgubienia plecaka i już samo to wpisuje się w moją osobistą definicję wakacji: to czas, gdy przestaje mieć rację bytu pojęcie problemu, bo zmienia się on w kategorię przygody. Czy taki drobiazg jak brak plecaka może zepsuć backpackerską podróż? Bzdura, najwyżej w Laponii nowo poznany renifer pożyczy wam czapkę i rękawiczki. Ot i wędrówka.

Okładka książki Muki w podróży dookoła świata

Mapy, Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Dwie Siostry 2012

Klasyk, czy ktoś jeszcze go nie zna? Nie wyobrażam sobie naszej dziecięcej biblioteki bez tej książki. Oglądając strony, na których Mizielińscy portretują znane mi kraje, zyskałam przekonanie, że wybór ilustracji, miejsc i atrybutów jest bezbłędny. W prezentowanych krajach naprawdę je się TE potrawy, które mistrzowski duet wyrysował na polu okalającym kontury map, naprawdę TE zabytki z ilustracji są must-see i naprawdę TE postaci, zwierzęta i przedmioty składają się na imaginarium danego państwa. Dlatego wierzę, że także obrazy krajów, których nie zwiedzałam, nie kłamią – i dlatego w kolejne mapy-ilustracje zanurzamy się z ufnością. Czasem robimy tak: otwieramy album na chybił-trafił i wyobrażamy sobie podróż do wylosowanego miejsca. Leoś sam robi tak: najpierw szuka stolicy danego kraju, potem sprawdza interesujące go dane: język, liczba mieszkańców. Wreszcie wyszukuje ciekawostki. Najczęściej jednak traktujemy Mapy jako ubogacony atlas geograficzny, wracając do niego w razie potrzeby – gdy chcemy sprawdzić, gdzie coś leży, z czym sąsiaduje, jak może wyglądać. Potrzeba nachodzi nas często.

Sfotografowana książka Mapy Fotografia: Anna Błaszkiewicz

Atlas mitów, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia 2018

To z kolei książka na czas, gdy nie wystarczy już świadomość, ŻE można jechać (jak to zrobił Muki) i GDZIE można jechać (co mówią Mapy). Gdy pojawia się paląca ciekawość, jak wyobrażają sobie świat ludzie żyjący w innej niż my kulturze. Jaki jest świat ich wierzeń, teogonia, kosmogonia? Ile nieznanych nam bogów go zamieszkuje i jakie pokłady niesamowitości w sobie kryje? Album prowadzi nas przez 12 mitologii: od tych bardziej oswojonych w kulturze zachodniej, jak nordycka, słowiańska czy egipska, poprzez aztecką, japońską, hinduistyczną, po zupełnie nam wcześniej nieznane, jak Jorubów czy Janomanów.

Leoś rozpoczął od „swojej ukochanej”, jak mówi, mitologii greckiej. I tak jak wcześniej, wychodząc od mapy miasta, rozbudził w sobie powoli ciekawość całego świata, tak teraz, nasyciwszy się frajdą śledzenia losów potomków Uranosa i Gai, przygód ulubionych herosów, nimf i stworzeń Hellady, przerzucił kartę albumu – i spotkał się zafascynowany z zupełnie nowymi opowieściami i bohaterami.

Zachwyciliśmy się boginią Dodolą, która w świecie słowiańskim sprowadza deszcz. Podziwialiśmy czyny Mauiego, herosa Polinezji. Pokochaliśmy historię wielkiego białego kurczaka, który stworzył krainę Aje w Afryce. Dzięki Atlasowi mitów mapa świata w naszych głowach zapełnia się nie tylko prawdziwymi górami, rzekami, miastami; z tym albumem wyobrażamy sobie to, czego nie widać. Co czują, do czego odwołują się mieszkańcy Afryki, Oceanii, Skandynawii; jak w najdawniejszych opowieściach wyjaśniali sobie świat.

Książka Atlas mitów Fotografia: Barbara Piotrowska Strony z książki Atlas mitów Fotografia: Barbara Piotrowska

Ludzie, Peter Spier, Muchomor 2017

I na koniec, po cóż byłyby nam mapy, gdybyśmy nie mieli w sobie otwartości na innych, tych z drugiego końca miasta, kraju, globu? Ludzie to pieśń pochwalna na cześć różnorodności.

– Mamo, pamiętasz, jak to by było strasznie, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami? – pyta mnie czasem Leoś i wówczas wiem, że odwołuje się do katastroficznej wizji z finału tego albumu. Bo na wcześniejszych jego kartach oglądamy to, co niby oczywiste, ale jak trudno to czasem uszanować. Że każdy z nas jest inny. Mamy różne kształty, rozmiary, kolory. Różne barwy oczu, nosy, fakturę włosów. Inaczej się ubieramy, odpoczywamy, mieszkamy, pracujemy. Mamy rozmaite kościoły i różne władze. Ba, jemy rzeczy tak różne, że musiałam skleić dwie kartki albumu, bo dzieci bały się obrazka jednej z potraw.

Sugestywne obrazy są siłą tej książki. Mocne w swej bezpośredniości, dosadne, czasem niewygodne, a w gruncie rzeczy przecież oczywiste, nabierające mocy dzięki odważnym zestawieniom. Ile rozmów wynikło z dwóch prostych ilustracji: przedstawienia dzielnicy bogaczy i obok – dzielnicy slumsów. Albo z pary obrazków pokazujących wizytę dwojga czarnoskórych w wiosce białych ludzi i dwojga białych w wiosce czarnoskórych. Ta książka uczy pokory, nie wywołując poczucia winy. Uczy przynależności, bo w tylu obrazach można odnaleźć siebie – i prawdy o równej godności wszystkich ludzi. Jak każdy z tych albumów, i tyle innych – uczy zachwycania się światem.

Okładka książki Ludzie Fotografia: Barbara Piotrowska Strony z książki Ludzie Fotografia: Barbara Piotrowska

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!