Jakie znaczenie ma to, w czym na co dzień chodzą dzieci? Co ma wspólnego nauka matematyki z noszeniem sukienek? I dlaczego warto zawalczyć o większe kieszenie w ubraniach córki?
Kobiety na kierowniczych stanowiskach, wciąż nieliczne, zachęcają inne do działania hasłem: „Włącz się do gry” [1]. Profesor Nicole McCarthy z Uniwersytetu Newcastle odpowiada na to, że publiczny dyskurs na temat „gotowości do gry” jest bez znaczenia, jeśli strój dziewczynek nie jest odpowiedni do takich działań [2]. No właśnie, czy rajstopy, spódniczki, sukienki i falbanki dają naszym córkom równe szanse w życiowej rywalizacji? Zwłaszcza że w młodym wieku rozwój fizyczny i umysłowy są bardzo mocno ze sobą powiązane.
Agata Ludwa, matematyczka, dyrektorka szkoły i autorka podręczników, na Kongresie Kobiet w 2017 roku, podczas panelu poświęconego dziewczynkom i naukom ścisłym, zwróciła uwagę na to, jak bardzo wspinanie się pomaga rozwijać wyobraźnię przestrzenną, tak potrzebną w nauce matematyki. I jak bardzo do wspinania się – po drzewach czy drabinkach – potrzebny jest wygodny strój.
Krótko mówiąc – ubierz dziewczynkę w szary dres, niech nie boi się pobrudzić, a będzie lepsza z matmy.
To wezwanie możemy dodatkowo wesprzeć wynikami najnowszych badań neurologicznych [3], które udowadniają, że systematyczny wysiłek fizyczny zwiększa objętość hipokampu dzięki jego lepszemu ukrwieniu i dotlenieniu. Co za tym idzie, dzieci, które dużo się ruszają i uprawiają sport, mają większą zdolność do koncentracji i lepsze wyniki w testach pamięciowych. Ale to nie koniec: w dresie łatwiej jest też ćwiczyć zdolności motoryczne, czołgając się pod przeszkodami albo skacząc przez ławkę, wygodniej jest badać prawo ciążenia, podskakując w kałuży, i łatwiej jest wspiąć się na drzewo, żeby pogłębiać dendrologiczne pasje. Na szarym dresie nie widać brudu (albo inaczej – „nie szkoda go pobrudzić”, od tego jest), a nie od dziś wiadomo, że szczęśliwe dziecko to brudne dziecko, właśnie dlatego, że biega, skacze, czołga się i wchodzi na drzewa. W tym kontekście taki dres staje się kombinezonem, który umożliwia dziewczynkom nie tylko sprawniejsze poznawanie świata i efektywniejszą naukę, ale też nieskrępowaną radość.
Unieruchomione w sukience
Dziewczynki w sukienkach i spódniczkach nie mogą komfortowo skakać, biegać, wspinać się na drzewa i przechodzić przez płot. Nie mogą poznawać świata tak, jak mogłyby to robić w wygodnym ubraniu. Jeśli zawsze wybieramy dla naszych córek ubrania ładne, ale niewygodne, to stawiamy je do kąta, z którego mogą sobie tylko patrzeć na to, jak rozwijają się dzieciaki w dresach.
Warto się zastanowić – czy gdybyśmy wszyscy mieli/miały większą świadomość, jak strój wpływa na dzieci, to podchodzilibyśmy/podchodziłybyśmy inaczej do kompletowania im garderoby? Czy zmieniłoby się nasze nastawienie do ich wyglądu? W 2019 roku młoda działaczka młodzieżowa Milly Grestle [4] odważnie stwierdziła, że „możemy zwalczać typowe role płciowe, wprowadzając neutralne pod względem płci mundurki dla wszystkich”. Jeden strój dla wszystkich? Co na to dorośli?
Z badań wynika, że dziewczynki w Polsce rzadziej niż chłopcy podejmują aktywność sportową; poniekąd jest to uwarunkowane kulturowo, bo aktywność fizyczna wiąże się z cechami postrzeganymi jako „męskie”, czyli siłą fizyczną i współzawodnictwem. Być może jednak źródło tej sytuacji tkwi również w ubiorze.
W dzisiejszych czasach wydaje się, że dziewczynki wciąż są unieruchomione, ale już nie przez gorsety czy panier, tylko przez wąskie sukienki, krótkie spódniczki, a nawet dziewczęce mundurki szkolne.
Co gorsza, ubrania ograniczają dziewczynki nie tylko w dosłownym sensie. Owszem, trudno się sprawnie poruszać w krótkiej spódnicy, ołówkowej sukience czy z ogromem falbanek, ale jeszcze bardziej blokująca jest świadomość tego, że w sukienkach czy spódnicach dziewczynki powinny inaczej siadać i inaczej się zachowywać. Nie jak dzieci, tylko jak damy.
Dziewczynce w sukience nie wypada usiąść po turecku (to bardzo wygodna pozycja dla naszego kręgosłupa), zrobić fikołka czy się poturlać. Zamiast poświęcić się zabawie, dziewczynki wygładzają sukienki i podciągają rajstopy.
Chłopcy w tym czasie, ubrani w koszule i spodnie, nie mają takiej potrzeby, nie jest też od nich wymagane, żeby zachowywali się jak dżentelmeni [5].
Bez kieszeni
Zarówno kobiece, jak i dziewczęce stroje przeszyte są subtelnym przesłaniem: ubrana jesteś, żeby wyglądać, przyciągać uwagę, dekorować, a nie działać. Także brak dużych kieszeni w dziewczyńskich strojach (nie ma gdzie chować skarbów!) czy wzmocnionych kolan w spodniach (uprzyjemniają zabawę na podłodze) pokazuje takie myślenie. Powstał nawet ruch społeczny, który walczy z damskimi kieszeniami robionymi wyłącznie dla ozdoby albo tak małymi, że nic się w nich nie zmieści – kieszenie w damskich jeansach są przeciętnie o 48 proc. krótsze i 6,5 proc. węższe niż te w męskich [6]. W średniowieczu damskie kieszenie uważano za niemoralne, dziś ich brak po prostu uprzykrza nam życie. Powstał też ruch społeczny „Równe kieszenie” [7], który działa na rzecz wygodnych i praktycznych ubrań dla dziewczyn i kobiet, w tym głębokich kieszeni w damskich ubraniach. W petycji podpisanej przez czteroipółletnią Weronikę i jej mamę można przeczytać: „Chcę napisać do tych wszystkich ludzi, którzy robią ubrania. Żeby wiedzieli, że my chcemy, żeby dzieci i dorośli, którzy są dziewczynami, miały nieoszukane kieszenie. Żeby dziewczyny mogły w nich chować ręce i inne rzeczy […]”.
Fotografia: Steshka-Willems, Pexels
Niewygodne, ale ładne
Nawyki, presja społeczna, obowiązujący w pracy dress code czy moda mają wpływ na nasze ubraniowe wybory. Często dorosłe kobiety są pogodzone z tym, że niewygodne, ale „ładne” ubranie odbierze im sprawność poruszania. Świadomie lub mniej – wybierają wygląd. Wyższe, trudne do poruszania się szpilki, obcisłą sukienkę, która świetnie leży, ale ogranicza ruchy. Automatycznie przenoszą te zaakceptowane przez siebie ograniczenia na swoje córki. Ale strój nie powinien przecież krępować ich ruchów i skłaniać do myślenia: nie mogę czegoś zrobić, bo jestem dziewczynką.
„Nie biegnij, bo się potkniesz o sukienkę”, „nie skacz, bo rozerwiesz falbankę”, „usiądź ładnie, bo w sukience inaczej nie wypada”. Czy wasze córki albo inne bliskie dziewczynki usłyszały kiedyś taki komunikat?
W tym kontekście szary dres jawi się jako symbol fizycznej wolności, poczucia własnej wartości i możliwości intelektualnego rozwoju, a rajstopy i sukienka stają się kolejnym wyrazem społecznego ograniczania dziewczyn.
Fotografia: Annie Spratt, Unsplash
Ubranie ma moc
Ubranie to nie tylko ochrona ciała; strojem bardzo dużo mówimy o sobie i świecie, do którego przynależymy. Ubranie to symbol. Wiele badań naukowych wykazuje, że nasze ubrania wpływają na to, jak postrzegają nas inni ludzie, a także jak my sami siebie postrzegamy. Inaczej działa to u dzieci, które czasami są ubierane i nie mają na to wpływu. Ale strój, który noszą, kształtuje to, jak postrzegają świat.
Olga Tokarczuk pięknie opisuje wpływ ubrań w książce Pod podszewką [8]: „Ubranie stwarza własną i niepowtarzalną przestrzeń. Jest w tym zawarty akt twórczy. Człowiek jest całością nie tylko psychofizyczną, ale jest także obrazem, wizerunkiem”.
Noblistka o szpilkach mówi, że odbierają jej wolność podbiegnięcia, podskoczenia, przeskoczenia. Uważa, że przechodzenie przez życie na obcasach jest niewygodne.
Właśnie, czy wygoda powinna być kluczem do równości? Wiele badań wskazuje, że ubrania, które nosimy, mają wpływ na sprawność fizyczną (to dość oczywiste), ale i umysłową! Naukowcy udowadniają, że to, co mamy na sobie, wpływa na nasz sposób myślenia, rozumowania, a nawet umiejętności negocjacyjne. Badanie, którego wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie „Social Behavior and Personality”, dowiodło, że baletnice, które nosiły rajstopy i trykoty, czuły się gorzej ze swoim ciałem i były mniej zadowolone z występów niż te, które nosiły luźne i wygodne stroje. Pewnie na warstwę oczekiwań społecznych nakłada się tu akceptacja i postrzeganie własnego ciała, ale wiemy już, że strój ma znaczenie.
W artykule opublikowanym w sierpniu 2015 roku w „Social Psychological and Personality Science” poproszono badanych o założenie przed testami poznawczymi formalnego lub swobodnego stroju. Okazało się, że osoby badane, które wybrały strój biznesowy, myślały bardziej abstrakcyjnie, co miało wpływ na ich kreatywność i przyjmowane strategie.
Można więc powiedzieć, że ubranie na różne sposoby wzmacnia lub odbiera nam moc. A część z nas bez wahania i analizy wyników badań wskaże swoje „ubranie mocy”.
Fotografia: Pavel Danilyuk, Pexels
Równość w garderobie
Czy walka o równość i prawa kobiet powinna odbywać się też w garderobie? Jeśli się zastanowimy, to odbywała się tam zawsze. Zdjęcie gorsetów było dla kobiet pierwszym krokiem do wyzwolenia oddechu i ruchu, czyli też krokiem w stronę wolności. Gdy na początku I wojny światowej kobiety zaczęły obcinać włosy, również robiły to ze względu na wygodę. Gdy zaczęły pracować w zawodach zarezerwowanych wcześniej wyłącznie dla mężczyzn – na kolei czy poczcie – przerobiły męski uniform na kombinezon. To wszystko były przejawy emancypacji.
Czy żeby dziś wyrównać start naszym córkom, kobiety powinny przejąć męskie szafy albo chociaż dewizę, która przyświeca często projektantom męskich i chłopięcych ubrań – wygodę? Myślę, że nie wszyscy rodzice uświadamiają sobie, że „sposób, w jaki ubieramy małe dziewczynki, może dać początek skłonności do nadzorowania ciała, której nie pozbędą się do końca życia”. [9]
Kupowanie niewygodnych strojów czy zachęcanie dziewczynek do tego, żeby „wyglądały”, a nie dobrze się czuły, wspiera obsesję piękna – stan zdiagnozowany przez profesorkę psychologii Uniwersytetu Northwestern. Polega on na tym, że nasza uwaga skupia się tylko na wyglądzie, którym nigdy nie jesteśmy w pełni usatysfakcjonowane.
Dotknięte przez tę obsesję, z pięknym ciałem czy ubraniem wiążemy naszą siłę wewnętrzną i chęć rozwijania pasji. Dr Renee Engeln przestrzega, że z obsesji piękna, którą funduje nam nasza kultura, nie da się tak po prostu wyrosnąć, a wyzwolenie wymaga świadomego i wytrwałego wysiłku. I to jest chyba najważniejszy „wyścig”, w którym powinny wziąć udział młode kobiety. Inna sprawa, że wygodniej będzie stanąć im do tego wyścigu w dresie.
Bieg po szczęście
Ubieranie, które utrudnia nam funkcjonowanie w świecie, nie jest dla nas dobre. Jeśli ciągle patrzysz na siebie oczami innych i zastanawiasz się, co myślą o twoim stroju, jeśli nie jest ci wygodnie usiąść i poruszać się, to z pewnością odbiera ci to też cenne zasoby umysłowe, które przecież mogłabyś/mógłbyś skierować na inne sprawy.
Czego więc warto uczyć nasze córki? Żeby wybierały ubrania wygodne, które jednocześnie wyrażają ich osobowość, a nie wzbudzające podziw czy uznanie w oczach innych. Przecież nasze ciała nie powstały po to, żeby inni je podziwiali. Owszem, wpojono nam, że piękno stanowi najwyższą wartość, więc zamiast realizować marzenia, tracimy czas na przeglądanie się w lustrze albo podziwianie w nim naszych córek. Może jednak pozwólmy im cieszyć się ruchem, ciałem i umysłem. Ubranie, które nas ogranicza, ma wpływ na nasz rozwój, sposób zdobywania wiedzy i poczucie własnej wartości, a szary dres, jak się okazuje, może nieść wolność, a nawet szczęście.
Bibliografia:
[1] Sandberg Sheryl, Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa, Sonia Draga
[3] https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S2451902219300254?via%3Dihub
[5] Badanie socjologiczne poświęcone temu zjawisku przywołuje w swojej książce Obsesja piękna dr Rene Engeln.
[6] Badania przeprowadzone przez redaktorów serwisu Pudding.com
[7] https://www.facebook.com/RowneKieszenie
[8] Zofia Karaszewska, Sylwia Stano, Pod podszewką, Marginesy
[9] Dr Rene Engeln, Obsesja piękna, W.A.B