Zamknięte w czterech ścianach, odcięte od WF‑u i sportowych zajęć pozalekcyjnych. Mogłoby się wydawać, że czas pandemii nie sprzyja aktywności i skazuje dzieci na zastygnięcie przy ekranach. Tymczasem niektóre rodziny odkryły ruch na nowo – jako integralną część życia i naturalną potrzebę ciała.

Nauka online okazała się ogromnym wyzwaniem dla wszystkich. A lekcje wychowania fizycznego przysparzają wyjątkowych trudności – bo jak w realia domowe przenieść zajęcia, które opierają się na wspólnym ruchu i kontakcie z innymi? „Moje dziecko jako zadanie z WF‑u dostało zrobienie plakatu” – usłyszałam od jednej z mam. Inna: „Moja córka po miesiącu zajęć online w ramach WF‑u miała zrobić 20 przysiadów”.

Pewnie w niektórych szkołach było i jest inaczej. No i WF to przecież nie jedyna okazja do rozruszania ciała. Jednak być może kwarantanna pokazała części rodziców jeszcze coś innego: jaki oni sami mają stosunek do ruchu i aktywności fizycznej.

Irena Preiss, mistrzyni świata w grapplingu (styl walki oparty na brazylijskim jiu-jitsu), trenerka, która prowadzi także zajęcia dla dzieci, zauważa, że wielu dorosłych jest przyzwyczajonych do ruchu pod okiem przewodnika: trenerki, instruktora fitness, nauczycielki jogi. I taką samą postawę przekazują dzieciom. – A to skazuje na odtwórczość. Nie buduje też zaufania i zrozumienia dla własnego ciała. Poza tym dorośli często traktują ruch czy sport prestiżowo. Jako coś, o czym później fajnie się opowiada znajomym.

Tymczasem aktywność fizyczna zamknięta w ramach zajęć, jedynie w czasie do tego przeznaczonym, do tego łączona z konkretną dyscypliną sportu, może odzierać z ruchu resztę życia.

– Nie służy to też wspólnemu ruchowi w rodzinie, bo ustawia wszystko w taki sposób, że dzieci sobie, a dorośli sobie. Dlatego dobrym pomysłem jest oddanie dzieciom przewodnictwa. Zaproszenie ich do zabawy i zaproponowanie: „Wymyślmy coś razem” zamiast powtarzania w kółko: „Poczekaj, nie biegnij” – mówi trenerka.

Dlatego, paradoksalnie, czas zamknięcia z powodu koronawirusa dał szansę zobaczyć ruch w życiu – i dorosłych, i dzieci – z zupełnie innej strony. Jako integralną część życia rodzinnego i naturalną potrzebę ciała. Oto kilka wniosków zebranych z rozmów z mamami – ich odkryć z czasów pandemii.

Matka i córka leżą na podłodze i śmieją się Fotografia: Gustavo Fring, Pexels

1. To, jak się ruszasz, rusza twoje dziecko

– Bardzo służy mi to siedzenie w domu. Teraz praktycznie codziennie mam czas na jogę. Nawet nie chcę myśleć o powrocie do biura – opowiada Sylwia, mama 10-letniej Nastki. – A córkę staram się wciągać do ćwiczenia razem ze mną. Ale też rodzinnie prowokujemy takie sytuacje, które naturalnie wywołują ruch: zaczepiamy się, tańczymy, skaczemy. Odkąd możemy wychodzić, jeździmy po parku, chodzimy na spacery i dla nas ten problem ograniczenia ruchu nie istnieje. A nawet: ruszamy się więcej – dodaje Sylwia.

Tryb życia rodziców i opiekunów, ich aktywność oraz podejście do ruchu są czymś, co dzieci przejmują. I często starają się po swojemu naśladować. To nawyki, które zostają z nimi na długo i mogą wywierać na nie większy wpływ niż lekcje wychowania fizycznego. Zresztą badania pokazują, że w polskich szkołach opuszczanie przez dzieci zajęć WF‑u jest powszechnie występującym zjawiskiem, które nasila się wraz z wiekiem. Dotyczy już 20–40 proc. dzieci. A najbardziej widoczne jest wśród dziewczynek i dziewcząt. Dlatego szczególnie ważne jest to, jaką postawę wobec aktywności pokazują im mamy.

– Kiedy już po czasie największych restrykcji powiedziałam, że idę pobiegać, to moja starsza córka zapytała, czy może iść ze mną. I teraz chętnie ze mną biega – wspomina Kasia, mama Heli i Anieli.

– Ja sport mam we krwi i nie wyobrażam sobie bez niego życia. A moje córki same chcą się ganiać czy iść na spacer – cieszy się Magda, mama Marysi i Oli.

2. Ruch z ekranu nie jest zły

Chociaż w świecie, w którym spędzamy mnóstwo czasu przed ekranami, naszym pierwszym, zrozumiałym odruchem może być ucieczka od komputera czy telewizora w czasie wolnym, to one też mogą okazać się dobrym pretekstem do ruchu i wspólnej zabawy.

– W pewnym momencie razem z dziećmi zaczęliśmy rano robić Lulitulisia. To takie zajęcia fitness. Dziewczynki też się do tego przyzwyczaiły i zaczęły tego wymagać – wspomina Magda.

– A u nas jest tak, że jedna córka bardziej chce się ruszać, a druga mniej – opowiada Kasia. – Z Anielą chodzimy na rower i to rzeczywiście dobrze jej robi, bo potrzebuje się zmęczyć. Hela nigdy tak nie miała. Potrzebuje ruchu, ale woli ćwiczyć jogę z YouTube’a. To takie połączenie jogi z baśniową opowieścią, bardzo to lubi.

YouTube i Facebook w czasie kwarantanny wypełniły się gotowymi zajęciami: jogi, tańca, fitnessu. A część konsoli czy tabletów umożliwia granie w gry oparte na ruchu. W tej obfitości czasami trudno się odnaleźć, ale jest szansa, że każdy w końcu trafi na coś dla siebie. Możecie przecież jednego dnia ćwiczyć taneczne układy z TikToka, a innego uczyć się baletu czy żabich skoków.

Mama z córką w czasie ćwiczeń w domu Fotografia: Gustavo Fring, Pexels

3. Zaproś dziecko do ruchu

Niektóre dzieci potrafią same dla siebie znaleźć formę ruchu, która daje im przyjemność i spełnienie. Wtedy rola opiekunów sprowadza się do… nieprzeszkadzania. Ale wciąż pomoc i przewodnictwo rodzica jest kluczowe – chociażby w tym, żeby pokazać, jak zacząć.

– Dzieci niekoniecznie same potrafią sobie zorganizować zabawę. Warto im tę możliwość pokazać. Jak dziecko dostanie tablet z filmami, to nie wstanie i się nie porusza – mówi Magda.

Możliwości ruchu, nawet w małym mieszkaniu, ogranicza nasza pomysłowość i oczywiście – niestety – tryb pracy rodziców. Pamiętajmy jednak, że wspólny ruch i pochłonięcie przez zabawę nas odstresowuje.

– Kiedy jeszcze nie można było wychodzić, robiliśmy dzieciom w domu różne tory przeszkód – dzieli się Kasia.

Połączenie ruchu z zabawą i aktywnością całą rodziną to szansa nie tylko na wyhasanie się, ale także umocnienie rodzinnych więzi. I tworzenie wspólnych wspomnień.

– W zeszłym tygodniu byliśmy na Polu Mokotowskim, wzięliśmy ze sobą spikeball i wszyscy świetnie się bawiliśmy. Ja takie podejście do rodzinnego sportu wyniosłam z domu. Do tej pory pamiętam wycieczkę rowerową, na którą pojechaliśmy całą rodziną, razem z babcią i wujkiem. To było jakieś niesamowite i wyjątkowe. Do dzisiaj mam przed oczami każdy szczegół – wspomina Sylwia.

4. Wyjdźcie do natury

„W przeciwieństwie do telewizji przyroda nie zabiera nam czasu, ona go rozszerza. Przyroda działa jak balsam dla duszy dziecka, które żyje w wyniszczającej je rodzinie albo niebezpiecznym otoczeniu. Jest jak czysta karta, na której dziecko kreśli i interpretuje na nowo fantazje kultury. Przyroda pobudza kreatywność u dziecka, domagając się wizualizacji i wykorzystania wszystkich zmysłów. Jeśli mu tylko pozwolić, dziecko zabierze swoje zagubienie w świecie do lasu, opłucze je w strumyku i wywróci na drugą stronę, żeby zobaczyć, co tam się kryje” – pisał w 2005 roku w kultowej już książce Ostatnie dziecko lasu Richard Louv. Z czasem jego spostrzeżenia nic nie straciły na swojej świeżości.

– Mam wrażenie, że po tym zamknięciu dzieci już nie potrzebują placu zabaw. Jak wychodzimy do parku, to po prostu łażą po drzewach. Widać, jaką radość daje im przebywanie w naturze. A zwykła piłka, którą sobie rzucamy, okazuje się najlepszą zabawą. I widzę, że wracają prostsze formy zabawy, trochę jak te, którymi my się cieszyłyśmy w dzieciństwie. Wystarczy kawałek kredy i skakanka, żeby się poruszać. No i jest jeszcze berek! – opowiada Kasia.

Te wszystkie opowieści pokazują, że zamknięcie na świat to też szansa na to, żeby poczuć, jak bardzo do życia potrzebujemy swobodnego ruchu w naturze. Że życie doświadczane ciałem i wszystkimi zmysłami smakuje o wiele lepiej. Niezależnie od wieku.

Bibliografia:

Woynarowska B, Mazur J., Oblacińska A., „Uczestnictwo uczniów w lekcjach wychowania fizycznego w szkołach w Polsce”, Hygeia Public Health 2015, 50(1):183–190.

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!