Twoja nastoletnia córka nagle przechodzi na wegetarianizm albo dietę planetarną — czy powinnaś się zaniepokoić? Kiedy to naturalny przejaw potrzeby autonomii dorastającej dziewczynki, a co jest sygnałem alarmowym, że z dietą twojej córki coś jest nie tak? Z czego może to wynikać? Dietetyczka Nina Wojtyra wyjaśnia w rozmowie z Zosią Karaszewską i podpowiada, jak mądrze wspierać córkę w tym delikatnym temacie.
Przeczytaj tekst „Jak to dziecko nie jesz mięsa? Moja córka jest wegetarianką”
Córka ogłasza pewnego dnia, że przechodzi na weganizm albo na dietę proteinową — czy bunt okresu dojrzewania to też bunt na talerzu? I czy powinniśmy tego się bać?
Nie ma badań, które potwierdzałyby, że podczas dojrzewania dzieci stają się bardziej wybiórcze w jedzeniu. Na pewno jednak to czas, kiedy dążą do większej autonomii w decydowaniu o tym, co robią, jedzą i noszą. Zmiana diety w tym wieku może więc wynikać z procesów naturalnych dla dojrzewania: zmian światopoglądowych, wpływu mody, grupy rówieśniczej czy właśnie chęci przejęcia większej kontroli od rodziców.
Jedzenie lub niejedzenie może być narzędziem do wyrażenia siebie?
Tak, ale jeżeli wyrażanie siebie będziemy uznawać za bunt, to jako rodzice mamy kłopot. Dzieci dorastają, zmieniają się, poszukują własnej tożsamości, a jedzenie jest elementem stylu życia, na który mają wpływ. Ono nie pełni przecież tylko funkcji fizjologicznej, ale też społeczną, towarzyską, jest sposobem wyrażania poglądów. Tylko rozmowa z dzieckiem o tym, z czego wynikają jakieś jego zachowania i zmiany w diecie, może nam dać odpowiedź na pytanie o ich źródło.
Czyli zdarza się, że widzimy kłopot tam, gdzie go nie ma?
Tutaj pochyliłabym się nad tym, co dla mnie znaczy, że z dietą mojej córki coś jest nie tak. Czy „nie tak” znaczy „inaczej niżbym chciała jako mama”, czy może, że ta zmiana wpływa źle na zdrowie mojego dziecka. To, że dziecko zyskuje autonomię jest naturalnym etapem rozwoju. Co nie znaczy, że jako rodzice nastolatków, puszczamy te lejce zupełnie luźno. Jest jednak różnica między regulowaniem a kontrolą. Jeżeli jako rodzic chcę nadal wpływać na życie dziecka tak, jak wtedy, kiedy ono miało 5–6 lat, to mam coś do przepracowania. Przejście nastolatki na dietę wegetariańską, wegańską, planetarną nie musi być wcale złym rozwiązaniem. Zawsze też można odwiedzić dietetyka, żeby zapewnić dziecku większą świadomość i edukację w tym zakresie.
A jeśli widzę, że nowa dieta źle wpływa na zdrowie mojej córki?
Jeżeli dieta staje się bardzo jednostronna, nastolatka odmawia jedzenia, albo skupia się bardzo na kontroli masy ciała czy liczy kalorie – to są sygnały alarmowe. Nie postrzegajmy ich w kategorii buntu, ale wskazówki, że moje dziecko potrzebuje pomocy. To bardzo zmienia obraz. Jeśli traktujemy nastolatkę jako kogoś, kto się buntuje, to będziemy chcieli zdusić ten bunt w zarodku. Jeżeli traktujemy jej relację z jedzeniem jako objaw czegoś, co się w niej dzieje i chcemy w tym pomóc, to z zupełnie inną intencją do tego podchodzimy.
I oczywiście, jeśli coś dzieje się niepokojącego, to jak najszybciej warto skonsultować się z lekarzem, dietetykiem czy psychodietetykiem, który pomoże odnaleźć dziecku swoją drogę w jedzeniu.
Jakie sygnały powinny zaniepokoić rodzica i wskazywać, że to już nie jest zwykła nastoletnia potrzeba kontroli swojego wyglądu czy jedzenia, ale być może początek zaburzeń odżywiania?
Warto zwrócić uwagę na nagłe zmiany w zachowaniu. Oprócz wspomnianego już liczenia kalorii i wymigiwania się od posiłków – „ja już jadłam”, „nie jestem głodna”, to może być na przykład izolowanie się dziecka – przesiadywanie w pokoju, chociaż to nastoletnia cecha, unikanie ludzi, rówieśników. Często rodzice mówią mi też o znajdowaniu ogromnych ilości opakowań po jedzeniu w łóżku czy w szafie – to może sugerować kompulsywne objadanie się. Jeżeli coś mi mówi, że powinnam się skontaktować ze specjalistą, to nie warto czekać. Im szybciej to zrobię, tym lepiej.

Jeżeli dieta staje się bardzo jednostronna, nastolatka odmawia jedzenia, albo skupia się bardzo na kontroli masy ciała czy liczy kalorie – to są sygnały alarmowe.
Zdjęcie: Getty images dla Unsplash
A zanim trafimy do gabinetu, jak możemy córkę wspierać?
Podejdźmy do tego z ciekawością i próbą zrozumienia. Pytanie: ”Widzę, że ostatnio jesteś zmęczona, masz mniejszy apetyt, mniej jesz. Co się dzieje?” to zupełnie inny komunikat niż: „Ty ostatnio nic nie jesz! Weź się za siebie. Jak ty wyglądasz!”.
Niestety sposób komunikacji w polskim rodzicielstwie jest często zakazowo-nakazowy. Tymczasem wystarczy choć trochę porzucić pozycję wszechwiedzącego mentora.
Dzieci na ogół są otwarte na relację z rodzicem i każda, nawet mała zmiana jego zachowania czy komunikacji w stronę większej otwartości i ciekawości, spotka się raczej z odbiorem pozytywnym. Z doświadczenia w gabinecie wiem, że często rodzicom ciężko zrobić ten krok, bo ta komunikacja jest automatyczna, powtarzana bezrefleksyjnie, z pokolenia na pokolenie. Rozmowa ze specjalistą może bardzo pomóc. w zmianie sposobu, w jaki rozmawiamy z dzieckiem.
Skąd się biorą trudności w relacji nastolatka z jedzeniem? Często obwiniamy za nie media społecznościowe?
To bardzo uproszczone myślenie, a dzieci nie są tak proste. Ich zdrowie i apetyt wymagają holistycznego spojrzenia. Nacisk na wygląd, reklamy, social media nie pozostają tu bez winy, ale wpływ na żywienie ma dużo więcej czynników. Pierwszy to fizjologia: budowa układu pokarmowego u dziecka, praca gruczołów, kondycja, ewentualne alergie. To wszystko może wpłynąć na apetyt. Druga kwestia to tor oddechowy dziecka, czyli czy oddycha nosem czy buzią – oddychanie buzią powoduje problemy z jedzeniem, odczuwaniem smaku i zapachu, co się przekłada na apetyt. To dosyć częsty przypadek, z którym pracuje się z logopedą, a który bywa bagatelizowany.
Kolejny aspekt jest czysto żywieniowy: jak wygląda dieta dziecka, co zawiera, jakich składników jest najwięcej, jakie ma niedobory, czy dziecko spożywa wystarczająco dużo błonnika i pije odpowiednią ilość wody. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że u dzieci brakuje kwasów Omega 3 w diecie, bardzo często u starszych dzieci nie suplementujemy witaminy D, a jeżeli dziewczynka jest w okresie dojrzewania, to może mieć niedobory żelaza i to też wpływa bezpośrednio na zaburzenia apetytu.
Co jeszcze powoduje zaburzenia w relacji z jedzeniem u nastolatków?
Mogą one mieć podłoże sensoryczne. Wiele dzieci neuroatypowych i z zaburzeniami sensorycznymi ma trudności związane ze smakiem, zapachem, temperaturą, konsystencją posiłków, z tym, że coś „źle pachnie” czy „nie pasuje im sposób podania”.
Trudności z jedzeniem mogą mieć także podłoże psychiczne, związane z budowaniem nawyków jedzeniowych, zwyczajów, reakcji rodzica na to, co się dzieje, kiedy dziecko nie chce jeść, regularności posiłków czy doboru produktów.
Przenosimy na dzieci nasz stosunek do jedzenia?
Z mojego doświadczenia wynika, że często mamy, które odchudzały się, miały zaburzenia jedzenia, bądź są całe życie na diecie, przenoszą nadmierną kontrolę nad dietą na swoje dzieci. I odwrotnie, bo są też rodzice, dla których temat żywienia jest od zawsze tematem mało istotnym i w domu często pojawiają się wysoko przetworzone produkty, nie zwraca się uwagi na to, co dziecko je w szkole i czy w ogóle je coś przed szkołą.
Poza tym, dzieci widzą wszystko, co chcielibyśmy przed nimi ukryć. Na przykład pochowane po szafkach czekoladki, które jemy, jak dziecko pójdzie spać.

- Z mojego doświadczenia wynika, że często mamy, które odchudzały się, miały zaburzenia jedzenia, bądź są całe życie na diecie, przenoszą nadmierną kontrolę nad dietą na swoje dzieci — mówi Nina Wojtyra.
Zdjęcie: Getty images dla Unsplash
Słodycze to trudny temat w wielu rodzinach.
Warto zwrócić uwagę na niuanse. Czy uważam, że z jedzeniem słodyczy powinnam się chować? Czy są dla mnie nagrodą, którą sobie zafunduję, jak nikt nie będzie widział?
Nawet językowo wokół jedzenia jest dużo szkodliwych naleciałości, mówimy: „grzeszę”, „pozwalam sobie”, „zasłużyłam” itd. — jak to wszystko jest nacechowane. Jedzenie słodyczy nie powinno być czymś wyjątkowym, a ich brak – karą za coś. To jest normalny element diety. Jak mam ochotę na ciastko, to jem ciastko, ale nie robię tego po kryjomu w nocy. Lepiej usiąść przy stole z dziećmi i zjeść po ciasteczku, wypić herbatę, pogadać i się rozejść.
Jakie jeszcze błędy popełniamy w kontekście żywienia?
Bardzo istotna jest uważność. Jedzenie w spokoju, a nie w pośpiechu, planowanie czasu na posiłek. Bardzo dużo jest tu do zrobienia w ramach szkoły i do tego potrzebne są systemowe rozwiązania. Dziś przerwy są za krótkie, dzieci jedzą w biegu, są w szkole przymuszane do jedzenia obiadów, które im nie smakują.
Sami mamy za to wpływ choćby na to, żeby jedzenie odbywało się przy stole, nie przed ekranem. To ma znaczenie nie tylko psychologicznie, ale też fizjologicznie. Siedzenie przed ekranem odłącza nam możliwość kontaktu z własnym ciałem. Nie czujemy ani głodu, ani sytości. Nie mamy też percepcji tego, czy to, co jemy nam smakuje, czy nie. Dziecko będzie jadło i zje prawdopodobnie tyle, ile będziemy chcieli, ale zrobi to mechanicznie. Gdy dziecko siedzi przy stole, z resztą rodziny, widzi, ile i co jedzą rodzice, ile sobie nakładają, co mówią, to wpływa na budowanie jego relacji z jedzeniem. Bardzo ważne jest też to, żeby rozmawiać o jedzeniu w kontekście zdrowia, a nie obrazu ciała. Często w rodzinach są rozmowy o tym, że dziecko waży za dużo albo za mało, rodzic martwi się o to, jak ono wygląda. Tworzy się automatycznie połączenie: jedzenie – wygląd. Zamiast tego warto mówić o tym, jak jedzenie wpływa na nasze zdrowie, samopoczucie. I tu przydaje się świadomość ciała. Możemy uczyć dzieci tej świadomości, opisując jak w danej chwili się czujemy, np. kiedy jesteśmy zmęczeni, zamiast „dajcie mi wszyscy święty spokój”, powiedzmy: „dzisiaj boli mnie głowa, miałam stresujący dzień w pracy, potrzebuję zjeść i chwilę odpocząć, żeby dojść do siebie” albo zamiast „nie denerwuj mnie”, „jestem teraz zdenerwowana, bo jestem głodna”.
To podsumujmy może, nad czym sami możemy pracować, by zadbać o dobrą dietę naszych dzieci?
Mamy wpływ na żywienie dziecka do momentu, w którym ono z nami mieszka. Co więcej, ponosimy za to odpowiedzialność. A pierwsza złota zasada żywienia dzieci to: rodzic decyduje, co i ile dostarczy dziecku do jedzenia, a dziecko decyduje, co i ile z tej oferty wybierze.
Modelowanie nawyków żywieniowych zaczyna się bardzo wcześnie. Kluczowym momentem na budowanie relacji dziecka z jedzeniem są pierwsze trzy lata jego życia. Nie ma sztywnej granicy, do kiedy modelujemy dziecko w tym obszarze, choć wiadomo, że najłatwiej jest to robić do 10. roku życia. A jeżeli relacje z jedzeniem zostały w jakiś sposób zaburzone, potrzebujemy ich korekty. To znacznie trudniejsze, ale u dzieci nastoletnich mózg wciąż jest bardzo plastyczny, więc to możliwe. I to często jest praca bardziej po stronie rodzica niż dziecka. To my odpowiadamy za to, co pojawi się w domu do jedzenia, robimy zakupy, decydujemy, kiedy są w domu posiłki. Jeżeli mimo wszystko nas coś niepokoi np. dziecko nie przybiera na prawidłowo na wadze albo zatrzymał się proces wzrostu – pierwszym kontaktem jest lekarz pediatra. Ale warto też wiedzieć, że w wielu przychodniach NFZ zatrudnieni są dietetycy, którzy pracują w tzw. opiece koordynowanej i można się z nimi umówić na konsultację dietetyczną. Mamy też Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej, gdzie można umówić się na darmowe konsultacje żywieniowe i psychodietetyczne online.

Nina Wojtyra - Dietetyczka, specjalistka zdrowia publicznego, edukacji żywieniowej, terapii karmienia, psychodietetyki, praktyczka dialogu motywującego. W zawodzie pracuje od 2005 roku, pracuje z rodzicami małych dzieci, pomaga w obszarze rozszerzania diety, terapii karmienia, alergii pokarmowej. Prowadzi autorskie kursy i szkolenia dla dietetyków, psychodietetyków i innych specjalistów zdrowia z zakresu edukacji żywieniowej, pracy z rodziną, dialogu motywującego, praktyki prowadzenia biznesu opartego o usługi poradnictwa żywieniowego. Poza Uniwersytetem SWPS prowadzi także zajęcia w Polskim Instytucie Dialogu Motywującego w studium Dialogu Motywującego dla dietetyków. Jest współzałożycielką i współorganizatorką Konferencji Psychodietetyki, na którą zapraszani są lekarze, psychologowie, dietetycy, by dzielić się praktyczną wiedzą i warsztatem pracy. W latach 2014–18 była prezeską Stowarzyszenia Edukatorów Żywieniowych „Zdrowo Jemy, Zdrowo Rośniemy”, które prowadziło działania edukacyjne w kilku tysiącach placówek przedszkolnych i żłobków w Polsce. Jest współautorką wydanych w 2018r. przez GIS rekomendacji żywieniowych dla polskich żłobków.







