Wygładzone w programach graficznych twarze patrzą na nas z billboardów, kolorowych magazynów i filmików na Instagramie. Idealna, pozbawiona pryszczy, zaskórników i przebarwień skóra może się dziewczynkom wydawać czymś naturalnym. Tyle że (co za niesprawiedliwość i wstyd!) akurat dla nich – nieosiągalnym. Jak wspierać dorastającą córkę, która jest bombardowana nierealistycznymi wizerunkami kobiet i czuje presję, by być „piękną”, a na swojej twarzy wciąż odkrywa nowe krostki?
Nastoletnia skóra przechodzi burzę hormonalną – z gładkiej, delikatnej i suchej, staje się nabuzowana sebum, szorstka, kapryśna. Pojawiają się na niej pryszcze, zaskórniki, drobne krostki. Czy taką skórę da się zaakceptować? A może polubić? Czego – oprócz odpowiedniej pielęgnacji – możemy nauczyć córkę, gdy wygląd skóry spędza jej sen z powiek? Oto 7 podpowiedzi, jak wzmacniać poczucie wartości dziewczynki, która z niepokojem spogląda w lustro.
1. Porozmawiajcie o nierealnych kanonach piękna i statystykach
Dr Renee Engeln w książce Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety podkreśla, że każdego dnia jesteśmy bombardowani niezliczonymi obrazami poprawianego, nierealnego kobiecego piękna. „Nieustannie emitowany montaż kobiecych twarzy i ciał wywołuje w nas przekonanie, że wyjątkowa uroda występuje znacznie częściej, niż ma to miejsce w rzeczywistości”– pisze Engeln. „Przez miliony lat ewolucji człowiek nie widział twarzy równie pięknej jak te, które my codziennie oglądamy w reklamach i przed którymi trudno uciec” [1] – dodaje.
Kultura popularna potrafi wywołać olbrzymie kompleksy na punkcie ciała – zwłaszcza u dorastających dziewczynek. Maksymalnie wygładzające filtry i mocny makijaż, bez których bohaterki zbiorowej wyobraźni wyglądałyby całkiem inaczej, sprawiają, że coraz łatwiej poddajemy się iluzji perfekcji.
Gładka, świetlista skóra jest standardem we wszystkich mediach. Nic dziwnego, że dziewczyny wciąż niechętnie pokazują swoją nieretuszowaną skórę na zdjęciach – przecież jest taka nienaturalnie niedoskonała! To błędne koło.
Na szczęście coraz więcej znanych osób, np. piosenkarek i piosenkarzy, decyduje się pokazać swoim fanom i fankom „prawdziwą twarz” – bez filtrów, makijażu, poprawek w programach graficznych. Choć to wciąż raczej duże wydarzenie niż codzienna praktyka. Sama dobrze pamiętam rozczulający moment, gdy piosenkarka Adele opublikowała na Instagramie zdjęcie z wielkim, czerwonym pryszczem na nosie. Dlatego myślę, że warto spędzić z córką – jeśli jest już zanurzona w świecie mediów społecznościowych – trochę czasu na wyszukiwaniu zdjęć naturalnej skóry i przyjrzeć się wspólnie temu, jak działają programy graficzne maskujące niedoskonałości.
Czasem wystarczy jeden ruch myszką lub jedno kliknięcie w telefonie, by cera stała się gładka i promienna. To iluzja.
Jak bardzo wykorzystanie programów do retuszu zdjęć zaburza nasze postrzeganie tego, co w kobiecym ciele jest „normalne”, pokazują dane liczbowe – według raportu Global Acne Market Report for 2016–2026 [2] trądzik na różnych etapach życia dotyka ponad 90 proc. osób żyjących na świecie! Twoja córka nie jest sama. Mierzy się z tym, z czym zdecydowana większość ludzi. Tyle że część z nich udaje, że jest inaczej.
2. Pokaż córce skóropozytywne konta na Instagramie (jeśli już korzysta z mediów społecznościowych)
Czy Instagram jest zły? Cóż – trudno tak jednoznacznie powiedzieć. Badania przeprowadzone dla „Teen Mental Health Deep Dive” [3] wskazują, że w oczach 30 proc. badanych nastolatek i nastolatków w USA i Wielkiej Brytanii, którzy deklarowali niezadowolenie z życia, Instagram wzmacniał to poczucie.
Przeczytaj też: Czego twoja córka może nauczyć się o ciele z Instagrama (i innych mediów społecznościowych)?
Warto jednak pamiętać o tym, że social media działają na zasadzie algorytmu. Im więcej kont pokazujących nierealistyczne wizerunki kobiecego ciała będziemy obserwować, tym więcej tego typu treści Instagram będzie nam proponował. Warto zajrzeć z córką na takie profile, które utwierdzą ją w przekonaniu, że idealna cera to nierealny kanon piękna. Gdzie ich szukać? Proponuję na początek przyjrzeć się dwóm influencerkom — może właśnie którąś z nich pokażesz córce?
IZZIE RODGERS
https://www.instagram.com/izzierodgers
Izzie Rodgers to ikona skóropozytywnego świata reklamy. W lipcu 2021 roku ASOS opublikował zdjęcie we współpracy z modelką, która podpisała je u siebie: „To ja czująca się uroczo z trądzikiem… bo wiecie co? To jest możliwe. Trądzik nie jest czymś, czego należy się wstydzić”.
Pod zdjęciem Izzie na profilu ASOSA zawrzało od pozytywnych komentarzy! Okazało się, że bardzo dużo osób jest zmęczonych wyśrubowanymi ideałami piękna. Różnimy się od siebie kolorem oczu, gęstością włosów, budową ciała, skórą. Różnorodność sprawia, że jesteśmy wyjątkowe/wyjątkowi – warto te różnice normalizować i pokazywać, że stan skóry również podlega ciągłym zmianom. I jest to jak najbardziej okej!
CONSTANZA CONCHA
https://www.instagram.com/cottyconcha/
Czy mając trądzik, można bez makijażu wystąpić na okładce pisma o modzie i urodzie? Historia Constanzy pokazuje, że tak! W styczniu 2021 roku została twarzą cyfrowego wydania „Glamour” w Wielkiej Brytanii.
Możecie więc spróbować razem z córką odwzorować którąś z sesji zdjęciowych Constanzy i przygotować skóropozytywne stylizacje.
3. Przyjrzyjcie się temu, jak przedstawiana jest skóra trądzikowa w reklamach
Reklamy preparatów na trądzik wyglądają zazwyczaj tak, jakby zostały stworzone przez osobę, która nie ma zielonego pojęcia o tym, z czym mierzą się nastolatki. Retuszowana skóra w takich kampaniach to nie tylko wprowadzający w błąd, ale także nierzetelny marketing. Doklejone sztuczne pryszcze, maleńkie zaczerwienienia na wyprasowanej w Photoshopie twarzy to w branży reklamowej niestety ciągle standard.
Może pamiętacie, ja tak, reklamę Clearasil z 1992 roku lub klip Visaxinum z 2011 roku? Miały na celu zachęcić do zakupu preparatu na trądzik, ale ich twórcy stosowali chwyty, które zdecydowanie nie wzmacniały poczucia własnej wartości oglądających. Wręcz przeciwnie – upokarzały i wpędzały w kompleksy. Zamiast podchodzić z czułością i akceptacją, wyśmiewały problemy ze skórą i sugerowały, że tylko jeśli będzie idealnie gładka, mamy szansę na osiągnięcie sukcesu.
Czy po kilkunastu latach producenci zmienili szkodliwe podejście? W reklamie jednej z marek z 2019 roku dziewczyna z powodu trzech krostek odwołuje spotkanie ze znajomymi. „Staw czoła niedoskonałościom. Trądzik sam nie zniknie!” – mówi na koniec lektor, a kamera pokazuje szczęśliwych nastolatków, którzy mogą spotykać się w grupie, bo… mają piękną skórę.
Z kolei producenci jednego z leków podkreślają czasochłonność tuszowania i walki z niedoskonałościami. Hasło kampanii brzmi „Gdy nie masz czasu na trądzik”. A gdybyśmy tak… nie traciły/nie tracili czasu na przejmowanie się trądzikiem!? – chciałoby się krzyknąć. Jeszcze inna firma zaproponowała akcję o obiecującym hasztagu #LubięSiebie – jednak zwyciężczyniami konkursów i osobami, których zdjęcia były repostowane na profilu marki, okazały się dziewczyny z idealnymi cerami. Hasło konkursowe „Moją pasją jest pewność siebie” promowane przez nastolatki o gładkich buziach sugeruje, że pewność tę możemy uzyskać wyłącznie dzięki perfekcyjnej skórze.
Na szczęście coraz więcej firm decyduje się na usunięcie określenia „normalny” z reklam i opakowań swoich produktów kosmetycznych. Powód jest prosty: „skóra normalna”, pojęcie do tej pory powszechnie stosowane przez producentów kosmetyków, nie istnieje. Albo inaczej – każda skóra jest normalna!
Warto przyjrzeć się temu z córką. Mechanizmy, którymi rządzą się reklamy, można odczarować – wtedy stracą przynajmniej cześć swojej mocy. Może nawet zrobicie sobie wieczór, w który obejrzycie najbardziej żenujące reklamy? I pogadacie o tym, dlaczego byłoby fajnie znaleźć skóropozytywne marki?
Fotografia: Anna Nekrashevich, Pexels
4. Wizyta w muzeum pryszczy, czyli rozmowa o tym, czy któraś z księżniczek miała trądzik
Czy będąc w muzeum, kiedykolwiek widzieliście/widziałyście portrety, na których przedstawione osoby miały problemy skórne? Trądzik, krostki, pryszcze, zaskórniki? Nie! Czy to oznacza, że istniała era bez trądziku? Niektórzy uważają, że problemy skórne pojawiły się po rewolucji przemysłowej, a odpowiedzialne są za nie przetworzone jedzenie i chemikalia używane w kosmetykach. Dzięki badaniom naukowców i naukowczyń z londyńskich szpitali Guy’s oraz St Thomas wiemy jednak, że około 80 proc. przyczyn trądziku to czynniki genetyczne [4].
Czy władczynie i dwórki przedstawiane w historycznych filmach w rzeczywistości też były takie gładkolice? W świetnej książce wydawnictwa Dwie Siostry Brud. Cuchnąca książka higieny autorstwa Moniki Utnik-Strugały (z ilustracjami Piotra Sochy) czytamy, że pryszcze i trądzik istniały już w starożytności. O niedoskonałościach skóry wzmianki znajdziemy także w Ebers Papirus, egipskim tekście medycznym prawdopodobnie z 1550 roku. Jego autor proponuje siarkę jako środek do oczyszczania skóry działający przeciw „aku‑t”, tłumaczonym jako „czyraki, pryszcze, wrzody lub krosty”. Siarka jest środkiem stosowanym do dziś w wysokiej jakości produktach przeciwtrądzikowych.
Z czym kojarzy wam się barok? Prawdopodobnie z wielkimi perukami, bielonymi twarzami i rumianymi policzkami. A co kryło się pod grubą warstwą bielidła ołowianego? Jak czytamy w Brudzie: „Gruba warstwa białego podkładu pomagała także ukryć niedostatki cery. W XVII i XVIII wieku po Europie oprócz dżumy krążyła czarna ospa, która tym, co zdołali ją przeżyć, zostawiała na pamiątkę głębokie, szpecące blizny zwane dziobami. O jednej z kochanek Stanisława Augusta mówiono, że była „tak dziobata, jakby diaskowi na jej twarzy groch z ferworem młócili”. Działo się tak dlatego, że grube bielidło zatykało pory, a ołów przenikał do krwi i wpływał źle na cały organizm. Te krosty, wrzody i blizny, których nie udało się zamaskować grubą warstwą bielidła i barwiczki, zaklejano sztucznymi pieprzykami.
Czy teraz nieco inaczej podejdziecie do oglądania filmów historycznych?
A skoro o filmach mowa – poszukajcie z córką takich, w których aktorzy i aktorki nie mają idealnej cery. Jednym z nich jest Lady Bird – Saoirse Ronan jest naturalną nastolatką z nierównościami skóry, zaczerwienionymi policzkami i krostkami. W filmie Ósma klasa natomiast obserwujemy Kaylę – trzynastolatkę, która ma pryszcze i nie jest tym faktem zawstydzona. Pozostaje mieć nadzieję, że filmów normalizujących naturalną skórę będzie coraz więcej! Nie każdy chce skończyć jak Eloise Midgen z Harry’ego Pottera, która – próbując zaklęciem usunąć trądzik – usuwa… własny nos.
„W końcu skóra to nie tylko ten pryszcz na czole, który psuje komuś poranek. To również ogrom piękna i wiedzy kryjącej się w głębi”– jak pisze Paulina Łopatniuk w książce Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie Wydawnictwa Poznańskiego.
5. Naucz córkę odpowiedniej pielęgnacji skóry – dla jej zdrowia!
Jak pielęgnować skórę trądzikową? Warto zaufać specjalistom!
Dobrze wytłumaczyć córce, że do dermatologa wybieramy się nie ze względów estetycznych, lecz zdrowotnych. Dermatolog to lekarz jak każdy inny!
Według Agnieszki Zielińskiej – Skin Ekspertki – ważne jest to, by skórę, która zaczyna sprawiać problemy, często nawilżać. Należy chronić ją przed czynnikami zewnętrznymi, takimi jak promieniowanie UV, smog, alergeny, zmiany temperatur – dobierając z lekarzem czy lekarką odpowiedni krem i dbając o nawilżenie od środka – pijąc odpowiednią ilość wody, jedząc dużo owoców i warzyw.
I lepiej uważać na często reklamowane, a mocno wysuszające preparaty z alkoholem. Używanie „klasycznych” kosmetyków rekomendowanych nastolatkom – agresywnie („dogłębnie”) oczyszczających skórę – powoduje błędne koło, zwiększa produkcję sebum, które zatyka pory. Skórę trądzikową powinno się pielęgnować z czułością i delikatnością – za pomocą łagodnych kosmetyków i miękkich akcesoriów.
6. Makijaż? Przyjrzyj się swojemu podejściu i pogadajcie o tym!
Według Agnieszki Zielińskiej, jeśli skóra jest odpowiednio pielęgnowana, makijaż nie powinien ani jej pomagać, ani szkodzić. Może służyć do ujednolicenia kolorytu, ukrycia śladów po stanach zapalnych czy samych stanów zapalnych. To czasem może być ważne dla nastolatki.
Jeśli jesteś mamą, pamiętaj, że to, jak ty sama traktujesz makijaż, będzie mieć duży wpływ na nawyki twojej córki. Jeśli nie wstydzisz się pokazywać bez makijażu, nie mówisz wciąż o „ukrywaniu”, „niwelowaniu”, „maskowaniu mankamentów” i „niedoskonałości” – córka również zobaczy, że malowanie się nie jest koniecznością, tylko indywidualnym wyborem.
Jeśli uznasz, że to etap, na którym make up może jej pomóc, zabierz córkę na zakupy i wspólnie dobierzcie łagodny podkład. Możecie też kupić przy okazji np. bardzo kolorowe cienie – bo makijaż może być dobrą zabawą, niezależnie od tego, czy mamy cerę trądzikową, czy idealnie gładką!
Co ważne, temat skóry i makijażu nie jest zarezerwowany wyłącznie dla matki i córki — jeśli jesteś tatą czy inną ważną dla dziewczynki osobą, twoje podejście do sprawy i sposób, w jaki komentujesz wygląd kobiet (tych, z którymi masz kontakt i tych znanych wyłącznie z mediów) też ma znaczenie! Przyjrzyj się swoim reakcjom, to może być dobry początek rozmowy.
Przeczytaj też: Cienie, tusz i błyszczyk, czyli moja córka chce się malować!
7. Zrób sobie listę rad, których lepiej nie dawać!
Badania przeprowadzone pod kierunkiem dr Eleanor Mallon i opublikowane w 1999 roku w „British Journal of Dermatology” [5] wykazały, że osoby dotknięte trądzikiem odczuwają podobne trudności na poziomie emocjonalnym, społecznym i psychologicznym jak przewlekle chorzy na padaczkę, astmę, zapalenie stawów czy cukrzycę. Wraz z długotrwałym czy niedającym efektów leczeniem na scenę wkraczają gniew, lęk, czasami także depresja i myśli samobójcze.
Jeśli twoja córka ma trądzik i mocno to przeżywa, pamiętaj, żeby nie zadawać jej pytań i nie dawać rad, które mogłyby jeszcze bardziej pogłębić jej zły nastrój. Bagatelizowanie problemu nie jest żadnym wyjściem!
Jakich rad lepiej nie udzielać osobie z trądzikową cerą? – My, osoby z trądzikiem, dostajemy setki złotych rad, które często połączone są ze wzbudzaniem poczucia winy – mówi Agnieszka Dziarnowska, która na TikToku i Instagramie znana jest jako influencenka skóropozytywna @istotacery. – Słyszymy: „Nie jedz tyle czekolady, bo będziesz mieć pryszcze”, „A widzisz, mogłaś nie jeść chipsów, to by cię nie wysypało”… Zostajemy z ogromnym poczuciem winy i wrażeniem, że nie jesteśmy zaakceptowane. Rady zamieniłabym na pytania: „Co mogę dla ciebie zrobić w takiej sytuacji?”, „Jakiej pomocy ode mnie potrzebujesz?”. Ważne jest to, aby nastolatka czuła, że w każdej chwili może poprosić rodzica o zapisanie do dermatologa czy poszukanie pomocy u innego specjalisty. Przekażmy dziecku informację: „Jestem tutaj. Kiedykolwiek i w czymkolwiek będziesz mnie potrzebować, jestem tu i zrobię wszystko, aby ci pomóc” – mówi Agnieszka Dziarnowska.
Bibliografia:
[1] Dr Renee Engeln, Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety, Buchmann, Warszawa 2018
[2] https://www.prnewswire.com/news-releases/global-acne-market-report-for-2016–2026–300576931.html
[3] https://s.wsj.net/public/resources/documents/teen-mental-health-deep-dive.pdf
[4] https://www.termedia.pl/dermatologia/Genetyczne-podloze-tradziku,32468.html
[5] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1046/j.1365–2133.1999.03112.x]