Moja córka nie skończyła jeszcze 13 lat, a ja w ciągu sześciu miesięcy natknęłam się wśród jej nowych ubrań – staników i topów – na pięć par wkładek powiększających biust. Niezależnie od tego, czy nastolatki chcą je nosić, czy nie, w bieliźnie i kostiumach kąpielowych kupowanych w popularnych sklepach i tak je znajdą. I najpewniej będzie to dla nich dość konkretny komunikat dotyczący ich ciał.
Przeczytaj pozostałe teksty z cyklu „Zabierz ciało na wakacje”
Scena jedna z wielu: moja córka jest na zakupach z koleżanką. Bardzo podoba jej się top ze znanej sieciówki. Dzwoni do mnie po blika.
***
Wróciła zachwycona swoim pierwszym czarnym topem, wyróżniającym się wśród wielu białych i pastelowych. Cieszyłam się razem z nią, ale przy oglądaniu zakupu z bliska zorientowałam się, że ma on schowane w środku cienkie wkładki powiększające biust. Były włożone w kieszonkę, z której w każdym momencie można je wyjąć. Początkowo zdziwiłam się, ale córka robiła pierwszy raz zakupy w dziale damskim, a nie dziecięcym, stąd pewnie ta niespodzianka. Porozmawiałam z nią o tym, dlaczego nie chcę, żeby nosiła takie wkładki.
Powiedziałam jej, że dojrzewanie to proces, że dobrze jest go doświadczać krok po kroku i że nie widzę sensu, by coś tu przyspieszać.
Wysłuchała mnie i nie protestowała, gdy wyrzucałam miękkie miseczki. Myślałam, że sprawa jest zamknięta.
Ten biust jest za mały!
Ale potem zamówiłyśmy dwa sportowe topy w internecie. Takie, w których można ćwiczyć na WF-ie i jeździć na rolkach. W najmniejszym dostępnym rozmiarze – XS. Kiedy przyszła paczka, w obu znów znalazłam powiększające gąbeczki. Nasza rozmowa się powtórzyła. Córka ponownie zgodziła się na pozbycie się gąbeczek.
Czerwona lampka zapaliła mi się, gdy w kolejnej paczce przyszedł nowy kostium kąpielowy dla córki. Dwuczęściowy strój, zamówiony online w popularnej sieciówce, w dziale damskim, w najmniejszym dostępnym rozmiarze 32 (XXS). Podobał mi się zielony odcień materiału i fajny kształt kostiumu. Gdy wzięłam w dłonie stanik, znów natrafiłam na wypełnienie.
Tym razem porządnie się wkurzyłam. Oczywiście nie na córkę. Na te wszystkie sieciówki, w których kupują dojrzewające dziewczynki i dziewczyny, na każdym kroku dostając sygnał: „twój biust jest zbyt mały”.
Wyznałam córce, jak mnie to frustruje. Moje dziecko otworzyło się i przyznało, że prawie wszystkie jej koleżanki w klasie noszą takie wkładki. I wtedy to już zupełnie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić.
– Jak to? Prawie wszystkie to noszą? Ich rodzice nie mają z tym problemu?
– No nie mają – odpowiedziała.
Tym razem rozmawiałyśmy bardzo długo. Starałam się jej pokazać, jak absurdalne jest, moim zdaniem, wizualne powiększanie sobie piersi w tym wieku. Dodałam, że rozumiem pragnienie, żeby mieć już duży biust. Sama czułam je w jej wieku. Ale czym innym jest pragnienie, żeby mieć już za sobą jakąś drogę, a czym innym przyspieszanie jej – przy wsparciu wielkich korporacji i za zgodą rodziców. To tak, jakby cały świat krzyczał do tych trzynastoletnich dziewczyn, że mają już teraz być seksowne i dojrzałe. Już, natychmiast!
– Wiesz, to dla mnie taki absurd jak kupowanie butów na obcasach sześciolatkom, bo są niskie – powiedziałam córce, po czym obie zaczęłyśmy się bardzo głośno śmiać. W dużej mierze dlatego, że zwizualizowałyśmy sobie słodkich pierwszoklasistów i pierwszoklasistki, chwiejących się na wysokich obcasach w drodze do szkoły.
Miałam wrażenie, że tym porównaniem przybliżyłam córce, jakim absurdem jest dla mnie powiększanie dopiero rosnących piersi.
Przeczytaj też: 7 wskazówek, jak wspierać córkę, gdy zaczynają jej rosnąć piersi
I chociaż w tamtym momencie czułam, że jestem słyszana i rozumiana, to tak naprawdę nie wiem, na ile moja nastoletnia córka bierze sobie do serca przekonania, które próbuję jej przekazać. Nie wiem, ile warte jest moje słowo wobec presji popularnych wśród nastolatek i nastolatków sieciówek, Instagrama, TikToka czy wobec zdania rówieśników. Pozostaje mi tylko wierzyć w to, że jednak jest coś warte – i rozmawiać dalej. Żeby podejmowała świadome decyzje, które pomogą jej zaprzyjaźni się ze swoim ciałem.
Spisałam to, co wcześniej poukładałam sobie w głowie. Oto cztery powody, które sprawiają, że nie chcę, żeby moja dojrzewająca córka nosiła wkładki powiększające piersi.
1. Akceptacja ciała
Na każdym kroku obserwuję presję, wywieraną zwłaszcza na młode dziewczyny, żeby na co dzień prezentowały się tak, jak można wyglądać tylko na zdjęciach z Instagrama, po nałożeniu filtrów. Nastolatki czują, że powinny wydawać się dojrzalsze, niż są. Takie zewnętrzne oczekiwanie może porządnie zachwiać ich samooceną. Zgoda na noszenie wkładek w ubraniach to, moim zdaniem, sygnał dla nastolatki, że coś z jej ciałem nie jest okej. Nie chcę dawać takiego przekazu córce. Chcę, żeby akceptowała swoje ciało niezależnie od tego, na jakim jest etapie, bo ono przecież zmienia się nieustannie.
2. Bycie w procesie
Bycie niedojrzałą, nieukształtowaną ostatecznie – to część dorastania. To czas, w którym nastolatki odkrywają wiele nowych rzeczy; również o sobie i swoim ciele. To czas na szalejące hormony, czas na zbyt długie ręce, na potykanie się o własne nogi, które niespodziewanie urosły w wakacje, to czas na trądzik, na rosnące piersi i włosy pod pachami. To odkrywanie, że ciało może czasem nas zaskoczyć, również niemiło (np. wielki pryszcz na środku czoła podczas pierwszej w życiu randki). To uczenie się akceptowania tego, że ciało to ciągłe zmiany. Myślę, że w tym okresie potrzebny jest przekaz odwrotny do tego, który niosą wkładki umieszczane w stanikach. Ten wspierający przekaz to: „Twoje piersi nie potrzebują wkładek, jesteś okej taka, jaka jesteś”.
3. Seksualizacja
W wieku nastoletnim seksualność rozwija się bardzo różnie w zależności od jednostki, ale na pewno nie jest jeszcze dojrzała. Narzucanie dziewczynkom czy dziewczynom wizerunku, na który często mogą nie czuć się jeszcze gotowe, jest traktowaniem ich przedmiotowo.
4. Bycie w zgodzie ze sobą
W tym wieku dziewczyny dopiero uczą się siebie samych i swoich upodobań. Dlatego bardzo łatwo ulec presji otoczenia i zrobić lub nosić rzeczy, na które nie mają ochoty. Nie chcę, żeby moja córka czuła, że musi robić to co inni, choćby to było noszenie wkładek w ubraniach. To nie fair, że ewentualną presję rówieśniczą wzmacniają i podbijają – a być może WYTWARZAJĄ – popularne sieciówki.