Dom jest wspólną przestrzenią i razem o nią dbamy. Wielu rodziców, mówiąc takie słowa, wie, że to nie do końca tak działa. A jak jest u was?
Zaczęło się od tego, że zasiedziałam się u koleżanki. Piłyśmy kawę w kuchni, jadłyśmy domowe gofry, gdy do kuchni wtarabanił się w odkurzaczem Patryk, jej 8‑letni syn, i powiedział poważnym głosem:
– Będzie głośno, bo będę odkurzał.
W pierwszej chwili pomyślałam, że trzeba się zbierać, skoro zaczyna się sobotnie sprzątanie, i nawet wypowiedziałam to na głos, ale mama Patryka szybko zripostowała:
– Daj spokój, dzieci muszą widzieć, że każdy ma w tym domu obowiązki, ale i czas na przyjemności. Ja akurat teraz odpoczywam.
Więc zostałam.
A potem zaczęłam się zastanawiać, jak to z tymi obowiązkami jest w innych rodzinach.
I o tym będzie ta opowieść na kilka głosów.
Razem znaczy razem
– Mam w miarę łatwo, bo moja jedynaczka chce robić ze mną wszystko. Zawsze była przylepką i z wiekiem jej to nie mija. Jak ma coś zrobić sama, to jest wielki płacz albo foch, albo złość. Jak chcę to zrobić z nią, to nie ma żadnego problemu – proszę bardzo, nawet zaraz – opowiada Julia, mama Amelii. U nich w domu jest tak: na lodówce (ze względu na 6‑letnią Amelię) wisi wielka tabela pokazująca, co należy do każdego z członków rodziny. Większość obowiązków narysowana jest albo zaznaczona piktogramami, bo Amelia jeszcze nie umie czytać. Koło 6‑latki: rozkładanie i zbieranie sztućców po śniadaniach i kolacjach, sprzątanie zabawek w swoim pokoju (co wieczór), mycie lustra w przedpokoju (o, to ulubiona sprawa!), pilnowanie, by rodzice zabierali na duże zakupy materiałowe torby, i odkurzanie swojego pokoju (to z mamą albo z tatą, bo Amelia jest drobną dziewczynką i na razie jej trudno manewrować odkurzaczem). Ona zaczyna, a któreś z rodziców kończy.
– Nie wyobrażam sobie, by było tak, że my robimy wszystko, a ona bawi się lalami i gra na tablecie. To nasz wspólny dom i utrzymanie go w ryzach wymaga strasznie dużo pracy. To dla mnie bardzo ważne, by moja córka o tym wiedziała – dodaje Julia. I po głębszym oddechu przyznaje, że u niej w domu było wprost przeciwnie – nie dość, że mama nie włączała jej w obowiązki domowe, to ledwo dawała radę skłonić do tego jej ojca.
– Z dzieciństwa pamiętam sceny, w których leżę pod kocykiem z ciastkami i kubkiem kakao, a moja mama sprząta kuchnię albo łazienkę. Ja nigdy z nią nie sprzątałam i będąc w wieku mojej Amelii, myślałam, jakie to niesamowite, że zawsze mamy czysto – mówi Julia.
– Że jest papier toaletowy, że na blacie w kuchni nie ma zacieków, a łazienkowe lustro jeszcze wczoraj było w kropeczkach pasty do zębów, a teraz już nie. Nie chcę tego dla mojej córki – chcę, by wiedziała, że dom to mnóstwo obowiązków i wszyscy muszą się nim zajmować – tłumaczy.
Dodatkowe korzyści wskazuje dr Marta Kucharska-Hauk, psycholog z Zakładu Psychologii Społecznej i Badań nad Rodziną Uniwersytetu Łódzkiego: – Kiedy spędzamy razem czas, zajmując się obowiązkami domowymi, budujemy poczucie wspólnoty, przynależności i tożsamości rodzinnej. Stworzenie dziecku bezpiecznej przestrzeni do rozwijania swoich umiejętności uczy rodzica cierpliwości i odpuszczania. Tutaj nie jest ważna perfekcja, ale progres, bo początki bywają trudne, czasochłonne i wymagają dodatkowej pracy i energii rodzica. Jednak podążanie za dzieckiem daje rodzicowi szansę na dostrzeżenie jego rozwoju, umiejętności, samodzielności.
Fotografia: Ketut Subiyanto, Pexels
Kto sprząta nasz dom?
Kolejna historia: Paweł i jego partnerka bardzo intensywnie rozwijają swoje kariery zawodowe, prawdę mówiąc, więcej czasu i energii pochłania to Marcie, która jest analityczką finansową i właśnie awansowała na menadżerkę zespołu. Mają dwójkę dzieci: 8‑latka i 5‑latkę. Po całym dniu w pracy nie mają siły ogarnąć już wszystkiego. Zdecydowali, że muszą poprosić o pomoc, i znaleźli ją w kręgu dalszych koleżanek mamy Pawła. I teraz do ich mieszkania trzy razy w tygodniu przychodzi pani Jola, która sprząta łazienkę, kuchnię, salon, gotuje im obiady na następne dwa dni i wkłada je do lodówki. Paweł mówi, że bez niej nie daliby sobie rady: – Od razu postanowiliśmy, że pani Jola nie będzie się zupełnie zajmowała sprzątaniem w pokojach dzieci.
– Pamiętam taki wieczór, gdy siedzieliśmy z Martą w kuchni i zastanawialiśmy się, jak mielibyśmy im wyjaśnić, że płacimy obcej osobie za to, by ścieliła ich łóżka, odkurzała i robiła porządek na ich biurkach. I doszliśmy do wniosku, że nie mamy na to dobrego uzasadnienia – mówi Paweł.
Pytania o to, dlaczego tak jest, przyszły szybciej, niż się Paweł i Marta spodziewali. A właściwie pierwsze, jeszcze przed pytaniami, przyszły oskarżenia – że to niesprawiedliwe, że dlaczego rodzice mają mniej sprzątania i to jest OK, a dzieci mają tyle samo co wcześniej, dlaczego pani Jola sprząta łazienkę, skoro rodzice też umieją to robić, dlaczego odkurza w sypialni rodziców, a w pokojach dzieci nie (po tych pytaniach Paweł przyznał dzieciom rację i pani Jola nie odkurza już w sypialni). Po kilkutygodniowym wzburzeniu jakoś się wypogodziło i było lepiej. Głównie za sprawą zapiekanki makaronowej z mintajem i małych ślimaczkowych drożdżówek z makiem, które dzięki pani Joli pojawiły się w menu rodzinnym i które wszystkim smakują. – Ale ten model, choć dobrze działa, nie jest doskonały. Nie chciałbym na dłuższą metę, by moje dzieci uważały, że to normalne, że można komuś płacić i w ten sposób pozbyć się niechcianych obowiązków. Mamy wątpliwości, czy to dobre rozwiązanie. Na razie bardzo dbamy o okazywanie wdzięczności pani Joli, podkreślanie, że jej praca jest ważna i cenna, że to taka sama praca jak moja i mojej partnerki. No i w sobotę po południu, jak wszyscy się wyśpią, bierzemy się z dziećmi za domowe obowiązki. Żeby widziały, że o dom trzeba się troszczyć – opowiada Paweł. I jeszcze mówi, że nie wyobraża sobie, by dzieci miały być zwolnione z obowiązków tylko dlatego, że ich rodzinie pomaga ktoś dodatkowy.
Fotografie: Andrea Piacquadio, Pexels
A dr Marta Kucharska-Hauk uzupełnia, że współdzielenie domowych obowiązków to także przestrzeń do pokazania dziecku różnych perspektyw, zaznaczenia, że jego zadanie jest ważne i znaczące. – Dziecko poznaje wtedy także pojęcie posiadania celu oraz rozwija w sobie zdolność dążenia do jego realizacji. To kształtuje nawyki, pozytywne nastawienie, umiejętność planowania i zaangażowanie. Ponadto, włączając dziecko w obowiązki domowe, dajemy mu jasny komunikat, że ufamy jego zdolnościom, że może uzyskać od nas wsparcie, kiedy czegoś jeszcze nie potrafi, co jest niezbędne w budowaniu samooceny i poczucia własnej skuteczności.
Kolorowa tabela
Na lodówce w domu Izy, Jacka i 7‑letniej Soni wisi już ze trzy lata kolorowa tabela. Obowiązki mamy są na żółtym tle, taty na zielonym, a Soni na pomarańczowym. Pomarańczowych pól z czasem przybywało, teraz jest ich 11. Podlewanie kwiatków we wtorki i soboty, wyjmowanie prania z pralki w weekend, mycie umywalki, sortowanie prania na kolory (tak konkretnie to na jasne, ciemne i pozostałe kolory), wycieranie stołu po śniadaniach w weekendy, odkurzanie w swoim pokoju. I jeszcze kilka innych.
– Nie było łatwo dojść do tego etapu. Sonia nie najlepiej radzi sobie ze zobowiązaniami, eksperymentowała z przekładaniem w nieskończoność robienia niektórych rzeczy, negocjowała ze mną, próbowała mnie przekupić pieniędzmi ze skarbonki. Teraz też nie jest gładko, ale chyba najtrudniejsze za nami. Zgodziliśmy się z jej tatą, że skoro pilnujemy, by Sonia wywiązywała się ze swojej części zadań, to i ona może pilnować nas. Bardzo chętnie z tego prawa korzysta i jest z tego dużo śmiechu, gdy łazi za tatą i mówi, że to wstyd, że jeszcze nie umył kabiny prysznicowej albo że zakupy nie mogą stać w torbach nierozpakowane w przedpokoju, bo to nasz obowiązek, by się znalazły w szafkach i lodówce – opowiada Iza.
Pierwszy poważny kryzys pojawił się, gdy Sonia spędziła ostatnio tydzień u babci. Wróciła z 50 zł w kieszeni i od razu się pochwaliła, że babcia jej zapłaciła za udział w odkurzaniu i porządkach w kuchni.
– Zadzwoniłam wzburzona do mojej mamy, że nie może płacić wnuczce za rzeczy, które są normalną sprawą w każdym domu. Zdziwiła się i nie do końca rozumiała. Mówiła nawet, że sama dostawałam za to pieniądze, ale kompletnie tego nie pamiętam. A zresztą, nawet jeśli tak było, nie chcę, by tak się działo w przypadku mojej córki. Mama zgodziła się więcej nie płacić Soni za zaangażowanie w porządki domowe, choć uważa, że wyolbrzymiam sprawę i jestem przewrażliwiona. No nie wiem – od czasu tego zdarzenia, Soni zdarza się nas pytać, ile dostanie za coś pieniędzy. Nie muszę mówić, jak mnie to martwi, że teraz próbuje wszystko wycenić – wyjaśnia Iza.
Sprawa pieniędzy za udział w domowych obowiązkach nie jest wcale rzadka – Sonia co jakiś czas przynosiła opowieści z przedszkola, że jej koleżanki za coś tam dostały 10 zł, a za coś innego 20 i mogły sobie same kupować dzięki temu słodycze, a zwłaszcza lody.
Sprawa nie jest zresztą wcale tak jednoznaczna, bo np. Marta Kucharska-Hauk umie wskazać sytuacje, w których pojawienie się pieniędzy w kontekście obowiązków domowych nie czyni szkód: – Umówienie się z dzieckiem, że dostaje wynagrodzenie za wykonanie konkretnych, ale dodatkowych zadań, które nie należą do jego codziennych obowiązków, może uczyć je wartości własnej pracy i własnego czasu. Warunkiem są tutaj jasno określone zasady, płacenie za czynności nadobowiązkowe, co pozostawia dziecku wybór i daje możliwości zrezygnowania w każdym momencie. Jeśli nie chce czegoś robić, to po prostu nie dostaje za to pieniędzy. Jasne zasady zapobiegają także postawie roszczeniowej i sytuacji, w której dziecko będzie odmawiało wykonania codziennych zadań bez wynagrodzenia.
***
Czy jesteście ciekawi, jak się skończyła scena odkurzania przez 8‑letniego Patryka, gdy z jego mamą piłam kawę i smarowałam gofry dżemem cytrynowym?
Tak? To posłuchajcie. Gdy już wyłączył odkurzacz, powiedział do nas surowym głosem: – Czy możecie się gdzieś przesiąść, bo mi przeszkadzacie, a muszę wytrzeć na mokro blat stołu i parapet.
Poszłyśmy na balkon.