Dzisiaj to, że nasze dzieci będą miały jakąś przyszłość, nie jest już takie pewne. Żeby rozmawiać z nimi o kryzysie klimatycznym, musimy się do tego przygotować. Przejść przez wszystkie etapy żałoby po tym, co tracimy. I dojść do tego, jakie to ważne, żeby zacząć działać. O swoich doświadczeniach mówi Marzena Wichniarz, działaczka ruchu Rodzice dla klimatu – Parents for Future.

Jakie wy – Rodzice dla klimatu – macie sposoby, żeby rozmawiać z dziećmi na temat katastrofy klimatycznej?

Metod jest tyle, ilu rodziców, ile dzieci i relacji między nimi. Najważniejsze jest nasze ­własne przygotowanie. To, w jakim stopniu sami już jesteśmy świadomi, jak w naszych oczach rysuje się przyszłość. W czasach kryzysu rodzicielstwo jest dużo większym wyzwaniem niż dawniej. Do tej pory przyszłość naszych dzieci, przynajmniej częściowo, kształtowaliśmy poprzez nasze decyzje i działania. Dokonywaliśmy wyborów: jakich produktów używać, co stawiać na stole. Dbaliśmy o dobrostan psychiczny, o właściwy rozwój, o edukację, żeby zapewnić dzieciom dobry start. Teraz samo to, że w ogóle będą miały jakąś przyszłość, nie jest już takie pewne. Ważne, żeby uświadomić sobie, że mamy do czynienia z ogromnym wyzwaniem i na pewne czynniki tego procesu możemy nie mieć wpływu. Mimo to musimy mu stawić czoła. Zacznijmy więc od siebie, bo jeśli sami nie przejdziemy tej drogi, możemy nie być w stanie dzieciom towarzyszyć, wesprzeć ich.

A proces uświadamiania sobie skali problemu bywa długi i skomplikowany…

Dlatego Harriet Shugarman, która prowadzi blog Climate Mama, porównała go do pięciu etapów żałoby. Na początku pojawia się zaprzeczenie i negowanie problemu: „To na pewno spisek naukowców”, „To nie czeka nas, tylko ileś tam pokoleń wprzód”. Później przychodzi złość: „Kto do tego dopuścił?”, „Dlaczego nie podjęto żadnych działań?”. Następnie etap negocjacji i targowania się: „Nie pojadę na wakacje, to będzie lepiej” albo: „Nie kupię sobie nowej sukienki i wszystko wróci do normy”. Potem jest depresja i ona, niestety, może trwać najdłużej: „Nie mamy dobrego rozwiązania”, „Nic się nie zmienia”, „Jaka przyszłość czeka nasze dzieci? Czy będą miały co pić, gdzie się schronić?”. Na końcu jest akceptacja. Wreszcie mamy świadomość zmian, które nas czekają, łączymy fakty i zjawiska, ale wiemy, że istnieje szereg wypracowanych rozwiązań, wystarczy je wdrożyć. Jesteśmy też gotowi, żeby działać. To właściwy etap, żeby podjąć rozmowę z dzieckiem.

Od czego zacząć i jakiego języka używać?

Powinniśmy wziąć pod uwagę, w jakim wieku są nasze dzieci, jakie są ich możliwości percepcyjne, skąd czerpią wiedzę o klimacie. W przypadku najmłodszych, kilkulatków, nasz język powinien być prosty, oparty na szczerości, otwartości, emocjach.

Fajnie przebywać razem blisko natury, wspólnie jej doświadczać. Chodzi o to, żeby poczuły bliskość z przyrodą. Im dzieci są starsze, tym bardziej warto je włączać w praktyczne działania i decyzje, które podejmujemy – żeby były świadome, że są ich uczestnikami i współautorami. To da im poczucie sprawczości.

Ważne, żeby zachęcać do realizowania własnych, kreatywnych pomysłów w swoim środowisku, choćby w klasie. Możemy wplatać różne wątki w naszą rodzinną codzienność, na przykład ustalić dni w tygodniu, kiedy jeździmy tylko rowerem. W przypadku najstarszych dzieci trzeba wytoczyć trochę grubsze „działa”, tym bardziej że one same już z jakąś wiedzą przychodzą do domu. Wtedy musimy je wspierać, dawać im znać, że nie są w tym same. A jeśli są już zaangażowane, pokazywać im dobre przykłady oraz to, że istnieją różne rozwiązania. To dlatego sami musimy być wcześniej przygotowani, mieć wiedzę. Najważniejsze, żeby mówić prawdę, również o swoich doświadczeniach. O tym, że my także ciągle to sobie układamy, że przechodziliśmy różne etapy. Można to dawkować, w zależności od emocjonalności danego dziecka czy jego etapu rozwoju, ale nie przekłamywać tego, jak jest.

Marzena Wichniarz na proteście Rodziców dla Klimatu Zdjęcie z archiwum ruchu Rodzice dla klimatu

Czyli włączamy dzieci, dopiero kiedy sami jesteśmy gotowi, żeby działać?

My tak zrobiliśmy. Razem z mężem podjęliśmy decyzję, że przestajemy jeść mięso. Ogłosiliśmy to, ale też odbyliśmy mini debatę rodzinną. Powiedzieliśmy, że zwierzęta są hodowane w okropnych warunkach, że nie chcemy się do tego przyczyniać. Okazało się, że samo zróżnicowanie diety, testowanie z dziećmi nowych smaków jest na tyle super, że w ogóle nie brakuje im mięsa. Jednocześnie czuły, że uczestniczą w całym procesie, bo ich nie pominęliśmy, nie postawiliśmy przed faktem dokonanym. Podobnie postępujemy w przypadku wszystkich tego typu działań. Jeśli nie kupujemy wody w plastikowych butelkach, rezygnujemy z foliówek, to staramy się dzieciom wyjaśnić dlaczego. Oglądamy z nimi filmy o plastiku i o zwierzętach, mówimy, że nasza planeta cierpi. I to my musimy jej pomóc, wspólnie podjąć działania, żeby ją naprawić, wtedy wszystkim nam będzie się żyło dobrze. Niektórzy do najmłodszych mówią, że jak zakręcisz wodę, to z tego powodu rzeka będzie szczęśliwa. To może brzmi jak trywializowanie, ale do dzieci, szczególnie kilkuletnich, to trafia.

Jak sprawić, żeby dzieci nie poczuły się przeciążone i przerażone, że planeta zginie przez nie, kiedy na przykład zapomną swojego bidonu?

Nie wykluczymy u naszych dzieci pewnych myśli czy emocji. Jedyne, co możemy zrobić, to wskazywać drogę. Moje dzieci w szkole nadal dostają posiłki mięsne i my nie zabraniamy im ich jeść. Mocujemy się ze szkołą, żeby wdrożyć dostępność innej diety, a w międzyczasie motywujemy dzieci do tego, żeby zadawały pytania: „Skoro uczycie nas piramidy żywieniowej, zgodnie z którą mięsa powinniśmy jeść niedużo, dlaczego dajecie je nam codziennie na obiad?”. To działa! Dzięki temu same uczestniczą w dyskusjach i przyczyniają się do zmiany. Jedna z moich córek w ogóle nie je mięsa i była bardzo szczęśliwa, kiedy jej koleżanka z klasy postanowiła, że ona też nie będzie go jadła. Widać, że to promieniuje, dzieci odnoszą małe sukcesy.

Same stają się zmianą.

Właśnie! Ważne, żeby budować w nich aktywną nadzieję, poczucie, że realnie mogą mieć wpływ na to, że coś dobrego zaczyna się dziać.

Fajne jest to, że nadzieja jest emocją odnawialną. Jeżeli nawet jednego dnia dziecko poczuje beznadzieję: „To nie ma sensu, nikt nic z tym nie robi”, to nie znaczy, że następnego dnia nie wstanie z zupełnie innym podejściem. Dlatego tak ważne jest pokazywanie przykładów tego, co już się zmieniło.

W rozmowie ze starszymi albo bardziej przejętymi dziećmi możemy wspomnieć o dziurze ozonowej. Bo przecież wtedy, pod koniec lat osiemdziesiątych, to był problem na skalę całego globu. Potrafiliśmy się spiąć, wdrożyć odpowiednie działania, regulacje i udało się go rozwiązać. Teraz temat jest o wiele bardziej złożony, ale mamy wiedzę, specjalistów, technologie i narzędzia. Wystarczy po to sięgnąć. Bardzo istotne, żeby dzieci miały poczucie, że my jesteśmy w tym z nimi, że mają sojusznika, który zawsze stanie po ich stronie. Nie pozwólmy im poczuć, że same muszą o to walczyć.

Zdjęcie z archiwum ruchu Rodzice dla klimatu

Żebyśmy wszyscy – dorośli i dzieci – nie byli przeciążeni odpowiedzialnością, ta zmiana musi się zadziać także na poziomie systemowym.

Zmiana klimatu jest wyzwaniem w skali globalnej, w dodatku, w historii Ziemi, czymś bezprecedensowym, i nie jest realne, żeby temu zapobiec jedynie działaniami jednostkowymi. Żeby to się udało, trzeba doprowadzić do zmian systemowych, przy tym jedno nie może istnieć bez drugiego. Zmiany systemowe są wynikiem naszych jednostkowych działań. Kiedy coś robimy, najpierw osobiście, potem się zrzeszamy i stosujemy pewne rozwiązania w określonym obszarze, wtedy wiemy, że coś działa, jest wykonalne i skuteczniej możemy domagać się, żeby to konkretnie wdrożyć w skali gminy czy całego kraju.

Dla rodzica ten proces samouświadomienia może być wyzwaniem. Jak do tego podejść?

Mnie pomogło zrzeszanie się, rozmowy i słuchanie, jak inni sobie radzili. W ruchu często dyskutujemy nad problemami, z jakimi się zmagamy, próbujemy wspólnie coś podpowiadać. Jest mnóstwo organizacji i grup, w których można szukać wparcia. W nas, rodzicach, jest ogromny potencjał do zmiany obecnej sytuacji. Niedawno mieliśmy spotkanie w Ministerstwie Klimatu. Widać było, że politycy czują do nas respekt. Najważniejsze, żeby pokazać naszą siłę. Są takie badania sprzed dziesięciu lat, przeprowadzone przez Ericę Chenoweth z Harvardu, które mówią, że aby wprowadzić zmianę, wystarczy 3,5 proc. aktywnie zaangażowanej populacji! W skali Polski to 1 342 000 osób. Sporo, ale jeśli zaczniemy od mniejszych społeczności: klasy, szkoły, miasta, gminy, te liczby będą zupełnie inne. Dlatego powinniśmy zacząć od tego, co jest nam najbliższe.

Zacząć od siebie?

Tak. Christiana Figueres i Tom Rivett-Carnac, autorzy książki Przyszłość zależy od nas. Przewodnik po kryzysie klimatycznym dla niepoprawnych optymistów piszą, że aby domagać się zmiany w kontekście kryzysu klimatycznego, trzeba mieć wizję, wyobrażenie, jak chcielibyśmy żyć, jak to wszystko miałoby wyglądać. Bez wizji nie pociągniemy za sobą innych. Jeżeli z kolei taką wizję będziemy przytaczać w rozmowach w gronie rodzinnym czy pośród przyjaciół, oni o wiele chętniej zobaczą, że to logiczne i słuszne rozwiązanie, niż jeżeli mówilibyśmy wyłącznie o tym, co trzeba zmienić i czego musimy zaprzestać.

Czyli pokazywać nie, co stracimy, ale co zyskamy?

Właśnie. Bo pewne grupy interesu wmawiają nam, że różnych rzeczy nie można nam odebrać, bo to nasze prawo, dowód naszego postępu i tak dalej. No nie! Jesteśmy w takiej sytuacji, że to, jak żyjemy, może nas pogrążyć do takiego stopnia, że ludzkość wyginie. Planeta się odrodzi, ale nas już nie będzie. Chyba nie to jest miarą sukcesu.

Czyli mówić wprost, że najpewniej do końca istnienia ludzkości będziemy w kryzysie?

Tak, ale ten kryzys może stać się kolejnym etapem naszego rozwoju. Przejściem na zupełnie inną stronę mocy.

Marzena Wichniarz Zdjęcie z archiwum prywatnego bohaterki

Marzena Wichniarz – mama trójki dzieci: Marysi, Olka i Zosi, żona Bartka. Absolwentka nauk politycznych, zawodowo specjalizuje się w systemach zarządzania jakością. Od wielu lat angażuje się w działania społeczne i kulturalne, najpierw w Kielcach, a po przeprowadzce – w Warszawie. Od 2019 roku aktywistka i czynna działaczka ruchu Rodzice dla klimatu, gdzie wspólnie z innymi rodzicami domaga się zmian systemowych i natychmiastowego wdrożenia skutecznej polityki klimatycznej w celu transformacji społeczno-ekonomicznej Polski w kierunku zielonej, zrównoważonej gospodarki.

Gdzie szukać Rodziców dla klimatu:

http://www.rodzicedlaklimatu.org/
https://www.facebook.com/RodzicedlaKlimatu/
https://twitter.com/rklimatu
email:rodzice@rodzicedlaklimatu.org
https://parentsforfuture.org
https://ourkidsclimate.org/

Linki do materiałów i propozycji zajęć z dziećmi na temat klimatu (dla rodziców i nauczycieli):

https://www.wwf.pl/edukacja-wwf
https://www.wwf.pl/sites/default/files/inline-files/narzedziownik_klimat_.pdf
https://www.wwf.pl
https://www.wwf.pl/aktualnosci/straznicy-rzek-karty-edukacyjne
https://ekologia.ceo.org.pl/klimat-to-temat/materialy
https://spoledkurs.centrumcyfrowe.pl/zasoby/spoled-dla-klimatu/
https://www.ekokalendarz.pl/
https://edukacjadlaklimatu.pl/
https://www.gov.pl/web/klimat/materialy-edukacyjne

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!