Wydaje ci się, że pandemia trwa już niewyobrażalnie długo i masz wszystkiego dość? Szukasz dla równowagi małych radości i czegoś jasnego na horyzoncie? Zobacz, co znaleźli inni rodzice.

Ponowne zamknięcie szkół przypomniało o wszystkich cieniach codzienności, w której zdalna nauka i zdalna praca zawłaszczają nasz czas i przestrzeń. A może teraz jest nawet trudniej niż w marcu czy kwietniu, bo doszło zmęczenie i myśl, że to się nigdy nie skończy?

Postanowiłam porozmawiać z rodzicami, którzy szukają pomysłów, by w tej uwierającej rzeczywistości wypatrzyć coś jasnego i dobrego. Coś, co pozwala nie osuwać się w niemoc i frustrację.

1. Mapa możliwości

Niektórym najbardziej energię odbiera brak dostępu do ulubionych sposobów spędzania czasu, choćby to, że nie można iść do kina. A inni sami już nie wiedzą, czym mogliby się zająć. Są tak przytłoczeni rzeczywistością, że trudno im dostrzec aktywności, które mają w zasięgu ręki.Ta druga sytuacja zdecydowanie wykańczała Piotra, jego partnerkę oraz ich dzieci: 8‑letnią Malinę i 10-letniego Oskara.

– O mapie możliwości powiedział mi kolega z pracy, który ma co prawda trochę starsze dzieci, ale tu chodzi przecież o coś innego – o pomysł. To znaczy o spisanie wszystkiego, co można robić z dziećmi w ramach rozrywki. Tylko ważne – nie rzeczy, na które macie szczególną ochotę, ale takie, które da się zrealizować. Chodzi o to, by widzieć, że mamy duży wybór, to super robi na głowę. Naszą mapę zrobiliśmy na wielkiej płachcie papieru i zawiesiliśmy w kuchni – mamy na niej rzeczy bardzo szczegółowe (obejrzenie konkretnego filmu, rozgrywka w badmintona pod lasem za miastem, wspólne zrobienie kruchych ciastek, które dzieci uwielbiają) i bardziej ogólne. W tej drugiej kategorii znalazły się planszówki, nauka origami, gra w karty, malowanie ścian w przedpokoju, układanie fotoksiążki, wybór prezentów gwiazdkowych, wspólne gotowanie, wieczór opowieści o najdziwniejszych rzeczach, które nam przydarzyły, maraton filmowy – wymienia Piotr.

Trzy osoby grające w planszówkę na podłodze Fotografia: Cottonbro, Pexels

Zebrali ponad 40 możliwości i teraz, gdy czują, że ze znużenia pandemią i złości na nią mają pustkę w głowach, a chciałoby się przecież coś porobić, któreś z dzieciaków wybiera rozrywkę dla całej rodziny. I to działa!

2. Sobotni reset

Dla Małgosi, mamy 8‑letnich bliźniaków, końcówka tygodnia jest najtrudniejsza. Bo skumulowane zmęczenie pracą, bo zaganianie dzieci do lekcji, bo ciągłe myślenie, co zrobić na obiad i jak się z tym posiłkiem wbić w grafiki całej czwórki. Ale właściwie sobota jest jeszcze gorsza. – Od rana trwa w domu poruszenie, bo skoro nie ma obowiązków, to nagle wszyscy mają czas, by wypowiadać swoje żale i chyba odreagowywać stres. Z miesiąc temu zrozumiałam, że nie dam rady tego wytrzymać, i w każdą sobotę po śniadaniu pakujemy się do samochodu i jedziemy za miasto do lasu. Tam się porządnie męczymy, spacerując kilka godzin, więc po powrocie nie ma mowy o żadnym staniu w kuchni. Z sobotniego zamawiania jedzenia uczyniliśmy naszą jesienną tradycję. Już w czwartek zaczynają się rozmowy o tym, co będziemy jeść w sobotę, co zamówimy i skąd – opowiada Małgosia.

Oczywiście dość szybko się okazało, że dzieci chcą wciąż zamawiać to samo (pizzę, wiadomo), ale ich rodzice postanowili z tym nie dyskutować.

Sami wybierają dania z różnych miejsc, a dla dzieci wciąż wjeżdża na stół margherita albo pepperoni. I każdy ma swoją porcję przyjemności, co po trudnym tygodniu jest na wagę złota.

3. Kalendarz adwentowy

W dzieciństwie zjadała wszystkie czekoladki na raz, no może większą część jednego wieczora, a resztę rano. Teraz Justynie, mamie dwóch córek, do głowy nie przyszłoby kupienie dziewczynkom kalendarza adwentowego, bo czekolada nie stanowi dla nich żadnej rozrywki. Co innego niespodzianki, wszyscy w tej rodzinie lubią niespodzianki, zwłaszcza że pandemiczna codzienność jest raczej przewidywalna.

– Oglądałam w wakacje w necie gotowe zestawy 24 pudełek czy woreczków do powieszenia na ścianie i myślałam, że to w sumie fajny pomysł. Teraz sama taki kalendarz zrobiłam – wzięłam 24 małe papierowe torebeczki, na każdej napisałam kolejny numer i przymocowałam je za pomocą spinaczy biurowych do sznurka rozciągniętego w kuchni od okna do linii szafek kuchennych. Potem każdy z naszej czteroosobowej rodziny dostał sześć karteczek i mógł tam zapisać coś przyjemnego do zrobienia dla całej rodziny – opowiada Justyna.

Kalendarz adwentowy samodzielnie robiony Fotografia: Markus Spiske, Unsplash

Później te karteczki trafiły do losowo wybranych torebeczek, więc przed jej rodziną 24 dni niespodzianek. – Nie wiem zupełnie, co napisały na swoich kartkach córki ani ich tata, ale wiem, co sama tam napisałam – pieczenie gofrów, zamówienie dla wszystkich wymarzonych książek w księgarni internetowej, kolacja jedzona w łóżku, wieczór z serialami. Te całe przygotowania sprawiły nam tyle radości, że chyba powtórzymy całą akcję z kalendarzem w styczniu. Po prostu zamiast adwentowego zrobimy sobie kalendarz noworoczny – dodaje.

4. Loteryjka dla przyjaciół i rodziny

W domu Rafała ten pomysł pojawił się, gdy trafili na obowiązkową kwarantannę, bo nauczycielka jego córki, 9‑letniej Jagody, zachorowała na covid. Dziesięć dni w zamknięciu, trzy osoby w małym 2‑pokojowym mieszkaniu – to bardzo dało im się we znaki.

Zdaniem Rafała nie do przecenienia są drobne gesty – że teściowa przywiozła im ciasto, że mama przyjaciółki Jagody z zajęć karate zadbała, by dziewczynki w tym samym czasie dostały taką samą książkę z serii, którą lubią, i mogły sobie o niej pogadać.

Więc kiedy kwarantanna się skończyła, Rafał, Jagoda i jej mama zrobili spis osób, którym chcieliby zrobić przyjemność. – Oczywiście byli tam członkowie najbliższej rodziny, przyjaciele nasi i Jagody, a także najulubieńsza wychowawczyni córki. Potem zrobiliśmy spis rzeczy, które moglibyśmy podarować każdej z tych osób – i to był najtrudniejszy etap, ale się udało, a na liście znalazły się ciastka z cukrem, muffiny z różowym lukrem, żurawie zrobione z pięknego papieru w drobne kwiatki, który przywieźliśmy z wakacji w Danii, konfitura malinowa, album na zdjęcia – opowiada Rafał. Trafiły na nią rzeczy, które sami mogli zrobić albo które mieli w domu i uważali, że byłyby dobrym upominkiem.

Potem następował moment chyba najbardziej emocjonujący – Jagoda losowała prezent dla każdej z osób. Później zabrali się za produkcję i rozwożenie podarunków. – Oj, jak dawno nie czuliśmy tyle podekscytowania i czystej radości, zostawiając prezenty na wycieraczce pod drzwiami, a potem czekając na telefon od obdarowanych – dodaje Maria, mama Jagody.

Fotografia: Daria Shevtsova, Pexels

5. Tygodniowa lista spraw do odpuszczenia

– Nic mnie nie dobija tak jak nasz tygodniowy rozkład obowiązków, bo zbyt często muszę być menadżerką domowego chaosu i przypominać synom i mężowi, że dziś ich kolej włożyć rzeczy do pralki, potem rozwiesić pranie, wynieść śmieci, umyć lustro w łazience i blat w kuchni. Czasem myślę, że gdybym tego nie robiła, przytłoczyłby nas bajzel i brud. Zwierzyłam się z tego mamie, a ona zadała mi pytanie, które mnie zafrapowało – co by się stało, gdyby niektórych z tych rzeczy nie robić przez tydzień. Długo myślałam i okazało się, że w sumie nic. Tak powstał pomysł listy spraw odpuszczonych – opowiada Ilona, mama 10- i 7‑latka oraz żona pracującego często poza domem Tomasza.

Lista zawisła obok tygodniowego rozkładu obowiązków i jest zmieniana co tydzień. Każdy ma prawo dopisać do niej coś ze swoich obowiązków. Coś, na co naprawdę nie ma ochoty w tym tygodniu.

 – Najpierw myślałam, że chłopcy będą tam wpisywać czynności, które zajmują dużo czasu, np. odkurzanie, ale się okazało, że najchętniej się wymigują z wycierania kurzu, sprzątania biurek i wynoszenia posegregowanych papierowych opakowań, bo pojemnik na papier jest dalej niż nasza wiata śmietnikowa i nie chce im się tam chodzić – śmieje się Ilona. Ona sama najczęściej rezygnuje ze zmywania zaraz po śniadaniu i z prasowania. I uważa, że to odmiana, która naprawdę daje miły posmak małej, domowej rewolty.

6. Weekendy tematyczne

Mama Moniki kocha wszystko, co francuskie, ale choć tego zachwytu nie zaszczepiła córce, to Monika pamięta z dzieciństwa, że mama bardzo się starała. Oglądali francuskie filmy, w domowym odtwarzaczu były francuskie hity, a mama Moniki próbowała nawet gotować dania z francuskich przepisów. To wspomnienie wróciło do Moniki, gdy szukała, dość rozpaczliwie, jak sama przyznaje, pomysłów na wyrwanie się z monotonii pandemicznej izolacji.

Dzieci przygotowują ciasto Fotografia: Annie Spratt, Unsplash

– Weekendy tematyczne pozwalają nam zapełnić czas, ale też dają jakiś oddech i radość. A właśnie śmiech i radość to coś cenniejszego niż złoto w tym dziwnym roku. Za nami już weekend czekoladowy, w którym oglądaliśmy Charliego i fabrykę czekolady, piekliśmy razem czekoladowe muffiny, zrobiliśmy z dziećmi pizzę z sosem czekoladowym i owocami, rozmawialiśmy o czekoladach fair trade i w ogóle o tym, skąd się one biorą. Teraz odkryliśmy, że na Netflixie są wszystkie części Harry’ego Pottera, więc czeka nas maraton filmowy z dwiema pierwszymi częściami oraz mnóstwo gotowania, bo w planach są domowe ciasteczka miętowe pani Weasley, krwawy popcorn, babeczki z eliksirem słodkiego snu i musy-świstusy – opowiada Monika, mama 10-letniego Szymona i 9‑letniej Sary.

Dopiero się rozkręcają, więc zbierają pomysły, które mogą się im spodobać i przydać na kolejne weekendy. Chętnie przyjmą też pomysł na tematyczną sobotę i niedzielę, który każe im na początek pojechać na kilkugodzinną wycieczkę, by się móc poruszać, póki jeszcze nie jest bardzo zimno.

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!