Dr hab. Danuta Duch-Krzystoszek, prof. Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, i Kinga Lohmann, dyrektorka Koalicji Karat, są współautorkami raportu „Kobiety w Polsce w XXI wieku” [1]. Na podstawie badań socjologicznych, które przeprowadziły wśród dziewcząt i kobiet wybierających szkoły zawodowe, stwierdziły, że dużą rolę w podejmowaniu decyzji o edukacji i wyborze zawodu odgrywa otoczenie społeczne, w którym pewne zawody są akceptowane, a inne naznaczone przymiotnikami „żeński” i „męski”. Odnotowały także przypadki dyskryminacji dziewczynek, dla których drzwi niektórych szkół są zamknięte.

Dlaczego zdecydowały się panie przyglądać sytuacji dziewczyn, które uczą się w zasadniczych szkołach zawodowych?

Kinga Lohmann: Kiedy w 2014 r. Karat przygotowywał raport alternatywny do ONZ-owskiego Komitetu ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet [2], zebrane przeze mnie GUS-owskie dane statystyczne wskazywały, że największa różnica płacowa jest między kobietami a mężczyznami z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Chcąc lepiej zrozumieć, dlaczego akurat ta grupa kobiet doświadcza tak znaczącej dyskryminacji płacowej, Karat uznał, że warto przeprowadzić badania socjologiczne.

Badania potwierdziły jawną dyskryminację dziewczynek ze względu na ich płeć właśnie w szkołach zawodowych.

Jakie to przypadki?

Danuta Duch-Krzystoszek: Dziewczynki nie były przyjmowane do niektórych szkół zawodowych, gdzie – jak tłumaczono – były tylko klasy męskie. Między innymi dotyczy to placówki pod Kielcami, przy dużym zakładzie poligraficznym, będącym jednym z największych pracodawców w regionie. Tutaj uczęszczają dzieci lokalnych włodarzy i kadry kierowniczej zakładu, więc jest to szkoła pożądana nie tylko dlatego, że daje możliwość zdobycia zawodu, ale też ze względu na swój prestiż. Zdobycie pracy w tym zakładzie jest marzeniem wielu. Pamiętajmy, że ta szkoła przyzakładowa jest w województwie kieleckim, gdzie trudno o stałe zatrudnienie, a teren jest słabo zindustrializowany. Dziewczynki nie były tam przyjmowane do klasy drukarskiej. To pokazuje, jak bardzo zawężona bywa paleta wyborów, przed którymi stoją niektóre uczennice, oraz jak duży wpływ na ten wachlarz możliwości ma środowisko.

Jak to możliwe, że do takich sytuacji dochodzi w XXI wieku? Przecież nie ma do tego żadnych podstaw prawnych, wręcz przeciwnie. I wciąż słyszymy, że w edukacji promowane są działania zmierzające do równości płci.

Danuta Duch-Krzystoszek: Przytoczę wypowiedź dyrektorki jednego z podwarszawskich techników, która stwierdziła, że do klasy mechanicznej dziewczyn nie przyjmuje. Pytałam: „Dlaczego?”. „Bo to jest klasa męska” – usłyszałam. „Ale dlaczego?” „Bo mechanika to jest trudny przedmiot”. Jednocześnie sama dyrektorka miała wykształcenie wyższe techniczne, ukończone studia na politechnice. „Skoro pani dała sobie radę na studiach technicznych, to dziewczynki też sobie poradzą” – stwierdziłam w rozmowie z nią. – „To jest trudne, i kropka” – odpowiedziała. To nie są zamierzchłe czasy, tylko sytuacja sprzed czterech lat.

A przecież zawodówka to często szansa dla młodych osób na szybsze usamodzielnienie się. Tylko czy nie ma w tym też jakiejś pułapki?

Danuta Duch-Krzystoszek: Dobry będzie konkretny przykład – dziewczyna z Lubelszczyzny, bardzo zdolna uczennica, brała udział w inicjatywach lokalnych i wymianach międzynarodowych. Jej wielką pasją jest ogrodnictwo. Miłość do roślin zaszczepiła jej babcia, która była nauczycielką. Dlatego nasza bohaterka postanowiła zostać ogrodniczką. Dostała się do trzech szkół: liceum ogólnokształcącego, technikum i zasadniczej szkoły zawodowej. Wybrała tę ostatnią, gdyż chciała jak najszybciej rozpocząć pracę w zawodzie. Czuła taką wewnętrzną siłę. W jej domu nie było żadnego przymusu, był to jej świadomy wybór, wynikający z temperamentu i zainteresowań. Po ukończeniu szkoły zdecydowała się na wyjazd do Warszawy, gdzie mieszkała jej starsza siostra. I dopiero tu, kiedy zaczęła szukać pracy, zorientowała się, że ma relatywnie niskie wykształcenie. Nie odczuwała tego w swoim lokalnym środowisku, gdzie wiele osób kończy edukację na szkole podstawowej. W wielkim mieście poczuła, że inni jej nie szanują i nie akceptują, nawet nią pogardzają, bo jest „tylko dziewczyną po zawodówce”.

Może zabrakło kogoś w jej otoczeniu, kto mógłby wcześniej spojrzeć szerzej na sprawę jej wykształcenia i planów na przyszłość?

Danuta Duch-Krzystoszek: Na przykład doradcy zawodowego. Sama pamiętam też, że kiedy chodziłam do szkoły, w czasach socjalizmu, odwiedzały nas na lekcjach różne osoby, żeby opowiadać, na czym polega ich praca. Teraz to się rzadziej zdarza, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Zmieniły się też same zawody – ich specyfika jest często mniej uchwytna, zakres obowiązków i potrzebne umiejętności zależą od konkretnej firmy, w której się pracuje.

W naszym badaniu wyszło, że doradztwem zajmuje się więc zwykle po prostu nauczyciel albo nauczycielka. Młodzi ludzie słyszą często: „chłopcy do mechanika, dziewczyny do gastronomika”. I na tym się kończy to doradztwo zawodowe.

A aby móc wybrać, trzeba przecież poznać całą paletę możliwości. Zadałyśmy sobie pytanie: jakich wyborów mogą dokonywać 14-letni chłopcy i dziewczyny? Co oni wiedzą o świecie? O życiu? Pamiętajmy, że ci młodzi ludzie jedną nogą są wciąż w okresie dzieciństwa.

To skąd te nasze dziewczynki mają czerpać wzorce?

Danuta Duch-Krzystoszek: Musimy im je pokazywać, oświetlać reflektorem. Wystarczy policzyć np. medale olimpijskie zdobyte przez Polaków i Polki w Tokio. Wbrew pozorom okazuje się, że nawet sport jest kobietą. Mało o tym było słychać, ale więcej medali zdobyły Polki niż Polacy, i to w dyscyplinach wymagających siły, podejmowania ryzyka.

A co wpływa na to, że jedna dziewczynka odnajduje się w byciu wioślarką, druga fryzjerką, a jeszcze inna chirurżką?

Kinga Lohmann: Po pierwsze, ważną rolę odgrywa nadal społeczność lokalna, w której pewne zawody są akceptowane czy pożądane dla dziewczynek, a inne nie, bo uważa się je za „męskie”. Po drugie, istotne są wzorce rodzinne, czyli to, co robi mama i co robi tata.

Spotkałyśmy się z dziewczynami, które zostały mechaniczkami samochodowymi, bo ojciec pracował w warsztacie. Tłumaczyły: „bardzo lubiłam tacie pomagać”.

Z naszych badań wynika, że grupa rówieśnicza nie odgrywa tak dużej roli przy wyborze zawodu jak rodzina i szkoła.

A inne determinanty?

Kinga Lohmann: Z naszych rozmów wynika, że ważnym czynnikiem determinującym losy dziewczynek, a potem kobiet, jest przymus ekonomiczny.

Czy to znaczy, że w związku z sytuacją ekonomiczną w domu dziewczynki są zmuszane do wyboru konkretnej ścieżki edukacyjnej, a potem kariery zawodowej?

Kinga Lohmann: Tak, dotyczy to zwłaszcza najstarszych córek w rodzinie. „Ty musisz iść do zawodówki, jak najszybciej zakończyć edukację, bo to kosztuje, musisz wybrać zawód, a potem nam pomagać” – takie argumenty padają często z ust rodziców. Spotkałyśmy się z przypadkiem, gdzie oszczędność zadecydowała o losie dziewczynki. Rodziców nie było stać na książki, a kuzyn miał akurat podręczniki szkolne i dziewczyna została zmuszona do kształcenia się w zawodzie… rzeźnika. Nauczyciele byli temu przeciwni, bo była to bardzo zdolna uczennica, proponowano, by skończyła liceum i dalej się kształciła. Rodzice się nie zgodzili. Ojciec miał wykształcenie niepełne podstawowe. Dziś ta ponad 30-letnia kobieta czuje się bardzo skrzywdzona.

Do tego dochodzi specyfika naszego rynku pracy.

Danuta Duch-Krzystoszek: Na co dzień nadal można spotkać się w pracy z przejawami seksizmu, z relacjami patriarchalnymi, z bezwzględnym wykorzystywaniem przez pracodawcę pozycji władzy. Brakuje szacunku dla ludzi z wykształceniem podstawowym czy zawodowym. Przeprowadzałyśmy wywiady z kobietami z Olsztyna, które były zatrudnione na kontraktach w Niemczech. Wszystkie wspominały o szacunku, jaki tam otrzymały w czasie wykonywania pracy. Zauważyły kontrast z tym, jak to wygląda w Polsce.

W raporcie wskazują panie na dobre praktyki płynące z Norwegii.

Kinga Lohmann: „Wybór szkoły zawodowej to była najlepsza inwestycja w siebie, jaką mogłam zrobić” tak mówiły 30-letnie Norweżki. Jak tłumaczyły, w ciągu krótkiego czasu zdobyły bardzo konkretny zawód. Jedna z nich opowiadała, że dzięki wykształceniu i doświadczeniu mogła założyć firmę zajmującą się nagłaśnianiem konferencji, druga była dumna z tego, że to ona podłączała wszystkie latarnie na nowym osiedlu mieszkaniowym.

W Norwegii bardzo szybko zauważono, że w firmach najlepiej sprawdzają się zespoły mieszane. Kobiety same przyznały, że po skończeniu szkoły zawodowej nie musiały szukać pracy, gdyż już w czasie edukacji pracodawcy zabiegają o najzdolniejsze uczennice i uczniów.

Stąd motywacja, aby przykładać się do nauki. A to łączy się z tym, że w Norwegii szkoły zawodowe mają wysoki prestiż.

Czy możliwe jest przejęcie takiego wzorca? Jaka jest przyszłość szkolnictwa zawodowego w Polsce?

Kinga Lohmann: Z norweskiego wzorca powinniśmy przejąć to, że państwo dużo łoży na szkoły zawodowe. Wykształcenie jednego ucznia czy uczennicy w szkole zawodowej jest sporo droższe niż wykształcenie w liceum, gdyż w takich placówkach są potrzebne najnowsze maszyny czy narzędzia. Dzięki temu są to szkoły atrakcyjne dla młodych ludzi.

Danuta Duch-Krzystoszek: Dodatkowo, obserwując od lat technika i szkoły zawodowe, widzimy problem z brakiem nauczycieli zawodów, którzy by chcieli pracować w oświacie.

Kinga Lohmann: Zdarza się, że dyrekcja przyznaje się nam, że sztucznie utrzymuje pewne kierunki, które nie budzą zainteresowania wśród uczniów, tylko dlatego że mają kadrę nauczycielską. A z innej strony widzimy ogromne zapotrzebowanie na rynku pracy na młodych ludzi, którzy będą znali nowe technologie, o czym najczęściej mówią przedstawiciele biznesu. Często wspominają, że są chętni do współpracy ze szkołami. Przyszłość szkół widzę właśnie przez pryzmat zaangażowania biznesu. A co do dziewczynek, to należy pamiętać, że przecież 100 proc. z nich nie pójdzie do liceów, by dalej kształcić się w szkołach wyższych. Dlatego tak ważne jest, aby zadbać o edukację dziewczynek, również tych, które wybierają szkoły zawodowe.

Kinga Lohmann jest inicjatorką, współtwórczynią, a obecnie dyrektorką Koalicji KARAT, która od 1997 r. prowadzi działania na rzecz równości płci w wymiarze lokalnym, regionalnym, europejskim i globalnym.

dr hab. Danuta Duch-Krzystoszek, prof. APS jest wykładowczynią i dyrektorką Instytutu Filozofii i Socjologii Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Bibliografia:

[1] https://cpk.org.pl/wp-content/uploads/2021/03/raport_całość_cpk.pdf (rozdz. Kobiety w systemie edukacyjnym – zawód a płeć)

[2] https://www.karat.org/pl/wdrazanie-zalecen-komitetu-ds-likwidacji-dyskryminacji-kobiet-raport/

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!

Zapoznaj się z najnowszym 45. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 45 / DO DZIEŁA!