O tym, że dziewczynki są śliczne, a chłopcy kochają zabawy i przygody. O dziewczynkach ratujących tonących i chłopcach czekających na brzegu. O pracowitości, opiekuńczości i patriotyzmie. Rozmowa z prof. Anną Landau-Czajką z Instytutu Historii PAN o kształtowaniu się obrazu dziewczynki i kobiety w podręcznikach dla najmłodszych od XVIII do XXI w.
Prof. Anna Landau-Czajka wygłosi wykład plenarny na konferencji naukowej „Dziewczynki i dziewczyny. Wstęp do girlhood studies”, którą Fundacja Kosmos dla Dziewczynek organizuje razem z Interdyscyplinarnym Zespołem Badań nad Dzieciństwem UW. Wykład będzie miał tytuł: „Od grzecznej dziewczynki do grzecznej dziewczynki. Dziewczęta w podręcznikach szkolnych dla dzieci najmłodszych 1785–2021”.
Ponad 600 podręczników, elementarzy oraz czytanek wydanych od końca XVIII wieku do 2022 r. przeanalizowała w swojej pracy badawczej prof. Anna Landau-Czajka. Historyczka zajęła się przede wszystkim podręcznikami do nauki języka polskiego dla klas 1–3 oraz niektórymi dla 4. klasy. Wyniki badań zostały opublikowane najpierw w książce Co Alicja odkrywa po własnej stronie lustra. Życie codzienne, społeczeństwo, władza w podręcznikach dla dzieci najmłodszych 1785–2000. W 2023 roku ma zostać wydana poszerzona wersja publikacji, zawierająca także analizę podręczników, z których aktualnie uczą się najmłodsze dzieci.
Najstarszy podręcznik, który pani bada, pochodzi z 1785 roku. Czy pojawiają się w nim dziewczynki?
To podręcznik Komisji Edukacji Narodowej. Bardzo dobry. Można w nim znaleźć niezwykle cenne zdanie, że dziewczynki, podobnie jak chłopcy, powinny zajmować się ćwiczeniami fizycznymi. Jest też rozdział o powinnościach obywateli i dziewczynki w nim nie są dyskryminowane, jak moglibyśmy/mogłybyśmy dziś przypuszczać.
Zastanawiające jest już to, że one się w ogóle pojawiają!
Pod koniec XVIII wieku do szkół elementarnych uczęszczały dziewczynki, ale – co jak na tę epokę jest zaskakujące – nie ma odrębnych podręczników KEN dla nich i dla chłopców. W pierwszej połowie XIX wieku wydawano podręczniki zarówno z podziałem na płeć, jak i wspólne. Spójrzmy na twórczość Jane Austen, która żyła na przełomie tych wieków. Z naszej perspektywy jej utwory są bardziej współczesne niż większość powieści XIX-wiecznych. Wówczas nastąpił pewien regres obyczajowy, co widać także w podręcznikach.
To wtedy kobieta – a też dziewczynka – zaczęła mieć obowiązek bycia „posłuszną i pożyteczną”.
W całym XIX wieku w podręcznikach konkretne cechy przypisywano danej płci automatycznie i bezdyskusyjnie. Dziewczynkom i chłopcom, kobietom i mężczyznom wyznaczano różne, wyraźnie sprecyzowane zadania. Dziewczynki i kobiety miały być wrażliwe, opiekuńcze, delikatne, wstydliwsze, skromniejsze od chłopców i mężczyzn. Za to oni powinni być odważni i zdecydowani. Chłopcy nie powinni płakać, nie powinni być łakomi.
I dziewczynki, i chłopcy powinni wykazywać się pracowitością, ale w inny sposób – dziewczynki jedynie wykonując polecenia, chłopcy zaś, wykazując przy tym własną inicjatywę.
Przez cały wiek XIX i początek XX wymagano bezwzględnego posłuszeństwa od dzieci obu płci. To, co nam się wydaje dziś absurdalne, wówczas takie nie było. Dziewczynki przygotowywano do bycia gospodynią czy panią domu, chłopców do pracy zawodowej. Dziewczynki pomagają matkom głównie w opiece nad młodszym rodzeństwem, ale też w gotowaniu, szyciu, sprzątaniu. Uczą się kupować właściwe produkty. W jednym z podręczników z XIX wieku ojciec uczy syna czytać, a matka uczy córkę robienia pończoszki. Co ciekawe, po polsku w okresie zaborów wydano dwa niemal takie same podręczniki: Wiązanie dla grzecznych chłopczyków i Wiązanie dla grzecznych panienek („wiązanie” to tradycyjna nazwa na podarunek imieninowy, choć często używano jej po prostu jako określenie książeczki, którą daje się w podarunku dzieciom), ale z jedną różnicą. W tych konkretnych – poza tym niemal bliźniaczych podręcznikach – chłopcom tłumaczy się, co to jest ojczyzna, a pomija ten temat w wersji dla dziewczynek. One nie potrzebowały – zdaniem autora – żadnych historycznych informacji ani wiedzy o rzeczywistości, nie musiały też – co już dziwi – być patriotkami.
A inne różnice?
W podręcznikach, od czasu KEN aż do XXI wieku, inaczej opisuje się czas wolny: dziewczynki i kobiety mają go zdecydowanie mniej lub wcale go nie mają. Zacytuję fragment: „Antoś biegał po dziedzińcu, a dziewczynka, siostra Zosia, doiła mleko”. To bardzo charakterystyczny obrazek. Ojciec czyta gazetę, a matka pracuje – możemy to jeszcze spotkać w drugiej połowie XX wieku. Obraz pracowitej dziewczynki był powszechny do lat 80., współcześnie już zanika. Właściwie obraz płci nie zmienia się przez dekady. Należy przyznać, że dopiero od kilku lat, bez względu na to, co myślimy o współczesnych podręcznikach, stereotyp płci i tego, co właściwe dla każdej z nich, zaczyna nieco zanikać.
A nauka moralna?
Tutaj różnice nie są takie wielkie, jak można by przypuszczać. Kiedyś chłopiec miał być odważny; teraz już nie. Wszyscy mamy być tchórzami: to przesłanie, które można wyczytać w aktualnych podręcznikach. Jest ono ukryte, ale bardzo wyraźne.
Proszę to wyjaśnić.
We współczesnych podręcznikach najwyższym dobrem jest własne bezpieczeństwo. To, co jeszcze kiedyś było powszechne: pomagamy, ratujemy, wskazujemy innym drogę, dziś wypierane jest przez dbanie o to, by unikać niebezpieczeństwa. Pamiętam taką scenę w jednej z czytanek – wybucha pożar w domu, gdzie mieszka 8‑letnia dziewczynka i babcia ze złamaną nogą. Dziewczynka, widząc pożar, wybiega na drogę i wzywa straż. Potem wszyscy ją chwalą, że dobrze zrobiła. Ale… ta dziewczynka nawet nie uprzedza babci, że jest pożar, zostawia ją samą w palącym się domu. Przeczytałam tę czytankę trzy razy, bo nie wierzyłam własnym oczom. Od mojego czytania historia się nie zmieniła.
Wróćmy do starszych podręczników.
Należy pamiętać, że kiedyś chłopców przygotowywano do wojen. Może mniej było to widoczne w okresie PRL‑u, ale i wtedy znaleźć można gloryfikację żołnierzy. A dziewczynki przygotowywano do bycia matkami, których synowie ginęli na wojnie. Matka jest dumna z tego, że oddała ojczyźnie życie czterech synów. Co warte zauważenia, w XX wieku pojawiają się już w podręcznikach historie o kobietach, które walczą na froncie, a więc cnoty wojenne nie są zastrzeżone dla jednej płci.
W elementarzach z XIX i XX wieku czytamy o dziewczynkach, które muszą być przede wszystkim dobre i mają myśleć o innych, a nie o sobie, choć bywają i tacy chłopcy, ale zdecydowanie rzadziej. Opiekuńczość to cecha, która kiedyś była zarezerwowana dla dziewcząt i kobiet, a obecnie jest pożądana u obu płci. Muszę jednak podkreślić, że nauka moralna nie jest aż tak bardzo różna dla chłopców i dziewczynek, jak mogłoby się nam wydawać. W podręcznikach dla dzieci rozpoczynających naukę nie ma bowiem nic o sferze seksualnej, niezależnie od tego, czy komunikaty są kierowane do dziewczynek, do chłopców, czy do dzieci obojga płci. Co zresztą ciekawe, o ciąży i porodzie mówią podręczniki z początku XIX wieku; w tamtym okresie pojawiały się czytanki o matce, która jest w połogu i jest zmęczona porodem. Następnie ten temat zanikł, a obecnie pisze się o tym bardziej dyskretnie. Czasem myślę, że postęp nie zawsze jest tak wyraźny, jak nam się wydaje.
W swoich badaniach poświęca pani też miejsce opisowi kar i nakazów, które znaleźć można w podręcznikach.
Osobliwe jest to, że według dawnych podręczników dzieci spotykały głównie kary naturalne. Kiedy zjesz coś, czego nie powinieneś, nie powinnaś – zachorujesz. Jeśli drażnisz psa – zostaniesz ugryziony, ugryziona. Dorośli karzą tylko co pewien czas – pozbawiając dziecka miłości albo wymierzając karę cielesną. „Lanie” dotyczy wyłącznie chłopców. Nie spotkałam się w podręcznikach z opisem kar fizycznych wymierzanych dziewczynkom, ale w książeczkach dla dzieci już tak. Kary fizyczne w podręcznikach zanikają już od końca XIX wieku.
A opisy ról społecznych i obyczajowość w podręcznikach z dwudziestolecia międzywojennego?
Podręczniki z okresu międzywojennego widzą zmieniającą się rolę kobiet – coraz więcej z nich pracuje zawodowo, pojawiają się posłanki.
Od pierwszych lat XX wieku podręczniki starają się przełamywać stereotyp i pokazują, dostatecznie często, aby to zauważyć, odważne dziewczynki i bezradnych chłopców. Chyba więcej bohaterskich czynów mają na koncie dziewczynki i kobiety niż chłopcy i mężczyźni. Jedyny wyjątek to czytanki dotyczące wojny, bo tam kobiety pojawiają się marginesowo.
Z przyczyn mi absolutnie nieznanych w podręcznikach jest więcej dziewczynek ratujących tonących. To chłopcy patrzą bezradnie na brzegu, a dziewczynka rzuca się ratować kolegę, pod którym załamał się lód na jeziorze. Tak było w okresie międzywojennym, i tak jest dziś, jeszcze sześć lat temu znalazłam w podręczniku taką czytankę.
Dziewczynki bywają już wtedy nie tylko odważniejsze, ale zaczynają pojawiać się w sferach do tej pory zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn. Są czytanki, w których dziewczynka wykonuje lepiej niż chłopiec domek dla ptaków czy ma bardzo dobre wyniki w zawodach sportowych. Pojawiają się także wspólne zajęcia matek i córek, co kiedyś było domeną ojców i synów – na przykład górskie wędrówki podczas wakacji. W podręcznikach okresu międzywojennego wyraźnie zauważam próbę świadomego przełamywania stereotypów.\
Wczesny PRL to kobieta na traktorze. Czy możemy ją spotkać na kartkach podręczników?
Akurat na traktorze nie, ale pojawia się propagowanie pracy zawodowej kobiet. Wówczas w podręcznikach coraz częściej kwestionuje się podział na czynności męskie i żeńskie. Było to już sporadycznie widoczne w okresie międzywojennym. Wydawałoby się, że ta myśl jest współczesna, a jednak nie. Przykładów jest wiele. Gdy chłopiec prosi, aby pomóc mu w przyszyciu guzika, dziewczynki mówią, że sam może się tego nauczyć. To dosyć asertywna reakcja.
Dziewczynka jako jedyna nie boi się klasowych łobuzów i upomina ich, aby nie niszczyli ławek. Chłopcy zaczynają zajmować się młodszym rodzeństwem, czego wcześniej nie robili.
Co istotne, nadal widać wyraźną barierę w klasie, gdzie świat chłopców jest odrębny od świata dziewcząt.
Te światy się nie przenikają?
W 2018 roku wydałam w ŻIH‑u książkę Wielki „Mały Przegląd”, o jedynym piśmie, które było redagowane przez dzieci, założonym w 1926 roku przez Janusza Korczaka. Z zamieszczonych tam listów dzieci wynika, że absolutnie wręcz przeciwnie. Dziewczynki i chłopcy siedzieli razem w ławkach i bawili się wspólnie w szkołach w latach 20. i 30. XX wieku. To było normalne, ale nie przeniknęło do podręczników. Myślę, że tu zadziałała siła inercji. Wspólna zabawa dzieci to w podręcznikach treść ukryta.
Rok 1989 to przełom historyczny, ale czy też przełom w polskich podręcznikach?
Nie, zmiany zachodzą bardzo stopniowo. W latach 90. stereotypy płci mają się bardzo dobrze, jeśli nie doskonale.
Jak to możliwe w czasach, gdy idee demokratyczne i myśl feministyczna dochodzą do głosu?
Dziewczynki są śliczne, a chłopcy kochają zabawy i przygody. W elementarzu z tamtego czasu znajdziemy scenę, gdzie chłopiec ogląda się za dziewczynką, która ma lalkę w wózku, i rzuca zdanie: „Ale lala!”. Taki tekst przeszedł przez recenzje i trafił do podręczników. W latach 90. bardzo się podkreśla różnicę między chłopcami a dziewczynkami. W czytance z podręcznika z 1994 roku poświęconej świętom jest dramatyczna opowieść o prezentach, które mikołaj pomylił – te dla dziewcząt trafiły do chłopców i odwrotnie. Nikt nie był zadowolony. Jest także czytanka o snach, które – jeśli zostaną pomylone – to wszyscy będą nieszczęśliwi.
W 1999 roku pojawia się czytanka o tym, że jedyną słuszną drogę życiową dla dziewczynki stanowi zamążpójście, a samotność w życiu dorosłym to nieszczęście, któremu winna jest kobieta. To opowieść o losach odrażającej żaby, która ma pryszcze na plecach, mówi wyłącznie o sobie i przez to zostaje starą panną, co jest przedstawiane jako szczyt nieszczęścia.
Niestety, ta historia nie zginęła w mroku dziejów i jest powielana do dziś, czytałam ją też w podręcznikach z XXI wieku. Nawet w tych podręcznikach z lat 90., gdzie próbuje się przełamać stereotyp płci, właściwie się go nie przełamuje. Pojawia się na przykład wiersz, w którym opisywany kumpel narratora świetnie biega, nigdy nie łamie danego słowa, zna się na komputerach i puenta… ten kumpel to dziewczyna. Fakt, że dziewczynka chodzi po drzewach, czy że jest słowna, ma być zaskoczeniem dla uczniów w latach 90., jak i współcześnie, można go znaleźć na przykład w podręczniku z serii Gra w kolory z 2018 roku.
Przełom widać nieco później, kiedy to powstaje coraz więcej analiz podręczników z punktu widzenia gender. Gdy rozmawiałam z redaktorką jednego z wiodących wydawnictw, potwierdziła, że coraz częściej zarówno autorzy/autorki, jak i recenzenci/recenzentki podręczników zważają na równość płci. Co ciekawe, zauważyła, że nikt za to nadal nie zwraca uwagi na obecny w podręcznikach XXI wieku neokolonializm. To, co widać jeszcze w podręcznikach z lat 90., to kult bogactwa, który znika w XXI wieku.
Czy analizowała pani także ilustracje w podręcznikach? Jak portretowane są w nich dziewczynki?
Analizowałam pod tym kątem podręczniki z serii wydawanej przez MEN. Mam przykre wrażenie, że podczas gdy autorzy i autorki już coraz częściej wiedzą, czym jest równość płci, to ilustratorzy i ilustratorki nie zawsze. Pojawia się na przykład obrazek przedstawiający klasę szkolną, gdzie dziewczynki siedzą w ławkach grzecznie, a chłopcy chodzą i zajmują się swoimi sprawami. Ilustracje nie są przystające ani do treści, ani do rzeczywistości.
A kto pisał i pisze podręczniki dla dzieci?
W XIX wieku, ale także przed wojną, pisali je głównie mężczyźni. Potem przede wszystkim kobiety. A dziś autorami i autorkami podręczników zazwyczaj nie są osoby, które piszą teksty, ale te, które wybierają teksty innych. Tak było już od czasów II RP, ale obecnie to składanka, która niestety nie tworzy żadnej spójnej całości. Od wprowadzenia „kształcenia zintegrowanego” w 1999 roku zaczęto tworzyć podręczniki „do wszystkiego”, a nie tylko do nauki języka polskiego, jak było przez poprzednie 200 lat. Tylko niektóre najwcześniejsze podręczniki, z przełomu XVIII i XIX wieku i z początku XIX wieku, łączyły czasem w sobie naukę polskiego, religii i początków arytmetyki. Teraz podręcznik to zbiór opowiadań, tekstów naukowych, informacyjnych, część jest pisana suchym językiem urzędowym. Infantylizm miesza się ze sztywną, często zbyt trudną narracją.
Czy podczas badań znalazła pani idealny podręcznik?
Nie znalazłam nawet bardzo dobrego. Są podręczniki zdecydowanie lepsze i zdecydowanie gorsze. Ale są takie, które zawierają mnóstwo błędów rzeczowych. Jest na rynku podręcznik, w którym napisano, że Józef Piłsudski wycofał się z działalności politycznej w 1923 roku, a potem umarł, tak jakby nic nie robił w międzyczasie. Nieustannie we wszystkich podręcznikach dzieci karmią kotka mlekiem, a wodą utlenioną odkażają rany. Dzieci uczą się, jak wykonać sztuczne oddychanie, ale – tu wyjątkowo! – nie mówi się o ich własnym bezpieczeństwie. Na ilustracjach dzieci opatrują rany poszkodowanym, ale żadne z nich nie robi tego w rękawiczkach. Dwukrotnie znalazłam plagiat, w tym jeden z tekstu Janusza Korczaka. Nie ma dobrych podręczników, ale być może pedagodzy mają inne zdanie na ten temat.
Czego uczą współczesne podręczniki oprócz pisania i czytania?
Coraz mniej o moralności, a coraz więcej o faktach. To, co je wyróżnia na tle poprzednich, to teksty o uczuciach. Współcześnie próbuje się uczyć dzieci odczytywania uczuć, ale i tu popełnia się błąd. Nie nauczy się nikt empatii z ilustracji, na której są uśmiechnięte czy zmartwione dzieci i trzeba odpowiedzieć na pytanie, co czują. Nie każdy, kto się uśmiecha, jest wesoły…
Dziś dzieci uczą się życia z internetu, z TikToka i innych mediów społecznościowych, a nie z podręcznika. Mogę przywołać wyniki badań Aleksandry Szyller Ewaluacja podręczników zintegrowanych do edukacji wczesnoszkolnej. Perspektywa dzieci z 2018 roku, przeprowadzone wśród uczennic i uczniów klas trzecich, którzy narzekają, że ich podręczniki są nudne, infantylne, bo oni większość informacji w nich zawartych już znają. Można mieć wrażenie, że współcześni autorzy i autorki zakładają, że do szkół przychodzą dzieci z XIX wieku, które wiedziały, jak oporządzić krowę, ale nie wiedziały nic o świecie poza ich wsią. Podręczniki nie biorą pod uwagę wiedzy, którą dzieci zdobyły, zanim przyszły do szkoły.
Jak podręcznik może być dla dziecka wiarygodny, skoro na ilustracji mającej pouczyć, jak pisać SMS‑y, autor SMS‑a się podpisał. Jest dużo o niebezpieczeństwach w cyberprzestrzeni, ale nie wspomina się nic o mediach społecznościowych.
Czy współczesne podręczniki mówią o kanonie piękna lub o zmianach zachodzących w ciałach dziewczynek?
Jest dużo o zdrowym odżywianiu, ale też pojawiają się teksty, które mają znamiona zachęcania do drastycznego pilnowania swojej wagi. Jest taki koszmarny wierszyk o dziewczynce, która mówi, że nie będzie jadła hamburgerów ani pizzy, bo chce ważyć 20, a nie 64 kilogramy, bo jeśli będzie ważyć więcej, to będzie za ciężka, aby usiąść babci na kolanach. Sprawdziłam – 20 kilogramów w tym wieku dla dzieci to niedowaga. Taki tekst pojawia się w podręczniku dla dzieci, które mają osiem, dziewięć lat, rosną i będą przecież ważyć coraz więcej.
O odchudzaniu jest dużo tekstów, wszystkie są bardzo toksyczne, ale dotyczą zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Osoba, która wolno biega albo gorzej skacze, jest sama sobie winna, powinna schudnąć – taki jest przekaz.
Tu widać zmianę: wcześniej dzieci miały grzecznie zjeść wszystko, co jest na talerzu, potem miały jeść zdrowo, a teraz mają się odchudzać. Wiem, że jest epidemia otyłości wśród dzieci, ale nie położymy jej kresu, wmawiając dzieciom, że muszą schudnąć i już.
Czy w podręcznikach można znaleźć teksty wspierające dziewczynki w ich indywidualnych decyzjach, niezależności czy w odwadze?
Prawda jest taka, że podręczniki nie wspierają ani dziewczynek, ani chłopców. Trzeba przyznać, że podręczniki zachęcają do mówienia „nie”, ale w aspekcie bezpieczeństwa. Ten przekaz jest skierowany głównie do dziewczynek. Moim zdaniem poszedł on krok za daleko, bo pokazuje wszystkie osoby obce jako potencjalnie niebezpieczne. Jeśli kogoś nie znasz, to uciekaj. Za to nie ma nic o mówieniu „nie” rodzicom czy nauczycielom. Tu raczej obowiązuje „dobra”, XIX-wieczna zasada posłuszeństwa. Z jednej strony rozumiem, że to wygodne dla wychowawców, ale z drugiej – tak nie kształtuje się społeczeństwa obywatelskiego.
Co warte podkreślenia, pojawiają się teksty mówiące, że dziewczynki mogą mieć różne zainteresowania.
Podręczniki bardzo się starają pokazywać kobiety w męskich zawodach: strażaczka, policjantka, inżynierka. Podoba mi się to, widzę tu jednak takie zagrożenie, że współcześnie wychowuje się dzieci wyłącznie do pracy zawodowej, a nie mówi się im, że w przyszłości mogą być także rodzicami: matkami lub ojcami.
Co ciekawe, wymienia się w podręcznikach przede wszystkim zawody inteligenckie i twórcze, prawie nic nie ma tam o rzemieślnikach, rzemieślniczkach lub o osobach pracujących na wsi. Wieś się pojawia, ale bardzo rzadko. Niemal wyłącznie w kontekście agroturystyki.
Jaki wzorzec postawy społecznej prezentują współczesne podręczniki?
Bohaterowie i bohaterki podręczników od lat 90. XX wieku żyją w epoce zindywidualizowanego kapitalizmu. Dziś rzadko mówi się o biedzie. W XXI wieku niemal wszyscy są średnio zamożni. To, co było przez ponad 200 lat osią podręczników, czyli pomoc drugiemu człowiekowi, zmieniło się. Teraz też pomagamy, ale mniej i wybiórczo: osobie z niepełnosprawnością – tak; obcej osobie – nie, bo to może nam czymś grozić. To, czy pomagasz, czy nie pomagasz, nie świadczy już o tym, jakim jesteś człowiekiem, bo na pierwszym planie jest twoje bezpieczeństwo.
Co widzi więc dziś Alicja lub Ala z elementarza po własnej stronie lustra?
Chaos. To, co miało być porządkiem w nauczaniu zintegrowanym, gdzie przedmioty są połączone ze sobą, jest sklejeniem ich za pomocą kleju do papieru, a nie logiki. Dziecko, przeskakując z tematu na temat, nie otrzymuje żadnej spójnej wizji świata ani nawet, co również ważne, przyjemnego obrazu rzeczywistości.
W dawniej wydawanych czytankach czy elementarzach było więcej dobrze kończących się historii niż teraz. Były wprawdzie toporne morały, ale także happy endy. „Dobre dziecko” otrzymywało „nagrodę”, którą często była po prostu satysfakcja. Teraz taki motyw spotyka się rzadko. Jednocześnie podręczniki bardzo się starają być uniwersalne i co za tym idzie, nie nazbyt aktualne. Nie wymienia się na przykład nazwiska aktualnego prezydenta Polski. Dzięki temu podręczniki mogą być drukowane latami bez zmian.
Dlatego to, co dzieci widzą wokół siebie, nie ma odzwierciedlenia w tym, czego się uczą. Nie sądzę, aby 1 września pojawiły się na ławkach szkolnych podręczniki, gdzie wśród bohaterów i bohaterek będą dzieci z Ukrainy, choć przecież uczą się z polskimi dziećmi nie od tegorocznego wybuchu wojny, ale od lat.
Warto tu wspomnieć, że podręczniki powstają bardzo długo – od napisania podręcznika do jego przyjęcia do druku upływa około trzech, czterech lat.
Co więc pani radzi? Jakie wskazówki ma dla rodziców i opiekunów, opiekunek, aby pomóc dziewczynkom w zrozumieniu świata w tych pierwszych latach szkolnych?
Rodzice powinni przeczytać podręczniki swoich córek, a także synów. I zwrócić uwagę nie tylko na to, jak będzie wyglądać proces uczenia liter, pisania i czytania, ale na to, jak przedstawiane są w nich dziewczynki, jakie są wzorce osobowe kobiet. Tak jak mówiłam wcześniej, nie zawsze jest źle. Chciałabym, aby podręczniki pod tym kątem przeanalizowały także nauczycielki i nauczyciele. Niech będą wyczuleni, wyczulone na kwestie płci, niepełnosprawności, problemów społecznych, różnic kulturowych, biedę czy obraz rodziny. Dla wielu dzieci koszmarem, który powtarza się od pokoleń, jest tworzenie drzewa genealogicznego własnej rodziny – nie każda składa się przecież z mamy, taty i dzieci, nie każda osoba zna imię swojego ojca. Niech rodzice i nauczycielki zauważą, czy podręczniki promują egoizm, czy altruizm.
Dopiero po takiej lekturze będą mogli i mogły wesprzeć dziewczynkę, mówiąc: to jest zadanie domowe w podręczniku, które musisz rozwiązać (albo może i nie musisz…), ale na świat można spojrzeć z wielu innych perspektyw, ta z elementarza jest tylko jedną z nich, niekoniecznie najważniejszą. Należy pokazywać dziewczynkom, że są różne wzorce i to, że my – czy też nasze otoczenie – mamy jakiś model życia, nie oznacza, że jest on jedyny i dominujący.
Wcześnie też mówiłabym dzieciom o parytetach, o tym, że tam, gdzie do zawodów sportowych albo do udziału w konkursie wybierani są sami chłopcy, a dziewczynki pomijane, coś jest nie tak.
I jeszcze jedno – jeśli chcecie wesprzeć dziewczynki, róbcie to, o czym mówię, również jeśli macie synów. Oni też powinni być wyczuleni na to, czy dziewczynki i kobiety nie są dyskryminowane.
Gdy wyrośnie nowe pokolenie dzieci, które zrozumie, że stereotypy nie są rzeczywistością, gdy będzie oczywiste, że każda osoba może mieć własne dążenia, niezwiązane z przypisanymi rolami płci, wtedy dopiero będzie można mówić o równouprawnieniu. A na razie zachowajcie czujność i nie ufajcie za bardzo podręcznikom.
prof. Anna Landau-Czajka – socjolożka i historyczka, profesor IH PAN, członkini Komitetu Nauk Historycznych PAN. Zajmuje się historią stosunków polsko-żydowskich i historią społeczną XX wieku. Jest autorką książek W jednym stali domu… Koncepcje rozwiązania kwestii żydowskiej w publicystyce polskiej lat 1933–1939 (1998), Co Alicja odkrywa po własnej stronie lustra. Życie codzienne, społeczeństwo, władza w podręcznikach dla dzieci najmłodszych 1785–2000” (2002), Syn będzie Lech… Asymilacja Żydów w Polsce międzywojennej (2006), Polska to nie oni. Polska i Polacy w polskojęzycznej prasie żydowskiej II Rzeczypospolitej (2015), Wielki „Mały Przegląd” (2018), Koty w społeczeństwie II Rzeczypospolitej (2020).