O tym, dlaczego tak ważne jest stworzenie dziewczynkom warunków do budowania poczucia własnej wartości, o sprzecznych oczekiwaniach i o tym, ile kosztują próby dopasowania się do nich, mówi amerykańska psycholożka Lisa Damour.
W książce Pod presją powołuje się pani na wiele badań, które pokazują, że dziewczynki są coraz bardziej zdenerwowane lub przestraszone. Przywołuje pani m.in. raport, z którego wynika, że aż 31 proc. dziewczynek i młodych kobiet doświadcza objawów lęku, podczas gdy wśród chłopców i młodych mężczyzn ten odsetek wynosi 13 proc. [1]. Dodatkowo, uczucie lęku szybciej rośnie wśród nastolatek, a wśród nastolatków utrzymuje się cały czas na podobnym poziomie [2]. Dlaczego stres dotyka dziewczynki bardziej niż chłopców?
Z paru powodów. Dziewczynki mają dziś o wiele więcej możliwości niż dawniej, co jest wspaniałe. Problem w tym, że nie zdjęliśmy z nich żadnych oczekiwań, które mieliśmy wobec nich do tej pory. Zachęcamy je, żeby miały świetne osiągnięcia w nauce, w sporcie, żeby były przedsiębiorcze i tak dalej. Jednocześnie wciąż stawiamy im wysoko poprzeczkę, jeśli chodzi o bycie przyjaznymi, uprzejmymi, atrakcyjnymi, nienarzucającymi się osobami. Taka kombinacja sprawia, że muszą naprawdę ciężko na to wszystko pracować, a dodatkowo te oczekiwania często są ze sobą sprzeczne! Mówimy na przykład: „Bądź ambitna, ale uważaj, żeby nikt nie poczuł się z tego powodu urażony”! Kolejny powód większego zestresowania dziewczynek dotyczy wagi, jaką przykładamy do ich wyglądu. Skupianie się na nim to praca na pełny etat. Dziewczynki zwykle albo martwią się tym, jak wyglądają, albo próbują się tym nie martwić! Nie znam żadnej, która nie byłaby w jednej z tych dwóch grup.
To przerażające. Znajoma mama napisała mi, że jej córka boi się, że koledzy wyśmieją ją z powodu tego, jak się ubrała… Co możemy robić, żeby dziewczynki czuły się silniejsze?
Powinniśmy je wspierać w pielęgnowaniu poczucia swojej wartości w oderwaniu od zewnętrznych opinii. Żeby czuć się ze sobą dobrze, musisz robić coś, z czego jesteś dumna. Nie wystarczy, że inni cię pochwalą. Jeśli chcemy, żeby dziewczynki były w stanie wytrzymać presję świata w kwestii tego, jakie powinny być, musimy stworzyć im warunki do budowania wewnętrznego poczucia własnej wartości, a ono wynika z rzeczy, na które mają wpływ. Powinniśmy więc upewnić się, że mają możliwość zajmowania się tym, co dla nich ważne. To mogą być osiągnięcia szkolne, sportowe, troszczenie się o innych, bycie naprawdę dobrą starszą siostrą lub posiadanie hobby, którego rozwijanie wymaga wkładu pracy, jak choćby granie na instrumencie. Wówczas, kiedy ktoś powie naszej córce: „Nie jest wystarczająco miła i słodka jak na dziewczynkę”, będzie czuła, że jest za to bardzo utalentowaną muzyczką, co nie ma nic wspólnego z byciem słodką i miłą, za to jest jej i jest wartościowe. Albo jest świetna w ważnej i znaczącej według niej pracy, co też nie ma nic wspólnego z tym, czy jest słodka i miła.
Tyle że społeczeństwo tresuje nas do bycia grzecznymi. Dlatego dziewczynki bardzo przejmują się tym, co pomyślą o nich inni, jak ocenią ich postępowanie, a nawet jak się w wyniku ich zachowania poczują. Pani opisała sytuację nastolatki, która ma problemy ze snem, nie radzi sobie z nauką, bo jest przeciążona treningami gimnastycznymi, ale nie rezygnuje z ćwiczeń, bo nie chce zranić uczuć swojej trenerki!
Kiedy dziewczynka ma do wyboru: zrobić to, o co ktoś ją prosi, albo zrobić to, czego sama pragnie, jej głowa obrabia tę sytuację następująco: jeśli zrobię to, o co jestem proszona, ocalę relację. Zaszkodzę jej, jeśli zrobię to, co chcę!
Zadaniem dorosłego jest wyjaśnienie, że nie musi wybierać pomiędzy swoimi pragnieniami a relacją, a także pokazanie, jak zadbać o siebie, a jednocześnie ochronić relację.
Mam dwie córki – dziesięciolatkę i siedemnastolatkę. Kiedy starsza nie chciała pilnować dziecka rodziny, która stale ją o to prosiła, poradziłam jej, żeby powiedziała im, że ma mnóstwo zajęć, i dała namiary na inne nastolatki. Rodzina była wdzięczna, a córka nie zrobiła niczego wbrew sobie. Ale postawienie granicy w taki sposób, żeby jednocześnie zachować się serdecznie wobec drugiej strony, nie przychodzi dziewczynkom ot tak. Potrzebują w tym naszego wsparcia.
Zauważyłam, że dziewczynki często starają się być ugodowe, dopasować się, żeby nie wzniecać konfliktu.
Dobrze, żeby wiedziały, że wszyscy mierzymy się z konfliktami, a to, że czasem się z kimś pokłócimy, jest normalne. Wyjaśnijmy im, że jeśli się z kimś posprzeczały, to nie zrobiły niczego, co by było nie w porządku. Nam może się to wydawać oczywiste, ale wiele dziewcząt wcale tak nie myśli. Większość bardzo boi się sprzeczek i konfrontacji, w dodatku często biorą na siebie winę. Drugim krokiem jest ustalenie, że istnieją zdrowe i niezdrowe sposoby rozwiązywania konfliktu. Do niezdrowych zaliczam działanie jak buldożer, jak wycieraczka albo jak wycieraczka z kolcami. Buldożer rozjeżdża drugą stronę, z kolei wycieraczka daje się rozjechać. Wycieraczka z kolcami stosuje strategię pasywno-agresywną, np. dziewczynka mówi innym złe rzeczy na temat koleżanki, z którą się pokłóciła. Wszyscy czasem stosujemy te strategie, dorośli również. Dziewczynkom może bardzo pomóc, jeśli pozwoli się im o tym wszystkim powiedzieć, uwolnić te trudne emocje, bo pierwszy impuls to zwykle wycieraczka z kolcami albo buldożer. Chodzi więc o to, żeby dziewczynka faktycznie zrobiła to, co najgorsze, w myślach, a nawet wypowiedziała te słowa na głos w naszej obecności, ale zrezygnowała z tego w stosunku do koleżanki. Dopiero wtedy będzie w stanie rozważyć zdrowsze opcje reakcji.
Używam do tego metafory filaru – chodzi o to, żeby stanąć po swojej stronie, zadbać o siebie, ale z szacunkiem do drugiej osoby.
Inna możliwość to nie reagować i nie angażować się. Mam wrażenie, że nie mówimy o tej opcji wystarczająco dużo. Zazwyczaj dajemy córkom do zrozumienia, że jeśli mają z kimś problem, powinny o tym powiedzieć. Ale przecież żaden dobrze funkcjonujący dorosły nie mówi każdej osobie o wszystkim, co go w jej działaniach denerwuje. To strata czasu i energii. Zapytajmy córkę, czy chce się zaangażować w dany konflikt, czy może uprzejmy dystans w tym przypadku wystarczy? Jeśli wybierze drugą opcję, zapewnijmy ją, że to nie znaczy, że kogoś nie lubi albo że nie chce mieć z nim nigdy więcej do czynienia.
Ale problemem są nie tylko konflikty. Pewna znajoma dziewczynka cały czas się martwi, czy gdzieś się nie spóźni albo czy jest wystarczająco dobrze przygotowana. Przez to jest zestresowana i spięta.
Mam wrażenie, że boi się, że będzie robiła różne rzeczy źle. Nie pomoże powtarzanie: „Nie martw się, wszystko jest w porządku, nic się nie stało”. To sprawia, że dzieci nie czują się traktowane poważnie. Spróbujmy postawić sprawę inaczej: „Błędy występują w trzech rozmiarach – małym, średnim i dużym. Rozmiar problemu podpowie ci, jak bardzo zdenerwowana powinnaś być i ile pracy potrzeba, żeby naprawić błąd. Drobne spóźnienie na lekcje jest małym problemem, powinnaś się tym przejąć tylko trochę”. Chodzi o uznanie, że spóźnianie się nie jest w porządku. „Żeby to naprawić, potrzebujesz jeść śniadanie odrobinę szybciej albo wcześniej wstawać, i to wystarczy. Jeśli nie odrobiłaś pracy domowej, to problem średniej rangi. Powinnaś się nim przejąć nieco bardziej, naprawienie go także będzie wymagało ciut więcej wysiłku. Jeśli uderzysz dziecko, które siedzi obok ciebie w ławce, powinnaś się tą sprawą dużo bardziej przejąć”. W przypadku dzieci – określiłabym je nadświadomymi – dla których każdy problem jest dziesiątką, nie ma różnicy pomiędzy spóźnieniem się na lekcje a uderzeniem kolegi, na jedno i drugie reagują tak samo. Taka skala stopniująca może do nich przemówić. Powiedzmy, że widzimy problem, rozumiemy go, ale oceniamy na dwójkę. Zapytajmy dziewczynkę, gdzie ona umieszcza go na skali. Podajmy wcześniej przykłady tego, co może być jedynką, a co dziesiątką. Dzięki temu odzyska poczucie wpływu na sytuację i już samo to zmniejszy u niej poziom napięcia.
Co jeszcze możemy zrobić, wychowując dziewczynki, żeby czuły, że faktycznie mogą wyrażać, co czują?
Przede wszystkim musimy zgodzić się w sobie z tym, że one czasem mówią coś, co nam się nie podoba!
To często trudne dla rodziców, ale jeżeli chcemy, żeby nasze córki wyrażały swoje opinie poza domem, musimy najpierw zachęcać je do tego, żeby robiły to w domu.
To wymaga od nas pracy, ale daje też dużo satysfakcji. Możemy się naprawdę wiele nauczyć od naszej wygadanej córki. Nastolatki są niezwykle spostrzegawcze i bardzo szczere, jeśli zapytamy wprost o ich opinie. Musimy tylko być wystarczająco odważne i odważni, żeby ich wysłuchać.
Chronienie dzieci przed doświadczaniem, bo jest trudne czy przykre, nie jest najlepszą strategią, prawda? Nawet jeśli mamy jak najlepsze intencje.
Jeśli traktujemy dzieci, jakby były superkruche, będą superkruche. Jeżeli zaś zakładamy, że zdołają poradzić sobie z szeroką gamą emocji, że mogą tolerować dyskomfort, nauczą się to robić. Jeśli jesteśmy bardzo zaniepokojeni z powodu ich emocji i próbujemy stawać pomiędzy nimi a trudnością, naprawiać coś za nie, sprawiamy, że one zaczynają się bać trudnych uczuć, a to nie pomaga. Jeśli natomiast sami traktujemy emocje jako informacje, one również będą to robiły. Jeśli zakomunikujemy dziewczynce: „Owszem, to, przez co przechodzisz, jest trudne. Będziesz się przez to czuła zestresowana albo zaniepokojona, ale masz przecież wypracowane strategie, żeby sobie z takimi stanami poradzić” albo: „Jesteśmy tu, żeby cię wesprzeć w rozwiązaniu tego problemu”, poczuje, że jest w stanie sprostać wyzwaniom, jakie przed nią staną.
A jednak większość z nas ma odruch chronienia ich przed cierpieniem. Pani pisze, że lepiej by było, gdybyśmy podchodzili do trudności jako do szansy na rozwój. W Polsce to mało popularny pogląd.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby nałożyć na dziewczynki tak dużo napięcia, że ono wyrządzi szkody, spowoduje traumę. Ale pomyślmy o tym jak o mięśniu emocjonalnym. Dzieci budują takie mięśnie poprzez radzenie sobie z kłopotami. Dlatego ważne, aby doświadczały trudnych sytuacji i mogły się przekonać, że potrafią sobie z nimi poradzić.
A z czego bierze się to, że oczekujemy od dziewcząt więcej niż od chłopców?
Myślę raczej o tym, dlaczego oczekujemy mniej od chłopców. Bycie chłopcem albo mężczyzną w naszym społeczeństwie z automatu daje przewagę. Chłopców i mężczyzn, szczególnie białych, nie obowiązują zbyt wysokie standardy. Dlatego coraz częściej wydaje mi się, że nie chodzi o to, żebyśmy oczekiwali mniej od dziewczynek, ale żebyśmy zaczęli więcej oczekiwać od chłopców i mężczyzn. Jeślibyśmy to zrobili, pewnie zdjęłoby to część presji z dziewczynek, wyrównałoby szanse. Wtedy one wreszcie nie musiałyby tak ciężko pracować i być jedynymi, które o wszystkim i wszystkich myślą.
Lisa Damour – autorka książki Zaplątane nastolatki i Pod presją. Twarzą w twarz z epidemią stresu i lęku wśród dziewcząt. Psycholożka kliniczna, dyrektorka Laurel School’s Center for Research on Girls. Prowadzi prywatny gabinet psychoterapeutyczny. Mieszka z mężem i dwiema córkami w Shaker Heights w stanie Ohio.
Bibliografia za: Lisa Damour, Pod presją, wyd. Mamania (2020)
[1] Calling, S., Midlov, P., Johansson, S‑E., et al. (2017) Longitudinal trends in self-reported anxiety. Effects of age and birth cohort during 25 years. BMC Psychiatry 1, 1–11. [2] Fink, E., Patalay, P., Sharpe, H., et al. (2015) Mental health difficulties in early adolescence: A comparison of two cross-sectional studies in England from 2009–2014. Journal of Adolescent Health 5, 502–507.