No i bach! Nie podoba nam się crush córki. Czasami jesteśmy w stanie podać po temu argumenty, ale bywa też, że sami nie do końca rozumiemy, dlaczego uważamy, że wybranek (wybranka) jest dla niej nieodpowiedni. Jak wtedy działać? Czego się wystrzegać? I nade wszystko: co zrobić, aby nie dopuścić do efektu Romea i Julii? Przeczytaj o niechcianych związkach, nawet jeśli (jeszcze!) cię to nie dotyczy
– Nie idź do lasu, nie zapuszczaj się w gęstwinę – ostrzegali.
– Dlaczego? Dlaczego nie mogę iść dzisiaj do lasu? – pytała dziewczyna.
– Mieszka tam groźny wilk, który pożera takie osóbki. Słuchaj dobrych rad, nie idź do lasu, nie zapuszczaj się w gęstwinę.
Oczywiście poszła. Poszła mimo przestróg i naturalnie spotkała tam wilka, tak jak ją ostrzegano.
– A nie mówiliśmy? – zrzędzili.
– To moje życie, nie żadna bajka, wy, głupcy – odparła dziewczyna. – Muszę chodzić do lasu i muszę spotkać tam wilka, bo inaczej nigdy nie zacznę naprawdę żyć.1Clarissa Pinkola Estés, Biegnąca z wilkami, Zysk i S‑ka, Poznań 2012

Trudno jest być rodzicem dorastającej dziewczyny, a jeszcze trudniej wyczuć, kiedy przychodzi czas, aby przestać za wszelką cenę chronić nastolatkę i zacząć towarzyszyć jej w samodzielnym zdobywaniu życiowych doświadczeń. Jak przygotować się na ten moment? Czego wtedy warto unikać? Jak komunikować się z córką? Jak wesprzeć siebie w tym niełatwym momencie dorastania córki do miłości? To ciężka przeprawa dla wszystkich członków rodziny. Dobrze jest się jej przyjrzeć i zarządzić nią świadomie, również na poziomie emocjonalnym, by towarzyszyć córce z miłością i otwartością. I jednocześnie warto przyjrzeć się temu, co w nas samych buntownicze zachowanie nastolatki wzbudza.
Uniknij efektu Romea i Julii
No i bach! Nie podoba nam się crush, czyli miłosna fascynacja córki. Czasami jesteśmy w stanie podać po temu argumenty, ale bywa też, że sami nie do końca rozumiemy, dlaczego uważamy, że wybranek (wybranka) jest dla niej nieodpowiedni. Może jest ze środowiska bardzo różnego od naszego, może ma zupełnie inne wartości albo jest sporo starszy, albo zbuntowany… W każdym razie nie jest według nas „dobrą partią”, a ona chce z nim spędzać każdą wolną chwilę.
Może się zdarzyć, że w trosce, w złości albo w poczuciu bezradności mówimy: „Nie możesz się z nim spotykać”, „on nie jest dobry dla ciebie!”, „masz szlaban, i to dla twojego własnego dobra”… Bywa, że te rodzicielskie przeczucia czy intuicje okazują się słuszne i po pewnym czasie zaczynamy obserwować, że nowa relacja córce faktycznie nie służy: ukochany źle ją traktuje czy nie jest wspierający albo zachęca do zachowań, które mają nieprzyjemne dla niej konsekwencje. Jednak w umyśle nastolatki takie słowa generują raczej postawę sabotażu, a nie zrozumienia. Tymi zniechęcającymi komunikatami paradoksalnie najprawdopodobniej popychamy córkę w ramiona kontrowersyjnego wybranka, bo ona myśli sobie wtedy: „Nie będziesz mi rozkazywać!”, „tak? w takim razie teraz ja tym bardziej będę się z nim spotykać”, „teraz zobaczysz!”.
To, na czym nam, rodzicom, zależy i co często jest zaszyte pod podszewką rozkazujących komunikatów, to aby córka sama doszła do wniosku, że dana relacja jej nie służy.
Dlatego, jako mądrzy dorośli, powinniśmy zastanowić się raczej, czy otwarcie zniechęcając córkę do „problematycznej” relacji, nie działamy wbrew swoim intencjom. Jeśli chcemy, żeby córka nauczyła się budować bezpieczne miłosne więzi, pomóżmy jej w tym.
– W mózgu nastolatki czy nastolatka tworzą się tożsamość, struktury, które będą odpowiadały za osobowość. Bardzo ważne, żeby rodzice za bardzo nie wchodzili tam z butami. Gdy zakomunikujemy: „to nie dla ciebie!”, „co ty w ogóle robisz?!” i będziemy przy tym bardzo oceniający, to oczywiste jest, że nastolatka zadziała wbrew naszym słowom. Będzie chciała trwać przy swoim wyborze, nawet jeśli będzie to dla niej niekorzystne – podkreśla Monika Robakiewicz, psycholożka i terapeutka specjalizująca się w zaburzeniach rozwojowych i problemach wychowawczych młodzieży. Ekspertka zaznacza, że mądrość dorosłych powinna polegać na tym, żeby nie sterowali młodym człowiekiem, młodym układem nerwowym i młodym mózgiem w przebudowie; zadaniem rodziców jest niedorosłą osobę chronić i wskazywać jej drogę tak, aby miała poczucie kontroli nad własnymi wyborami.
Powinno nam zależeć na pobudzaniu do myślenia: żeby dziewczyna w sytuacji krytycznej mogła odnieść się do wiedzy, którą od nas dostaje, ale jednocześnie, żeby miała poczucie, że to, do czego dochodzi, to jej decyzja, jej wniosek, jej przemyślenie, a nie, że ktoś podaje jej na tacy rozwiązanie.
– Młodzi ludzie chcą tworzyć swoją tożsamość, chcą decydować i mieć wpływ na swoje życie. Zwłaszcza w relacjach – zaznacza terapeutka.
A przecież znamy to: zakazany owoc zazwyczaj smakuje najlepiej. Nowe, nieznane, robione na przekór – tym karmią się głodne miłosnych wrażeń mózgi nastolatek. Nie wiemy, kogo nasza córka spotka ani kto jej się spodoba, dlatego dajmy sobie czas. Jeżeli dojdziemy do wniosku, że jej wybranek jest z jakiegoś powodu dla niej nieodpowiedni, nie sabotujmy nastoletniej miłości. Komunikujmy za to swoje niepokoje.
Rozmawiaj na otwartym sercu
Jaki komunikat zostanie przyjęty przez córkę? Po pierwsze, jak by to nie było kuszące, nie róbmy wykładu; znajdźmy odpowiedni moment, zacznijmy od powiedzenia, jak się czujemy, jakie są nasze intencje (troska, miłość, ochrona, bezpieczeństwo). Spytajmy: „Jak się czujesz w tej relacji?”, „czy coś cię niepokoi?”, „jak ci z nim jest?” i dodajmy: „pamiętaj, że co by się nie działo, to zawsze jestem i możesz na mnie liczyć”. Możemy też, gdy mamy okazję obserwować jakieś zachowanie, potem je krótko komentować: „No, wiesz, zauważyłam, że on się niemiło w stosunku do ciebie odnosi. Mnie się to nie podoba, ale nie wiem, jak ty się z tym czujesz?”.
To, co ważne, a na co często bywa za późno, gdy już nasza córka się zakocha: rozmawiajmy wcześniej o miłości, relacjach, więziach. Może przy okazji oglądania filmów, seriali czy czytania książek – nie czekajmy z tą wiedzą, aż córce zakochanie przyćmi racjonalne postrzeganie świata.
Tłumaczmy jej, że w miłości nie warto robić nic wbrew sobie, że warto słuchać siebie i nie nadużywać swojego ciała. Przypominajmy, że ważne jest dbanie o własne bezpieczeństwo i nieuleganie presji innych; że po prostu nie ma co robić tego, na co się nie ma ochoty. Wspominajmy o tym wszystkim w odpowiednich okolicznościach. Ze spokojem i otwartością. Niech nie będzie to tematem tabu – nawet (a może tym bardziej) jeśli my mamy za sobą trudne doświadczenia w miłości, np. rozwód.
Pewnie te słowa już słyszeliśmy, ale to dlatego, że są ważne: najlepsze, co możemy zrobić dla swoich dzieci, to same i sami tworzyć zdrowe relacje. Ze sobą i partnerem czy partnerką.
– Dzieci swoim układem nerwowym odbierają to, jak wzajemnie traktują się ich rodzice. Jak mama z tatą odnoszą się do siebie i jak im jest ze sobą w relacji. I jeśli jest dobrze, to najlepsza nauka dla nastolatki – zaznacza psycholożka Monika Robakiewicz. Bo to w domu dziewczynka uczy się tego, jak nawzajem traktują się kobieta i mężczyzna w związku. I, oczywiście, idealne relacje nie istnieją – chodzi raczej o to, jak rozwiązujemy konflikty, jak odnosimy się do siebie nawzajem na co dzień, jak się regulujemy (czyli jak radzimy sobie z trudnymi emocjami). W parze i samodzielnie.
– Układ nerwowy rodzica reguluje układ nerwowy dziecka. Bardzo często to, z czym nie radzi sobie nasze dziecko, obnaża cały rodzinny sposób działania i to, z czym nie radzą sobie rodzice. Dlatego często to oni muszą najpierw się uporać z własnymi relacyjnymi problemami, żeby dobrze nawigować swoje dzieci – podkreśla psycholożka.
Przyjrzyj się sobie
Często marzymy, żeby nasze dzieci nie popełniły naszych błędów, żeby miały lepiej niż my (ogólnie w życiu i w relacjach); chcemy dać im „gwiazdkę z nieba”. I gdy marzenia pomylą nam się z oczekiwaniami, możemy myśleć, że żaden partner córki nie jest dla niej odpowiedni. Dlatego kiedy w życiu córki się pojawi ktoś bliski, a nam się nie spodoba, warto sprawdzić, czy nasze wątpliwości nie wynikają z życzeniowego myślenia, z lęków czy uprzedzeń. Jednym słowem, z naszych własnych mentalnych ograniczeń.
Jeśli np. odczuwamy taki poziom lęku, że sobie z nim nie radzimy i ani przyjaciele, ani najbliższa osoba nie są w stanie nas wesprzeć, to warto udać się do specjalisty czy specjalistki i zrobić porządek z tym lękiem, żeby nim nie obarczać córki. Nasz lęk i chęć kontroli nie pomagają w tej skomplikowanej sytuacji, bo często z ich powodu zachowujemy się w taki sposób, że dziecko traci do nas zaufanie i wtedy sami odbieramy sobie możliwość nawigowania młodej osoby w jej miłosnych doświadczeniach. Ekspertka podkreśla, że rodzic lękowy i kontrolujący najczęściej ma problem z zaufaniem dziecku od jego najwcześniejszego dzieciństwa, więc również na początku nie wysyła spójnych sygnałów. Jeśli rodzice wnoszą za dużo lęku, może to pobudzić układ nerwowy dziecka do trybu walki lub ucieczki: dziecko takich rodziców może mieć większą skłonność do zagłębiania się w relację, która mu nie służy.
Dlatego warto z uważnością obserwować siebie.
– Jeśli rodzic za bardzo napiera, to na pewno wielokrotnie dostanie sygnał od córki, która powie: „Mamo, przesadzasz!”, „nie chcę, żebyś mi tak mówiła!”. Córka sama pokaże swoim zdenerwowaniem albo zakomunikuje słowami wprost, że jest przytłoczona troską czy lękiem. I z drugiej strony również – kiedy rodzic nie daje uwagi, nie interesuje się, jest nieobecny emocjonalnie, często w odpowiedzi córka „sprowadza” do domu mnóstwo problemów, też miłosnych. To także może być komunikat dla rodzica: „Zainteresuj się mną”, „chcę być zauważona przez ciebie”. Wystarczy posłuchać. Tylko tyle i aż tyle – podpowiada Monika Robakiewicz.
Daj jej popełnić błędy
Pozwólmy córce doświadczyć sytuacji, w której się znalazła, obserwując to z pewnego dystansu, aby miała okazję poznawać siebie i życie, samodzielnie odczuwać i reagować adekwatnie do sytuacji. Ludzki układ nerwowy zaprogramowany jest na doświadczanie. Dzięki błędom zakochana nastolatka uczy się, że ten chłopiec, którego wybrała, może nie jest wcale takim księciem z bajki, jak sądziła – bo jakieś jego konkretne zachowanie jest dla niej nie do zaakceptowania. Dzięki temu przeżyciu córka zrozumie, że to nie takiego chciała mieć partnera. Nawet doświadczenie złamanego serca jest ważne, bo uczy, jak słuchać siebie, jak wyłapywać niepokojące sygnały, jak nie żyć w miłosnej iluzji. Dlatego, po skończeniu takiej trudnej relacji, warto dać córce czas na pobycie w stracie i smutku. Być może to będzie jedna z ważniejszych lekcji jej życia. Zyska okazję, by zrozumieć, jak zadziałał u niej mechanizm idealizacji i co się stało, że zobaczyła rzeczy takimi, jakimi są. Dzięki temu może zbudować się na nowo. Mądrzejsza i bardziej świadoma.
Pobudzajmy w córce intuicję, zaufanie do siebie, słuchanie reakcji ciała, a co za tym idzie, świadomość tego, czego nie chce, a czego chce w relacji.
Dziecko tworzy tożsamość na bazie tego, co jest spójne z jego temperamentem i co jest w jego mózgu przydatne i adaptacyjne w danym momencie. Ważne, aby rodzice rozumieli i wiedzieli, jak postępować z kształtującym się układem nerwowym nastolatki. Żebyśmy nie działali na szkodę swoją i córki, dobrze jest rozpoznawać, co się w niej dzieje. Gdy nastolatka się zakochuje, w jej głowie pojawia się dużo różnych uczuć. Bo teraz już nie tylko mózg się przebudowuje, już nie tylko odbywa się burza hormonów związana z dorastaniem, ale również i burza wynikająca z zakochania. W takich momentach raczej traci się kontakt z rzeczywistością. Naukowcy i naukowczynie porównują ten stan do bycia pod wpływem środków odurzających. Podczas zakochania może być trudno ocenić obiektywnie sytuację, ukochany wydaje się najwspanialszy, idealny, co może z kolei powodować trudności z wyłapywaniem „czerwonych flag”, czyli jego niepokojących zachowań.
Warto w rozmowach z zakochaną córką odnosić się do własnych doświadczeń i błędów. Błędy uczą nas najwięcej, a przyznawanie się do nich przed dzieckiem jest jedną z najwartościowszych lekcji, które możemy mu dać. Jednocześnie budujemy w ten sposób większe zaufanie w relacji.
I pamiętajmy: błędy popełniamy wszyscy. Bez wyjątku. Są one po to, byśmy mogli się uczyć o sobie samych, swoich emocjach, potrzebach. To popełnione błędy dają nam największą mądrość życiową, budują intuicję i umiejętność wchodzenia w kolejne relacje.
Bądź jak latarnia morska
Trudnych dla rodziców scenariuszy miłosnych córki jest wiele. Może się zdarzyć, że nastolatka podświadomie wybierze relację, która będzie przeczyć wartościom naszej rodziny, tylko po to, żeby zamanifestować swoją odrębność. Miłosny bunt może też dawać jej poczucie własnej wyjątkowości. Jeśli do tej pory niewystarczająco wyraźnie stawialiśmy granice, córka może prowokować nas do wytyczania ich, bo będzie chciała poczuć się zauważona, zaopiekowana (to granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa). Jeśli w domu czuła się niezauważana, może też szukać partnera z rysem narcystycznym.
Na pewno zaniepokoić nas powinny ryzykowne zachowania związane z używkami, znikanie na noc, ale też, gdy nasza córka bardzo stara się całkowicie dostosować do partnera lub gdy wycofuje się z życia szkolnego i domowego. Taką czerwoną lampką powinna też być izolacja od przyjaciół. Gdy nie chce z nimi przebywać ani ich słuchać; bo często zdarza się, że to przyjaciele pierwsi dzielą się z nią swoim niepokojem w związku z nowo poznanym chłopakiem i jego nieciekawymi zachowaniami.
W niepokojących sytuacjach mówmy córce: „Kocham cię i nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda” i pokazujmy jej możliwe konsekwencje tego, co się dzieje w jej życiu. Rozmawiajmy z uważnością, spokojem, nie narzucając swojego zdania, i podkreślajmy, że co by się nie działo, córka zawsze może na nas liczyć.
Nasz komunikat powinien być stabilny i bezpieczny, żeby dziecko czuło, że jesteśmy po jego stronie; że nie działamy przeciwko niemu. Oczywiście, to może być trudne, bo gdy nasza córka jest zakochana, to każde działanie, które ma ją rozdzielać z ukochanym, może odebrać przeciwko sobie. Jednak najważniejsze, żeby wiedziała, że nawet jeśli zrobi coś wbrew sobie, to zawsze może do nas przyjść. Rodzic powinien być jak latarnia morska: stabilny, bezpieczny, oświetlający drogę, pomagający w nawigacji. Niech nasza córka ma poczucie, że dom to port, do którego zawsze może wrócić.
Dla dziecka najbardziej liczy się nasza obecność, ale też to, że mu ufamy i wierzymy w nie. Mamy przeświadczenie, że sobie poradzi, że ma zasoby nawet na te gorsze i trudne chwile – nawet jeśli niektórych jego zachowań nie akceptujemy. To buduje w nim poczucie wartości. Mówmy: „Ufam ci, wierzę, że sobie poradzisz”, „wierzę, że sama wyłapiesz niepokojące sygnały”, „ufam, że do mnie przyjdziesz, gdy będziesz tego potrzebowała”.
Bo niepokój i tak będziemy czuć: taka już bywa miłość matki czy ojca w konfrontacji z nieprzewidywalnością życia. Nie obciążajmy jednak tym niepokojem swojego dziecka, bo ono musi nauczyć się doświadczać, ufać sobie, budować zdrowe relacje.
Jeśli nasza córka będzie miała z nami dobrą relację, to co by się nie działo, prędzej czy później podzieli się wątpliwościami, które jej się pojawią, powie, jak się czuje. Wtedy możemy jej doradzić, porozmawiać z nią, wesprzeć i… znowu puścić na morze.
Tekst powstał na podstawie rozmowy z ekspertką.
Monika Robakiewicz – psycholożka z 21-letnim doświadczeniem, psychotraumatolożka, interwentka kryzysowa, terapeutka traumy w podejściach EMDR, Brainspotting, Hipnoza, TSR i innych modalnościach. Absolwentka Uniwersytetu SWPS w Warszawie, odbyła studia magisterskie z psychologii, studia podyplomowe z terapii behawioralnej, studia podyplomowe z interwencji kryzysowej, studia podyplomowe z psychotraumatologii. Specjalizuje się w pracy z zaburzeniami rozwoju dzieci i młodzieży, pracy z systemem rodzinnym, pracy z traumą.
Źródła
- 1Clarissa Pinkola Estés, Biegnąca z wilkami, Zysk i S‑ka, Poznań 2012







